VIJAY IYER

Jego interpretacja przełomowego pod względem kompozycji utworu Theloniousa Monka i Kenny’ego Clarke’a Epistrophy  z 1942 roku jest powalająca.

Iyer krąży wokół melodii, podkręca akordy (które Monk wygrywał lewą ręką) do takiego tempa, że kręci się w głowie i zacierają się granice między poszczególnymi frazami. Towarzyszy temu technika ściany dźwięku, którą Iyer doprowadził przez lata grania do perfekcji. Wszystkie te zabiegi stanowią jednak tylko punkt wyjścia dla serii eksperymentalnych wycieczek, podczas których zdarza się artyście czerpać z rytmicznych ekscentryczności Monka. Jego cover pochodzącej z Thriller’a Michaela Jacksona - ballady - „Human Nature” robi wrażenie szczegółowo zaplanowanej konstrukcji. Zabieg wprowadzenia paru zmyślnych zmian w brzmieniu schodzącego w oryginale refrenu sprawia, że utwór nie zamienia się w zwykłą . Trudno jednak zrobić instrumentalną wersję takiej piosenki i nie zabrzmieć momentami trochę pretensjonalnie, i tak jest również w tym przypadku.

Joe Tangari / pitchfork.com / 6.10.2010

Totalna pochwała pianistycznej, jazzowej dyscypliny. W taki najprostszy sposób można streścić zawartość albumu, który już krytyka okrzyknęła jednym z najpiękniejszych owoców jazzu tego roku. (…) Iyer, który zgodnie z tytułem krążka materiał zarejestrował samodzielnie, panuje absolutnie nad czasem, formą i rozwojem interpretacji. Zdumiewa przy tym logiką, konsekwencją przeradzającą się w swoistą oczywistość w budowaniu dramaturgii poszczególnych interpretacji. Towarzyszy temu wielka wyobraźnia muzyczna, procentująca ciągłym zaskakiwaniem słuchacza nutami tak nieprzewidywalnymi, że wciągają nas każdą frazą w pewną grę, jednocześnie wymuszając wielkie skupienie. Ostrzegam, to nie jest muzyka do słuchania „obok”, to nie są dźwięki przyjemnego tła. To opowieść, muzyczna podróż, w którą Iyer zabiera nas już prologiem, piękną interpretacją Humane Nature (Steve Porcaro). I dzieje się tak, że albo wsiadamy do tego tramwaju albo zostajemy na przystanku. Tutaj nie można być trochę w jednym i trochę drugim miejscu.Wystarczy posłuchać „Darn That Dream“ Van Heusena, aby zauważyć, że w grze Iyera wszystko staje się względne. Harmonia, forma, budowa formalna. Zdają się one cały czas służyć za tło, na którym muzyk kreuje własne wizje. Tak jest też w zjawiskowej interpretacji „Epistrophy” Monka, którą artysta potwierdza swoje powinowactwo z muzyką wielkiego, nieodżałowanego kubisty jazzowego fortepianu.

Tu trzeba szybko podążać za tokiem rozumowania solisty. Na płycie równie ciekawie wypada konfrontacja materiału „cudzego”, standardów z dziełami oryginalnymi. Czy Prelude: Heartpiece czy też Autoscopy podobnie jak Patterns patrzą daleko w przyszłość jazzu, ciągle mając korzenie w głównym nurcie jazzowej pianistyki. Oczywiście pianistyki wynikającej z tradycji z kamieniem milowym - Monkiem, ale dopełnionej doświadczeniami Taylora, Sun Ry, Jarretta.Iyer pięknie łączy światy m-base’owych rytmicznych konstrukcji w konwencji Steve’a Colemana z rytmicznymi czarami hinduskiej ragi i aleatoryzmem (vide: Patterns), wszystko podporządkowując jednemu celowi - improwizacji. Kiedy indziej, wsłuchując się w pojedyncze nutki wodospadu Autoscopy, mamy wrażenie, jak gdyby każdy dźwięk został pierwotnie zapisany w nutach a dopiero potem wykonany. Zero przypadku! Jeśli komuś się chce, niech wsłucha się w akcenty, które wyłaniając się z potoku dźwięków, budują kolejny głos, coś na kształt zakwanej polifonii. Zjawiskowe! (…) Album ma jeszcze jeden atut - brzmienie. Nagrany przez Cookie Marenco (reżyser pięciokrotnie nominowany do Grammy), posiada niesamowitalory brzmieniowe. Marenco wraz z Patrickiem O’Connorem (specjalista od transformacji sygnału analogowego do formatu cyfrowego) uzyskali pełnię akustycznego brzmienia fortepianu, pierwotnie nagrywając go na dwucalową taśmę magnetyczną, później konwertując do świata bitów. I to połączenie ognia z wodą zniewala.

Piotr Iwicki / „Jazz Forum“