KIRKE KARJA QUARTET

Piątek
[15.11.2019]

Bilety: 70 zł na 15.11.2019  obejmują koncerty

KIRKE KARJA QUARTET   / JAIMIE BRANCH

Na koncercie obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

70 zł
Kup bilet

KIRKE KARJA QUARTET


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 15.11.2019 | G. 20:00
  • Estonia.NOW

  • Skład

    Kirke Karja – piano

    Kalle Pilli – guitar

    Raimond Mägi – double bass

    Karl-Juhan Laanesaar – drums


Na czele Kirke Karja Quartet stoi wschodząca gwiazda estońskiej sceny jazzowej, zdobywczyni przyznawanej przez Estonian Jazz Union i festiwal Jazzkaar prestiżowej nagrody  Estonian Young Jazz Talent z 2014 roku. Rozległe inspiracje grupy wykraczają poza tradycyjnie rozumiany idiom jazzowy, zawierając elementy zaczerpnięte ze źródeł, wśród których znaleźć można np. muzykę awangardową i współczesną – w repertuarze kwartetu obok oryginalnych kompozycji pianistki znajdują się utwory twórców takich jak Bill Frisell, Edward Oja czy Karlheinz Stockhausen. Mając za sobą studia w zakresie zarówno fortepianu klasycznego, jazzowego (artystka uczyła się w klasie Kristjana Randalu, który wystąpi podczas Festiwalu Jazz Jantar w grupie Peedu Kass Momentum) jak i wolnej improwizacji Kirke Karja w swoich złożonych utworach eksperymentuje z kompleksową rytmiką, politonalnością czy prostotą formy, starając się odnaleźć ścieżkę eksploracji nowych muzycznych obszarów.

Mający na koncie debiutancki album „Turbulence” (2017) kwartet już spotyka się z bardzo przychylnymi opiniami jazzowych mediów: Joern Peeck, recenzujący koncert grupy z festiwalu Jazzkaar o muzyce „energetycznej i introspektywnej zarazem, rozbudzającej w słuchaczach wewnętrzny płomień (…)” portal Salt Peanuts liderkę określa mianem „młodej i szalenie obiecującej pianistki, którą mamy nadzieję podziwiać jeszcze wielokrotnie w przyszłości” a Tyran Grillo w recenzji na All About Jazz przyznał płycie „Turbulence” najwyższą notę – pięć gwiazdek określając ją „współczesnym arcydziełem, godnym każdego ucha, do którego dotrze”.

Występ Kirke Karja Quartet podczas Festiwalu Jazz Jantar 2019 będzie jednocześnie pierwszym jej występem w Polsce jak i premierą nowego materiału grupy.

Sygnowane: Pierwszy raz w Polsce

JAIMIE BRANCH


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 09.11.2019 | G. 21:30
  • Avant Days

  • Skład

    Jaimie Branch – trumpet

    Lester St Louis – cello

    Jason Ajemian – double bass

    Chad Taylor – drums

     


Gdy trębaczka Jaimie Branch pojawiła się w chicagowskich klubach, gdzie królowała muzyka improwizowana od razu zrobiło się o niej głośno, także w naszym pięknym kraju nad Wisłą. 15 listopada jej kwartet wystąpi na 22. Festiwalu Jazz Jantar.

„Na filmie promującym debiutancki album „Fly or Die” Jaimie w pełnym ulicznym outficie (bawełniane dresy, bluza, czapka z daszkiem) najzwyczajniej na świecie przechadza się z psem na smyczy po jednej z wielkomiejskich dzielnic. Znaki drogowe wskazują, że to Nowy Jork, ale prawdę mówiąc równie dobrze mogłoby to być gdziekolwiek, bo takie same krajobrazy można na co dzień zobaczyć w każdym większym europejskim czy amerykańskim mieście, a ona sama wygląda tutaj jak znajoma z sąsiedztwa.  Taka właśnie jest Jaimie Branch: na oficjalnych materiałach podpisuje się z małej litery, mówi wprost, zwięźle i konkretnie („gdybym nie była muzykiem, chciałabym zostać przestępcą – takim wiesz, bardzo dobrym. A tak schodząc na ziemię - pewnie zostałabym księgową”) - a gdy chwyta za trąbkę całą swą bezpośredniość eksponuje w muzyce.

Albumem „Fly or Die” Jaimie prezentuje Nowemu Jorkowi odrębne, wykuwane dzięki punkowemu podejściu i obowiązującej tam zasadzie DIY brzmienie sceny z Chicago: materiał, choć wydany już po jej przeprowadzce do Big Apple, napisany został jeszcze w Wietrznym Mieście. (…) Album „Fly or Die” pozwolił też w końcu branży dostrzec artystkę, przy okazji stając się zgoła sensacją i dostając na szczyty rankingów płyt roku w co bardziej otwartych na inne brzmienia muzycznych mediach.

Dziewczyna o tej osobowości nie mogła ujść ich uwadze – ostatecznie wszystkie media żywią się podobnego rodzaju oryginalnymi zjawiskami, jednak o ile za tą fasadą często kryje się pustka, tutaj sytuacja wygląda nieco inaczej. Oczywiście Jaimie nie wytycza ścieżki całkowicie nowej – Ornette Coleman, Don Cherry, Julius Hemphill czy Art Ensemble of Chicago to skojarzenia narzucające się tylko w pierwszej chwili. Trębaczka daleka jest jednak od prostego powielania schematów, a to, co słyszymy, silnie się wśród jazzowych nagrań a.d. 2017 odznacza:  muzyka na „Fly or Die” jest bardzo wyrazista i bardzo jej własna.    

„Fly or Die” w całej rozciągłości jest rzeczą chwytliwą i bezpośrednią. To zwarta, bo zaledwie trzydziestopięciominutowa miejska suita o umiejętnie rozłożonych akcentach: jest tu wprowadzające w przestrzeń albumu intro, są zapadające w pamięć tematy, mostki i utwory budujące napięcie.

Muzyka na „Fly or Die” osadzona jest w lepkiej, miejskiej atmosferze – przykuwa twardym beatem i grubo ciosanymi tematami (utrzymane w poetyce przyspieszonego „Dogon A.D.” Hemphilla „Theme 001” z mocnym basem i nerwowym rytmem perkusji), ale ma też dużo swoistego szorstkiego polotu. (…)  Formalnie ów polot nie jest wolnością otwartych przestrzeni - raczej taką, na którą mogą sobie pozwolić wielkomiejskie gołębie z okładki albumu – a więc tętniącą życiem metropolii, pociągającą ale i podszytą pewnego rodzaju niepokojem, który oddala się dopiero w klamrującej album gitarowej miniaturce „... Back at the Ranch” w wykonaniu Matta Schneidera, brzmiącej niczym z innego, sielskiego świata. Absolutnie nie umniejsza to jednak jakości tej muzyki ani swobody, z jaką „Fly or Die” zagrano.

Właściwie nie ma też dźwięków niepotrzebnych. Zespół (w całości złożony z muzyków z chicagowską przeszłością) gra gęsto i blisko siebie, a każdy z członków grupy dostaje odpowiednią dla siebie przestrzeń: „Jeśli bierzesz do zespołu Chada Taylora, chcesz, żeby ZAGRAŁ na pierdolonych bębnach!”. (…) „Fly or Die” to wciągający wielkomiejski przelot – choć skwitowany gorzką myślą wyjaśniającej tytuł Jaimie: „We’re gonna fly together and we’re gonna die apart... so I live my life – fly or die!” – to skrojony tak, aby chciało się go odbywać wielokrotnie. I w tym aspekcie bardzo skuteczny.”   

Piotr Rudnicki / jazzarium.pl