Program

Sobota
[3.02.2018]

Bilet na 3.02.2018 obejmuje koncerty:
SABINA MECK – SOUNDMECK i UNKNOWN QUINTET
Na koncertach obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

35 zł
Kup bilet

SABINA MECK – SOUNDMECK / Eruption


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 03.02.2018 | G. 20:00
  • Babskie Granie

  • Skład

    SABINA MECK - SOUNDMECK / ERUPTION

    Sabina Meck – śpiew 

    Paweł Surman – trąbka

    Łukasz Kokoszko – gitara

    Adam Tadel – kontrabas

    Szymon Madej - perkusja


Zespół SOUNDMECK został założony w 2015 roku przez Sabinę Meck i jej kolegów z Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. W 2015 zdobył  Grand Prix na festiwalu Grupa Azoty Jazz International Contest Tarnów. Jury przyznało Sabinie również indywidualną nagrodę specjalną Największy Talent Festiwalu. Wiosną 2016 roku ukazał się debiutancki album solowy Sabiny, zatytułowany „Love Is Here”. Sabina Meck otrzymała nominację do nagrody Fryderyk 2017 w kategorii Fonograficzny Debiut Roku, Muzyka Jazzowa. Do Żaka Sabina Meck przyjedzie z nowym materiałem „Eruption” (2017).

„Ci, którzy znają jej poprzednie wydawnictwo „Love Is Here”, będą bardzo zaskoczeni. Piosenkowy charakter utworów zastąpiony jest tutaj zdecydowanie bardziej progresywnym podejściem, zwłaszcza na gruncie rytmiki i melodyki. Wszystkie utwory są pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, a słuchacz trzymany jest w ciągłym napięciu jak podczas dobrego thrillera. Ta swego rodzaju „nieprzewidywalność” muzycznej narracji jest wielkim atutem całego nagrania. Sedno całej sprawy tkwi jednak w partiach wokalnych, którym niemal cały czas towarzyszy trąbka. Artystka nie boi się odważnych wokaliz, co i rusz wypuszczając się w bardzo wysokie i często ryzykowne rejony kobiecego głosu, który jest przecież jakże trudnym, jeśli nie najtrudniejszym, instrumentem do opanowania. Brzmienie trąbki idealnie równoważy wydźwięk partii wokalnych i wyjątkowo harmonijnie zestraja się z całością. Doskonałym na to przykładem może być utwór Emergencies – najbardziej zadziorny i być może najlepszy na płycie, który dla wielu prezentuje nieznaną do tej pory stronę wokalistki. (…)

Kompozytorką muzyki, aranżerką, autorką słów do wszystkich utworów, a nawet producentką jest Sabina Meck. To naprawdę robi wrażenie, bo jakość całej produkcji nie odbiega od światowych standardów. Jeśli natomiast pokusić się o jakiekolwiek paralele, to jakże częste melodyczno – rytmiczne zawirowania kojarzyć nam się mogą z dokonaniami samej Esperanzy Spalding. Nawet jeśli kobiety nie lubią porównań do innych kobiet, to chyba w tym przypadku, przynajmniej na tym etapie kariery, polska artystka nie będzie miała tego nikomu za złe. 

„Eruption” to bardzo oczekiwany powiew świeżości na rodzimej scenie wokalnej. Sabina Meck ma umiejętności, talent, artystyczną wizję, ale przede wszystkim odwagę, aby pełnić tę jakże trudną funkcję wokalistki jazzowej. Póki co, robi to z wielką pasją i nieskrywaną ambicją, a więc dla dobra sztuki, nawet w najszerszym tego słowa pojęciu, należy życzyć tej artystce, aby spełniły się jej nawet najskrytsze muzyczne marzenia.” (Marcin Puławski / labolatoriummuzycznychfuzji.com)

UNKNOWN QUINTET


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 03.02.2018 | G. 21:30
  • Babskie Granie

  • Skład

    UNKNOWN QUINTET

    Monika Muc – saksofon

    Dominika Rusinowska – skrzypce

    Paulina Atmańska – fortepian

    Kamila Drabek – kontrabas

    Wiktoria Jakubowska – perkusja

     


Skrzypaczka Dominika Rusinowska po raz pierwszy na Babskim Graniu pojawiła się w Żaku w 2016 roku. Czesław Romanowski po jej koncercie pisał: „Z równą brawurą i precyzją potrafi zagrać jazzowy temat, jak i wyciąć ognistego oberka. W jej grze mamy i pewność, swobodę, i pełnię dźwięku, i to coś, co określa się mianem wykonawczej maestrii. Zresztą cała czwórka artystów (D.R.A.G.) to znakomici, profesjonalni muzycy. Nie może być inaczej, skoro są absolwentami akademii muzycznych. I ich nienaganny warsztat przełamany przez jazzowe szaleństwa i muzyczną wyobraźnię niemal całkowicie mnie kupiły. Rzekłbym wręcz, że muzyka D.R.A.G może uzależnić. Zespół zaczął koncert z kopyta, jedną z energicznych kompozycji swego wielkiego mistrza, Zbigniewa Seiferta. Potem - z dwoma wyjątkami - mieliśmy do czynienia ze wspomnianymi wariacjami na ludowe tematy. I o ile same melodie nadal raziły moje uszy, to ich rozwinięcie, improwizacje na ich temat nie spotkały się z moich oporem, wciągnęły mnie, były ciekawe, niebanalne, osadzone w jazzowej estetyce przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku.”

Nowy zespół Dominiki UNKNOWN QUINTET inspiruje przede wszystkim współczesny jazz oraz hip hop i etno. Grupę tworzy pięć utalentowanych młodych artystek: pianistka Paulina Atmańska (absolwentka katowickiego Instytutu Jazzu i Muzyki Estradowej AM), finalistka konkursu Jazz Juniors 2014, laureatka wyróżnienia indywidualnego na Krokus Jazz Festiwal (2016) a także zdobywczyni III nagrody w Międzynarodowym Konkursie B-Jazz w Belgii (2016), na co dzień współpracująca z wykonawcami z pogranicza muzyki improwizowanej i rozrywkowej oraz prowadząca własne trio; saksofonistka Monika Muc (absolwentka krakowskiej Akademii Muzycznej), współpracująca z Big Bandem Małopolskim z którym zagrała m.in. ze Stanisławem Sojką, Michałem Urbaniakiem oraz Krystyną Prońko, z zespołem Małgorzata Zuber Quintet oraz prowadząca własny zespół Monia Muc Quartet, laureatka nagrody indywidualnej na konkursie Krokus Jazz Festiwal w kategorii Powiew Młodego Jazzu; znana już trójmiejskiej publiczności skrzypaczka Dominika Rusinowska (absolwentka  katowickiej Akademii Muzycznej), współpracująca m. in. z Ewą Urygą, Piotrem Baronem,  Sebastianem Zawadzkim, Kubą Płużkiem, z zespołem Soul and Voices, z orkiestrami Passion Art, Wrocławską Orkiestrą Kameralną, liderka D.R.A.G, tria grającego jazz tradycyjny, jako pierwsza Polka zakwalifikowała się do finału międzynarodowego konkursu skrzypków jazzowych im. Zbigniewa Seiferta i zdobyła tam nagrodę publiczności; kontrabasistka Kamila Drabek (studentka Akademii Muzycznej w Krakowie), współpracująca m. in. z Agą Zaryan, Jackiem Kochanem oraz zespołem Vladimirska;  perkusistka i flecistka Wiktoria Jakubowska (absolwentka Akademii Muzycznej we Wrocławiu), współpracująca z takimi artystami jak Paulina Przybysz czy Ralph Kamiński, laureatka I miejsca na konkursie Drum Battle 2012, zdobywczyni Nagrody Indywidualnej na Krokus Jazz Festiwal w kategorii Powiew Młodego Jazzu (2013).

Niedziela
[4.02.2018]

Bilet na 4.02.2018 obejmuje koncert ALICJA SEROWIK / DO ŚË SÅJD
Na koncercie obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

35 zł
Kup bilet

ALICJA SEROWIK / DO ŚË SÅJD


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 04.02.2018 | G. 20:00
  • Babskie Granie

  • Skład

    ALICJA SEROWIK / DO ŚË SÅJD

    Alicja Serowik – wokal

    Michał Marek Ciesielski – fortepian

    Krzysztof Słomkowski – kontrabas

    Arek Czernysz – akordeon

    Adam Golicki – perkusja

     

    Kwartet BONSAI:

    Magdalena Mitkowska-Zwijacz – skrzypce

    Sylwia Namroży – skrzypce

    Weronika Kulpa – wiolonczela

    Weronika Wiśniewska - altówka


„DO ŚË SÅJD” – to najnowszy album wokalistki Alicji Serowik inspirowany pieśniami kurpiowskimi. Jest to kontynuacja projektu, którego owocem była EPka, wydana w marcu 2016 roku. Płyta zawiera dziesięć utworów zaczerpniętych ze źródła wiedzy o kulturze muzycznej kurpiowskiego ludu – „Puszcza Kurpiowska w pieśni”,  opowiadających o życiu zwykłych ludzi, ich tradycjach i obyczajach, aranżacyjnie zanurzonych w nurcie szeroko rozumianej muzyki improwizowanej. Wśród utworów tradycyjnych znalazła się również kompozycja własna, napisana specjalnie przez pianistę Michała Marka Ciesielskiego, odpowiedzialnego również za aranżacje wybranych utworów, jako wyraz osobistego, współczesnego spojrzenia na przestrzeń muzyki kurpiowskiej.

Do nagrania płyty Alicja zaprosiła oprócz wspomnianego już Michała, trójmiejskich muzyków znanych bywalcom Festiwalu Jazz Jantar: kontrabasistę Krzysztofa Słomkowskiego, akordeonistę Arka Czernysza, perkusistę Adama Golickiego oraz kwartet smyczkowy BONSAI.

Dla muzyków improwizujących wyzwaniem stało się odczytanie na nowo mocno zakorzenionych w tradycji kompozycji i spojrzenie na nie przez pryzmat całkowitej swobody wypowiedzi, a tym samym nadanie im nowego życia. Alicja Serowik: „Pragniemy pogodzić stylistykę kurpiowskich pieśni z jazzowym przekazem. Zależy nam na stworzeniu dzieła, które staje się spoiwem dla różnobarwnych środków muzycznego wyrazu. Sięgając do wiecznie bijącego kurpiowskiego piękna, w którym drzemie niezwykła moc, staramy się ukazać tę nieuchwytną melancholię, tęsknotę, kroplę duszy i zadumy, zarazem światło i mrok, a także to, co łagodne i surowe.”

 

Poniedziałek
[5.02.2018]

Bilet na 5.02.2018 obejmuje koncert:
NILS PETTER MOLVÆR / Buoyancy
Na koncercie obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

70 zł
Kup bilet

NILS PETTER MOLVÆR / Buoyancy


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 05.02.2018 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład

    Nils Petter Molvaer – trumpet

    Geir Sundstøl - guitars, banjo

    Jo Berger Myhre – bass

    Erland Dahlen -  drums


Nilsa Pettera Molværa publiczności Festiwalu Jazz Jantar przedstawiać właściwie nie trzeba. Od głośnego koncertu z 2001 roku artysta gościł w progach klubu Żak kilkukrotnie i tradycją niemalże stało się, iż wraca do Gdańska z każdym kolejnym autorskim materiałem. Choć muzyk, który na przełomie wieków uchodził za jednego z prekursorów „jazzu przyszłości” dziś jest już raczej klasykiem, bynajmniej nie ustaje w metodycznym rozwijaniu swych koncepcji brzmieniowych. Bogate pejzaże dźwiękowe, w których zacierają się granice między ambientem, elektroniką a jazzem są w wydaniu Molværa nadal bardzo charakterystyczne i nie pozbawione świeżości. Najnowszy album trębacza: Buoyancy to dalsza podróż ścieżką podjętą na dobrze przyjętej Switch (2014). Do odpowiedzialnych za szerokie instrumentarium muzyków zespołu Molværa: Geira Sundstøla (gitary) i Erlanda Dahlena (perkusjonalia) dołączył tym razem grający zarówno na basie, gitarach, syntezatorze jak i obsługujący elektronikę Jo Bergen Myhre: Buoyancy to album zespołowy. Molvær w większym niż zwykle stopniu zaangażował tu swoich muzyków w pracę nad konceptem. O ile Switch zbliżył go z Sundstølem i Dahlenem, tym razem nie mniejszy niż sam lider wpływ na kształt albumu miał właśnie Bergen Myhre. To, że Buoyancy jest wysiłkiem zespołowym, nie znaczy, że Molvær odmawia sobie po drodze kilku strzelistych, poetyckich solówek. Ale w znakomity sposób udaje mu się sprężyć w swej trąbce dźwięk całej grupy, tak że nawet partie solowe robią wrażenie grupowego osiągnięcia. - głosi na stronie okeh-record.com oficjalna notka prasowa albumu.

Kontynuując brzmieniowe eksperymenty Molvær wykazuje się eksperckim zrozumieniem tego gdzie i w jaki sposób uzyskane jakości włączyć w spójne kompozycje. Z mnogości uzyskanych składowych korzysta raczej wyrafinowanie je komponując aniżeli nadmiernie nawarstwiając. Buoyancy to doskonale zbalansowane zestawienie wpływów muzyki świata, minimalizmu, noise’u, przepełnione  jazzową wrażliwością. Każdy utwór jest tu inny, całość zaś zszyta nienamacalnym ściegiem. (Karl Ackermann, allaboutjazz.com)

Nils Petter Molvær – wizjoner nowoczesnego jazzu i wirtuoz trąbki zabiera słuchaczy w zaczarowany świat dźwięku. Podróż nietypową, bo wielowymiarową i bardzo nieoczywistą. Tytuły utworów wskazują konkretne miejsca na świecie, ale tak naprawdę tę podróż każdy odbywa wraz z nastrojowym wtapianiem się w muzykę. (Dionizy Piątkowski, Era Jazzu)

Niedziela
[11.03.2018]

Bilet na 11.03.2018 obejmuje koncert:
VIJAY IYER & CRAIG TABORN
Na koncercie obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

70 zł
Kup bilet

VIJAY IYER & CRAIG TABORN


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 11.03.2018 | G. 20:00
  • Avant Days

  • Skład

    VIJAY IYER & CRAIG TABORN

    Vijay Iyer – piano

    Craig Taborn - piano


Choć nazwisko tego pierwszego zdaje się figurować na okładkach pism branżowych nieco częściej, zarówno Vijay Iyer jak i Craig Taborn to obecnie czołówka, jeśli chodzi o współczesny fortepian jazzowy. Obaj należą do średniego pokolenia muzyków, mającego przemożny wpływ na to, jak dziś wygląda i brzmi od zawsze uznawana za najważniejszą,  a na pewno jedna z najciekawszych i najbardziej żywotnych na świecie nowojorska scena jazzowa. Są także twórcami otwartymi i kreatywnymi, którzy w naturalny sposób indywidualny język muzyczny budują korzystając z wybranych jakości całego szeregu wpływów i gatunków muzycznych. Nawet jeśli Iyera i Taborna różnią ekspresja i sposób wyrażania siebie poprzez grę, otwartość, inwencja, i emocjonalność są cechami wspólnymi ich muzyki.

Vijay Iyer i Craig Taborn to dla współczesnego fortepianu jazzowego nazwiska najwyższej wagi, jednak w żaden sposób nie oznacza, iż są muzykami  galaktycznie odległymi. Nie dla Gdańska i nie dla Klubu Żak, którego publiczność mogła oglądać ich obu w nader interesującym dla nich momentach: jako muzyków dobrze już w środowisku muzycznym znanych, jednak znajdujących się tuż przed ostatecznym i trwałym zajęciem pozycji na „jazzowym szczycie”. Grając w 2011 roku recital solowy na Sali Suwnicowej Vijay Iyer był po wydaniu świetnych płyt Thirtha, Solo, i być może przede wszystkim obsypanego nagrodami pierwszego albumu tria ze Stephanem Crumpem i Marcusem Gilmore’m – Historicity, jednak jako muzyk o ustalonym statusie wielkiego, porywającego pianisty przyjeżdżał dopiero w latach kolejnych. Później pamiętne koncerty z trio dał Iyer w Żaku dwukrotnie, a w styczniu 2017 pojawił się w duecie z legendarnym trębaczem Wadada Leo Smithem. Gdy z kolei pierwszy raz zagrał w Żaku Craig Taborn (a także był to występ solowy) Kajetan Prochyra w jazzarium.pl pisał: W wypełnionej Sali Suwnicowej liczył się tylko dźwięk, unoszący się nad fortepianem. Taborn przy pomocy instrumentu prowadził - tylko i aż - jego ucieleśnianie. W kolejnych utworach budował spontaniczne dźwiękowe rzeźby. (...) Najważniejsza była Muzyka - jako siła, nieskończoność, cel sam w sobie - na drugim pianista, ze swoim doświadczeniem i nieskrywanymi emocjami. Widowni pozostawało świadkować misterium. I on na Salę Suwnicową powrócił parę lat później, występując wraz z Dave’m Hollandem, Kevinem Eubanksem i Erikiem Harlandem w kwartecie Prism.        

Według wielu obserwatorów i krytyków obaj znajdują się obecnie w szczycie artystycznej formy. Vijay Iyer niedawno zdecydował się na sformowanie najliczniejszego z dotychczasowych autorskiego sekstetu: album Far From Over (co brzmi jak autokomentarz odnośnie jego muzycznej działalności) ukazał się w sierpniu 2017 i zbiera znakomite recenzje. Podobnie jak trzeci wydany pod egidą ECM autorski album Taborna, Daylight Ghosts: Od całościowego projektu po misterne drobiazgi, album pokazuje, że Craig Taborn to znacznie więcej niż elitarny jazzowy wymiatacz - pisze Seth Colter Walls na pitchfork.com

 

11 marca 2018 obaj siądą naprzeciw siebie na scenie Klubu Żak, co jest sytuacją wyjątkową i okazją nadarzającą się nieczęsto. O koncercie duetu podczas Monteal Jazz Festival Jim Harrington z magazynu JazzTimes opowiadał: Zważywszy na tkwiący w muzykach potencjał, występ zdecydowanie spełnił oczekiwania. Dwóch młodych mistrzów połączyło swe talenty w interesujący, lecz komplementarny sposób. Jest wiele powodów, dla których duetów fortepianowych nie widzi się często. Po pierwsze, niewiele jest miejsc dysponujących dwoma fortepianami. Równie istotnym jest, iż 176 klawiszy to dla niektórych słuchaczy zbyt wiele, szczególnie gdy dwóch muzyków nie ma twardo ustalonego planu gry. Ponadto – nie wiadomo, czy indywidualne style gry będą do siebie pasować. Dlatego takie partnerstwa należy tworzyć z daleko idącą ostrożnością, nawet gdy w grę wchodzą uznani muzycy. Iyer i Taborn (…) to zestawienie niczym z jazzowego nieba. Choć podczas całego setu nie zamienili słowa, to poziom komunikacji, podczas gdy grali brawurowe utwory jeden po drugim.

 

Pianista i kompozytor Vijay Iyer to zdaniem magazynu Pitchfork jeden z najbardziej interesujących i energetyzujących pianistów w dzisiejszym jazzie, wedle Los Angeles Weekly pozbawiona ograniczeń i niezwykle ważna młoda gwiazda, zaś w Minnesota Public Radio określono go mianem amerykańskiego skarbu. Tytułem Artysty Roku Downbeat Magazine uhonorowany został dotąd trzykrotnie – w 2016, 2015 i 2012 roku. W 2014 roku otrzymał tam także tytuł Pianisty Roku, zaś rok wcześniej nagrodzono go stypendium Fundacji MacArthura. Jazz Journalists Association uhonorowało go tytułem muzyka roku w 2010, a najlepszym pianistą w 2012 i 2013. Od 2014 roku Vijay Iyer wykłada jako profesor sztuki na Wydziale Muzycznym Harvard University.

Vijay Iyer na koncie ma dwadzieścia albumów, ostatnie ukazały się nakładem prestiżowej wytwórni ECM. O ostatnich pisano: Jak zazwyczaj w dziełach Iyera, wiele się tu dzieje, i wszystko jest niezwykle angażujące (Karl Ackermann z allaboutjazz.com o: Vijay Iyer Sextet, Far From Over) wciągająca, medytatywna, przenosząca w inny wymiar (Los Angeles Times o: Vijay Iyer & Wadada Leo Smith, A Cosmic Rhythm With Each Stroke) a Vijay Iyer Trio przy okazji Break Stuff (2015) nazwane zostało najlepszym zespołem jazzowym (PopMatters) – sama płyta otrzymała pięć gwiazdek w recenzji DownBeatu.

Vijay Iyer Trio jest składem odpowiedzialnym za dwa nadzwyczaj wpływowe albumy - Accelerando (2012) i Historicity (2009). Wśród wielu nagród które otrzymał zespół bezprecedensowa jest „pięciokrotna korona” krytyków Downbeatu z 2012 roku( tytuły Jazz Artist of the Year, Pianist of the Year, Jazz Album of the Year, Jazz Group of the Year oraz Rising Star Composer).

 

Znany z niezwykłej kreatywności i przekraczającej granice gatunków muzycznych gry Craig Taborn profesjonalną karierę rozpoczął w latach 90. pracując w różnych muzycznych kontekstach: od jazzu straight-ahead po gatunki od niego odległe, z młodymi adeptami jak i weteranami, a nawet z twórcami techno. W rodzinnym Minneapolis Taborn uczył się gry na fortepianie, kompozycji i teorii muzyki u boku lokalnych profesorów jeszcze zanim trafił do college’u. Nim skończył tę szkołę, na koncie miał już grę na trzech płytach James Carter Quartet. W 1995 roku nakładem DIW ukazała się jego pierwsza płyta autorska. Po przeprowadzce do Nowego Jorku u schyłku ostatniej dekady XX wieku zagrał u boku samego Roscoe Mitchella (Nine To Get Ready, ECM,1999), jak i w techno-jazzowym Interzone Orchestra czy na Afternoon in Harlem Hugh Ragina. Light Made Lighter, drugi autorski album Taborna, ujrzał światło dzienne w 2001 roku. Przez całą kolejną dekadę Craig Taborn pracował na reputację pożądanego sidemana, grając z Timem Berne’m, Drew Gressem, Chrisem Potterem, Davem Douglasem, Matem Maneri, zaś z bardziej odległych od jazzu obszarów: z Billem Laswellem czy Meat Beat Manifesto. Kolejny autorski album Junk Music, uznany jest za przełomowy w sposobie łączenia jazzu i elektroniki.

Długoletnie przebywanie u boku gwiazd wytwórni ECM zwróciło na Taborna uwagę jej szefa, Manfreda Eichera, a jego kariera nabrała tempa, gdy z większą regularnością zaczął angażować się w projekty autorskie. Solowy debiut dla monachijskiego giganta – Aveging Angel, ukazał się w 2011, w tym samym roku Taborn, Gerald Cleaver I William Parker sformowali trio Farmers by Nature. Album Chants Craiga Taborna nagrana w trio z Thomasem Morganem i Geraldem Cleaverem (2013), The Bell, na której zasilił skład Chesa Smitha (2016) i Daylight Ghosts (2017) ostatecznie gruntują pozycję pianisty jako jedną z najciekawszych postaci współczesnej nowojorskiej sceny jazzowej. Obok jazzu Craig Taborn w dalszym ciągu z chęcią angażuje się w projekty z pogranicza elektroniki i awangardy – w ostatnich latach ukazały się jego duety z Matsem Gustafssonem (Ljubljana, Clean Feed 2015) czy z Ikue Mori (Highsmith, Tzadik 2017). Magazyn Downbeat dwukrotnie nagrodził go w kategorii „nadziei elektronicznych instrumentów klawiszowych” 2009 i 2010, zaś w 2014 roku Craig Taborn otrzymał prestiżowy tytuł Pianist of The Year stowarzyszenia Jazz Journalists Association, zaś w 2017 JJA nominowało go do tytułu Klawiszowca Roku.

 

Piątek
[3.11.2017]

JASKUŁKE SEXTET / KOMEDA RECOMPOSED


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 03.11.2017 | G. 20:00
  • Trójmiejska Scena Jazzowa

  • Skład
    JASKUŁKE SEXTET / KOMEDA RECOMPOSED

    Sławek Jaskułke – piano

    Piotr Chęcki – tenor sax

    Michał Ciesielski – sopran, alt sax

    Emil Miszk – trumpet

    Piotr Kułakowski – double bass

    Roman Ślefarski - drums


Projekt KOMEDA RECOMPOSED powstał w 2016 roku z inicjatywy festiwalu Letnia Akademia Jazzu w Łodzi. W 50-tą rocznicę wydania płyty Astigmatic Krzysztofa Komedy, Sławek Jaskułke został poproszony o skomponowanie muzyki, dla której punktem wyjścia była twórczość Komedy.

Sławek Jaskułke: Pod hasłem „Recomposed” chciałbym stworzyć cały cykl autorskich interpretacji twórczości innych artystów. Oczywiście mam tutaj na myśli polską szkołę jazzową okresu po 1956 roku. Celowo nie wymieniam nazwisk twórców, gdyż projekt jest
w początkowej fazie i należy poczekać na to, w którą stronę się rozwinie. Pierwszą jaskółką tego cyklu jest projekt Komeda Recomposed i muzyka napisana przeze mnie na sextet jazzowy, będąca interpretacją i odniesieniem do twórczości Krzysztofa Komedy. Zaglądanie wstecz w muzyce jest bardzo cenne, bo dzięki temu poznajemy język starych mistrzów. To niezwykle pomocne w kształtowaniu swojego stylu. Dlatego z wielką radością przyjąłem propozycję napisania interpretacji muzyki Komedy i muszę przyznać, że praca nad jego melodyką, formą, harmonią czy całościowym spojrzeniem była inspirująca. Wydaje mi się, że powstała ciekawa całość z muzyką i duchem Komedy w tle.

Krzysztof Komeda do nagrania tego, przełomowego dla polskiego jazzu, albumu zaprosił m.in. młodziutkich Zbyszka Namysłowskiego i Tomka Stańkę, którzy dziś obrośli własną legendą. Idąc tym tropem postawiłem na trójmiejską nową falę polskiego jazzu: Piotra Chęckiego i Michała Ciesielskiego na saksofonach, Emila Miszka na trąbce oraz Romana Ślefarskiego na bębnach i Piotra Kułakowskiego na kontrabasie.

 

AMIRTHA KIDAMBI ELDER ONES


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 03.11.2017 | G. 21:30
  • New America

  • Skład

    AMIRTHA KIDAMBI ELDER ONES

    Amirtha Kidambi - vocals, harmonium

    Matt Nelson - soprano sax

    Brandon Lopez - bass / Max Jaffe – drums


Amirtha Kidambi jest zainteresowana działalnością na pograniczu spektaklu, eksploracji muzyki kreatywnej, począwszy od hinduskiej wokalistyki karnatyckiej, wolnej improwizacji, eksperymentalnego art rocka i nowej muzyki. Jest liderem zespołu Elder Ones oraz solistką, współtwórczynią takich zespołów jak inspirowany wczesnym renesansem folkowy Seaven Teares, wizualno-perkusyjną grupę Ashcan Orchestra oraz kwartet wokalny Elizabeth-Caroline.

ELDER ONES jest zespołem wykonującym kompozycje Kidambi, osadzonym w muzycznych sferach i społecznościach Nowego Jorku. Instrumentaliści wybrani w tym projekcie czerpią z szerokiego wachlarza muzycznego od hip-hopu do wolnej improwizacji - każdy z nich buduje brzmienie grupy. Kwartet używa skomponowanych materiałów i luźnych struktur jako wzorca improwizacji. Oscylując między światem modalnego sufi i improwizacji, przechodzą do rygorystycznej precyzji i medytacyjnych dronów. Można podejrzewać, że Thyagaraja, Coltrane czy Stockhausen są nieślubnymi ojcami ich brzmienia.

Doświadczenie Kidambi w hinduskim śpiewie lub Bhajan doprowadziło ją do wykorzystania indyjskiego harmonium jako akompaniamentu i narzędzia kompozytorskiego. Amirtha śpiewa z tym instrumentem od najmłodszych lat, głęboko wiążąc się z jego barwą, intonacją i mistycznymi właściwościami. Zainspirowana pracą z Dariusem Jonesem i tradycją karnawału, używa abstrakcyjnych sylab, aby wyzwolić głos z konkretnych pomysłów literalnych, ułatwić improwizację i umożliwić słuchaczowi bardziej swobodną interpretację. Jej muzyka rozwijała się przez lata współpracy z zespołami, kompozytorami i innymi improwizatorami, co doprowadziło do jej indywidualnego brzmienia. Swoje dźwięki rozwija w różnych tradycjach kulturowych: R’n’B z lat 90, muzyki Johna i Alice Coltrane czy Edgarda Varèse.

Na “Holy Science” składają się cztery utwory, tak jakby skomponowane z improwizacji. Wokal ma duże znaczenie, w pewnych utworach można nawet wyróżnić quasi-refreny, ale to nie są jazzowe piosenki – śpiew funkcjonuje na podobnej zasadzie jak w Fire! lub u Matany Roberts. W historycznym kontekście Elder Ones wpisują się w tradycję uduchowionego jazzu Coltrane’ów albo Pharaoha Sandersa, wykorzystują fundamenty rag i muzyki karnatyckiej, ale to naprawdę otwarta i świeża muzyka. Harmonium i wokalizy sprawiają, że hinduski wymiar tej muzyki jest pierwszoplanowy. Płyta jest też dobrze skonstruowana, kolejne utwory układają się we wspólną narrację, w której jest miejsce zarówno na momenty liryczne, jak na krzyk, na trans oraz abstrakcję. W tym właśnie aspekcie Amirtha kojarzy mi się z Mataną Roberts. Miałem szczęście widzieć Elder Ones na żywo w Stanach i tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to jedna z najciekawszych nowych propozycji amerykańskiej sceny jazzowo-improwizującej.

Piotr Lewandowski / Popupmusic.pl

Agresywny i wzniosły pierwszy album "Holy Science" zespołu Elder Ones jest rodzajem sprawdzenia, jak silna i elastyczna jest scena młodych muzyków na improwizowanej i eksperymentalnej scenie Nowego Jorku. W centrum znajdują się drony i fonemy. Nagranie dotyczy wyłącznie czasu, w dłuższej perspektywie; Jest to apartament z czterema odcinkami wymienionymi po yugach, czyli eonsach kosmicznych, opisanych w mitologii hinduskiej. Kidambi śpiewa sylaby, które są drogami ekspresowymi do intensywności.

Ben Ratiliff / he New York Times

Pierwszy raz w Polsce
Sobota
[4.11.2017]

1-DNIOWE KARNETY na 4.11 obejmują koncert: DINOSAUR, HEREOS ARE GANG LEADERS
Na koncertach  obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

80 zł
Kup bilet

DINOSAUR / TOGETHER, AS ONE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 04.11.2017 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład

    DINOSAUR / TOGETHER, AS ONE

    Laura Jurd – trumpet, synth

    Elliot Galvin – keyboard, synth

    Conor Chaplin – electric bass 

    Corrie Dick - drums


Wyobraźcie sobie impresjonistyczną, elektro-jazzową zmianę nastrojów i błyszczące struktury klawiszowe z In A Silent Way Milesa Davisa bez trudu owinięte wokół melodii celtyckiego folku, wokół zmian idiomów w stylu Django Batesa i przeplatające się z amerykańskim, szkockim oraz północnoafrykańskim bębnieniem, a możecie poczuć ochotę na ten wspaniały zestaw od Laury Jurd, młodej trębaczki, która wywarła ogromny wpływ na brytyjski jazz w ciągu czterech ostatnich lat - tymi słowami rozpoczyna się recenzja debiutanckiego wydawnictwa Dinosaur autorstwa Johna Fordhama z The Guardian, który przyznał albumowi maksymalną ocenę.

Laura Jurd nie ma jeszcze trzydziestu lat, a już otrzymała imponującą liczbę wyróżnień. W wieku zaledwie dziewiętnastu lat zdobyła prestiżową nagrodę Dankworth za najlepszą kompozycję, a dwa lata później stała się pierwszą kobietą od niemalże dwóch dekad, którą uhonorowała Worshipful Company of Musicians – brytyjska gildia muzyków funkcjonująca od XIV wieku. Jej talenty zostały dostrzeżone nie tylko w środowisku muzycznym, ale także akademickim – została jedną z najmłodszych nauczycielek w historii londyńskiego konserwatorium Trinity Laban Conservatoire of Music and Dance, gdzie wcześniej pobierała nauki.

W niezwykły sposób rozumie kształt, formę oraz ekspresję, a do tego wchłania bardzo wiele i bardzo szybko. Naprawdę rozumie, czym jest muzyka klasyczna. Nie tylko oddaje jej szacunek, ale przede wszystkim ma świadomości jej mechanizmów – zachwalał swoją uczennicę Mark Lockheart, muzyk między innymi Polar Bear. Po tak wielu pochlebnych opiniach, a także znakomitych recenzjach wcześniejszego materiału wydanego pod własnym nazwiskiem, może wydawać się zaskakujące, że najnowszy album firmuje inna nazwa, choć stworzyli go dokładnie ci sami muzycy. Spośród wielu zespołów, które uwielbiam, żaden nie nazywa się jakoś-jakoś quartet. Z powodu kierunku, w jakim zmierzała nasza muzyka – a także dlatego, że czuję się członkinią zespołu, a nie ulotnego projektu – po prostu miałam wrażenie, że nie byłoby właściwym ruchem dalsze używanie nazwy Laura Jurd Quartet – tłumaczy trębaczka.

TOGETHER, AS ONE zostało zainspirowane przede wszystkim twórczością Milesa Davisa z lat 70., co zauważa Marcin Puławski z portalu Laboratorium Muzycznych Fuzji: Dinosaur "grzebie" w historii jazzu i czerpie z niej to, co najlepsze. Brzmieniowo płyta najbardziej zbliżona jest do elektrycznej ery Milesa Davisa i takich nagrań jak In A Silent Way oraz Bitches Brew. Elliot Galvin w niezwykle stylowy sposób używa organów Wurlitzera i Fender Rhodes, gra oszczędnie dając dużo przestrzeni improwizacjom Laury Jurd, ale kiedy trzeba gra również fascynujące partie solowe (Primordail). Syntetycznych dźwięków jest tu zresztą całe multum, ale mimo częstych wysokich rejestrów i wydawać by się mogło niemodnych już brzmień, wszystko zazębia się idealnie. Horyzonty muzyków brytyjskiego kwartetu są jednak znacznie szersze, wśród twórców, którzy mieli na nich wpływ wymieniają między innymi Steve'a Reicha – pioniera minimalizmu; rockowy zespół Deerhoof czy Perfect Houseplants, wcześniejszą grupę Marka Lockheart.

Płyta TOGETHER, AS ONE została nominowana do MERCURY PRIZE 2017 (na krótkiej liście także płyty Eda Sheerana czy The xx).

 

 

Pierwszy raz w Polsce

HEROES ARE GANG LEADERS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 04.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    HEROES ARE GANG LEADERS

    Thomas Sayers Ellis - spoken word

    Randall Horton - spoken word

    Crystal Good - spoken word

    Janice Lowe - vocals and keyboards

    Margaret Morris - vocalist

    Ryan Frazier – trumpet

    James Brandon Lewis - tenor sax

    Devin Brahja Waldman - alto sax & synthesizer

    Luke Stewart - electric bass

    Warren Trae Crudup III – drums


James Brandon Lewis to postać doskonale znana w nowojorskim światku kulturalnym. Jest współzałożycielem, a także liderem kolektywu Heroes Are Gang Leaders jednoczącego we wspólnej twórczości muzyków oraz poetów.

Członkowie grupy sami siebie określają jako współczesne połączenie słowa mówionego i free jazu doprawionego pulsującym, funkowym groovem, które hołduje oswobadzającej złożoności tekstu literackiego oraz literackiej tradycji. Biorąc pod uwagę ich pochodzenie, trudno się dziwić. W East Coast hip-hopie zrodzonym w Nowym Jorku zawsze kładziono duży nacisk na sprawność w pisaniu tekstów. Flukum, najnowszy album kolektywu, nie jest wyjątkiem, a w dodatku powstał podczas zaledwie trzech sześciogodzinnych sesji. Sami twórcy określają go jako połączenie Theloniousa Monka z A Tribe Called Quest.

Skład Heroes Are Gang Leaders nie jest stały, w jego szeregach okazjonalnie znajdowali się nawet Lydia Lunch czy Thurston Moore znany z Sonic Youth. Głównym kompozytorem, inicjatorem, a także twarzą grupy niezmiennie pozostaje jednak James Brandon Lewis. Brooklyński muzyk odnajduje inspirację zarówno w jazzie, jak i w hip-hopie z lat 90. Za pomocą saksofonu pragnie osiągnąć podobny efekt, jaki lata temu był cechą charakterystyczną KRS-One'a czy Digable Planets, chce rapować, używając instrumentu. Drugą postacią najczęściej wiązaną z projektem jest poeta Thomas Sayers Ellis, który poza działalnością artystyczną znany jest z poruszania tematów dotyczących praw człowieka. Obydwaj tworzą także inny muzyczno-liryczny kolektyw – mający blisko trzydzieści lat Dark Room.

Twórcy związani z Heroes Are Gang Leaders hołdują afroamerykańskiej poezji, eksperymentalnej improwizacji oraz ruchowi No Wave. Każdy z nich ma za sobą wiele doświadczeń i samodzielnych działań, niemniej zdołali zachować młodzieńczego ducha buntu, który przejawia się w każdej nucie i w każdym słowie. Główną przyczyną nawiązania współpracy tych dziesięciu indywidualistów była jednak śmierć Amiri'ego Baraki, kontrowersyjnego poety wiązanego zarówno z beat generation, jak i Czarnymi Panterami. Pustka powstała po jego śmierci była w odczuciu członków i członkiń Heroes Are Gang Leaders zbyt duża, w związku z czym postanowili podjąć próbę wypełnienia jej.

Przekraczają granice współczesnej muzyki, łącząc zarówno głosy nowoczesne, jak i starożytne – napisał John Morrison na łamach Jazz Right Now. Przy całym swoim niecodziennym, oryginalnym spojrzeniu na sztukę Heroes Are Gang Leaders potrafią zachować elementy melodyjności, co z jednej strony sprawia, że ich twórczość zadowoli zwolenników trudnej, wolnej od schematów muzyki, z drugiej nie będzie stanowić bariery dla tych, którzy najlepiej odnajdują się w prostszych formach jazzowych. Połączenie tak skrajnie odmiennych cech udaje się niezwykle rzadko i być może właśnie dlatego sukces Flukum w opinii wielu dziennikarzy zwiastuje przyszłość jazzu.

Występ podczas festiwalu Jazz Jantar będzie dla Heroes Are Gang Leaders pierwszą wizytą w Polsce.

Pierwszy raz w Polsce
Niedziela
[5.11.2017]

1-DNIOWE KARNETY na 5.11 obejmują koncert: BLACK BOMBAIM & PETER BRÖTZMANN I STEVE LEHMAN & SÉLÉBÉYONE 
Na koncertach  obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

80 zł
Kup bilet

BLACK BOMBAIM & PETER BRÖTZMANN


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 05.11.2017 | G. 20:00
  • Portugal NOW

  • Skład

    BLACK BOMBAIM & PETER BRÖTZMANN 

    Tojo Rodrigues – bass

    Paulo Gonçalves – drums

    Ricardo Miranda – electric guitar

    Peter Brötzmann – saxophone


To spotkanie zapisane w psychodelicznym niebie. Wszystko wydawało się zmierzać do tego, aby stoner rockowy Black Bombaim połączył siły z jednym z najbardziej uznanych reprezentantów free-jazzu, Peterem Brötzmannem. Muzyka zespołu już nie raz splatała się z brzmieniem saksofonu, chociażby poprzez udział jednej z najważniejszych postaci na portugalskiej scenie, Rodrigo Amado. Z kolei Brotzmann wielokrotnie miał możliwość łączenia swojej twórczości z wpływami muzyki rockowej, grając z takimi artystami jak Last Exit, Sonny Sharrock, Bill Laswell i Ronald Shannon Jackson, Full Blast, Marino Pliakas i Michael Wertmüller, ale też ze swoim synem Casparem, Fushitsusha czy Keiji Haino. Ciekawostką w tej współpracy, jest to, że potężnie brzmiące trio nigdy nie schodzi ze swojej ścieżki, żeby spotkać Brötzmanna w pół drogi, nie ma tu miejsca na kompromisy. Ich wspólna gra nie jest próbą łączenia rocka i jazzu, ale to owoc współpracy, wspólna sesja i otwarte podejście do wolności twórczej.

Zawartość „Black Bombain & Peter Brötzmann” to instrumentalny concept-album rozpisany na pięć części, w których rock psychodeliczny idealnie miesza się z szalonym free jazzem. Co jednak najważniejsze – zarówno dla wielbicieli Portugalczyków, jak i Niemca – żaden z „podmiotów wykonawczych” nie był zmuszony iść na kompromis, by dostosować się do warunków stawianych przez kooperatora. Oznacza to tyle, że panowie z Black Bombain grają swoje i swoje gra także Brötzmann – i to się wcale ze sobą nie kłóci, a wręcz przeciwnie – idealnie uzupełnia. Z jednej strony to na pewno zasługa umiejętności i sprawności wszystkich instrumentalistów, z drugiej – otwartości ich umysłów i zamiłowania do poszukiwań. Podróż, w jaką zabiera nas portugalsko-niemiecki kwartet, nie należy ani do najłatwiejszych, ani najprzyjemniejszych, ale na pewno spełnia kryteria najbardziej ekscytującej.

Sebastian Chosiński / esensja.pl

 

 

STEVE LEHMAN & SÉLÉBÉYONE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 05.11.2017 | G. 21:30
  • Avant Days

  • Skład

    STEVE LEHMAN & SÉLÉBÉYONE 

    Steve Lehman – alto sax, electronics

    Hprizm – spoken work (english)

    Gastom Bandimic – spoken word (wolof)

    Maciek Lasserre – alto sax 

    Carlos Homs – keyboard

    Drew Gress – double bass

    Jacob Richards - drums


Łączenie gatunków nie może nikogo zaskakiwać w 2017 roku. Na warsztat brane były już niemal wszystkie konfiguracje i niemal każda doczekała się przynajmniej jednego wybitnego albumu. Informacja o tym, że Steve Lehman, nowojorski saksofonista o wyjątkowo imponujących umiejętnościach technicznych, postawił na romans z hip-hopem nie powinna więc nikogo dziwić. Niespodziewane jest natomiast to, co można usłyszeć na materiale zatytułowanym SÉLÉBÉYONE.

Jazz i hip-hop są blisko siebie od dekad, ale zazwyczaj połączenie ich oznaczało konieczność umniejszenia jednego ze składników. Nie w przypadku Sélébéyone – napisał Peter Margasak w recenzji dla serwisu Bandcamp i rzeczywiście niewiele albumów trafia w złoty środek z równą precyzją, przemawiając do słuchaczy obydwu gatunków.

Nazwisko Lehmana najczęściej pojawia się jako pierwsze w kontekście tego projektu, niemniej w jego składzie znajduje się aż siedem osób i niemal każda wywodzi się z innego środowiska, o czym świadczyć ma zresztą nazwa sélébéyone, która w używanym w Senegalu języku wolof oznacza skrzyżowanie. Dlaczego akurat ten język? To rodzima mowa Gastona Bandimica, jednego z dwóch raperów udzielających się w zespole. Drugim jest Hprizm (wcześniej podpisujący się jako High Priest) znany z Antipop Consortium, a także ze współpracy z innymi jazzmanami – Matthew Shippem i Williamem Parkerem, z którymi nagrał zachwalane przez krytyków Antipop Vs. Matthew Shipp.

Ten zespół składa się z dwóch MC pochodzących z innych kontynentów, a także z dwóch kompozytorów-saksofonistów i trzech innych  wartościowych muzyków o silnych rodowodach w jazzie. To, co razem wymyślają sprawia wrażenie jednocześnie nowego i zaskakująco przystępnego – zachwalał Seth Colter Walls w recenzji albumu dla serwisu Pitchfork, który specjalizuje się przede wszystkim w muzyce alternatywnej. Komplementów nie szczędzili także dziennikarze ściśle związani z jazzem, Karl Ackermann napisał na łamach All About Jazz: Jazzowi purytanie, a nawet niektórzy bardziej otwarci słuchacze, będą musieli otworzyć swoje uszy nieco szerzej, słuchając Sélébéyone, ale szybko okaże się, że wato było podjąć wysiłek. Wyróżnienia pojawiły się także w polskiej prasie, Łukasz Iwasiński z magazynu Jazz Forum przyznał albumowi maksymalną ocenę i zachęcał do jego odsłuchania słowami: Większość hiphopowo-jazzowych fuzji to straszna taniocha. Formuła ta, świeża w swych początkach ponad 25 lat temu, szybko się zbanalizowała i skomercjalizowała. Na jej obrzeżach pojawiały się jednak prawdziwe perły, Sélébéyone powinniśmy do nich zaliczyć.

Pierwszy raz w Polsce
Poniedziałek
[6.11.2017]

PIMPONO ENSEMBLE / HOPE LOVE PEACE FAITH


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 06.11.2017 | G. 20:00
  • Polska Scena Jazzowa

  • Skład

    PIMPONO ENSEMBLE / HOPE LOVE PEACE FAITH 

    Jonas Due Steffensen – trumpet

    Maciej Kądziela – saxophones

    Jędrzej Łagodziński – saxophones

    Rasmus Kjærgård Lund – tube

    Emil Palme – guitar

    Franciszek Pospieszalski – double bass

    Tomo Jacobson – double bass

    Szymon Pimpon Gąsiorek - drums

    Tobias Pfeil - saxophone


Obserwatorzy sceny jazzowej w Polsce już wiedzą, jak mocno i jak dobrze wpływa na nią szeroko pojęta scena skandynawska (a w szczególności duńska). Dobrym przykładem jest tutaj kolejny wykonawca, który pojawi się na #jazzjantar 6 listopada. Bartek Chaciński pisze o tych chłopakach tak:, których płytę podrzucił mi kolega z redakcji, to nonet z Kopenhagi, którego członkowie – PIMPONO ENSEMBLE mieszany skład duńsko-polsko-norweski – technikę i dojrzałość (już zdobyte) łączą ze świeżością (jeszcze zachowaną). A także otwartością i sporą dyscypliną grania. (…) Konwencja tej muzyki jest niecodzienna, bo punkowe erupcje mocno podbitego w dolnych rejestrach (trzy kontrabasy, tuba i jeszcze barytonowy saksofon) brzmienia tworzą potworną siłę, kontrolowaną jednak świetnie i przecinaną chóralnymi okrzykami. Skandowaniem krótkich tekstów. Do góry – w zakresie częstotliwości – podciągają to saksofony i trąbka, a także gitara elektryczna wyprowadzająca całość sfuzzowanymi akordami ostatecznie już z kolein jazzu. Zarazem wszyscy potrafią grać piano, powstrzymać w ryzach siłę uderzeniową, snują więc tę swoją młodzieńczą narrację bez pośpiechu i napięcie budują stopniowo, czasem zamrażając cały utwór w delikatnych poszukiwaniach odpowiedniej barwy.

 

Po nazwie nietrudno się domyślić, że w tym projekcie pierwsze skrzypce (choć na perkusji) gra Szymon Pimpon Gąsiorek. (…). Skład dopełnili tu równie utalentowani instrumentaliści z Polski, Danii i Norwegii. Zespół przesuwa granice improwizowanego jazzu jeszcze dalej niż TLABS, łącząc go z niejazzowymi elementami, jak typowo rockowy gitarowy wygrzew. Utwór „Don’t Grow Up” to pełen energii, choć bardzo niepozornie rozpoczynający się manifest młodości. Skandowane przez muzyków hasło „I will always be young!” w kontekście profesji, jaką się zajmują zyskuje dodatkowe znaczenie. Zawód muzyka wymaga młodości ducha i opóźnia naturalne procesy, praktycznie aż do zawieszenia instrumentu na kołku. Takich muzycznych manifestów jest w materiale więcej. Tytułowe „Hope Love Peace Faith” atakuje z siłą tsunami, a efekt ponownie wzmacniają wykrzykiwane hasła. Na drugim biegunie muzycznej palety emocji znajdziemy natomiast wyważone „No expectations”.

Od kiedy tylko pamiętam, rodzice zabierali mnie jako dziecko na festiwal jazzowy Złota Tarka. I właśnie takie dźwięki, jak otwierające utwór „Dziś upiję się wodą” (upalę powietrzem!) kojarzą mi się z tym okresem najbardziej – rzęsista perkusja i równie szybki kontrabas. Od razu przed oczami staje mi scena amfiteatru ustawiona nad brzegiem jeziora. Za takie retrospekcje, które pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach lubię muzykę najbardziej. Chwilę później atmosfera rozrzedza się, a narzucone na starcie tempo gdzieś rozpływa. Czy to wciąż ten sam utwór? Ano tak! Najkrótsza z całego materiału kompozycja „I love my mother” miesza chyba najbardziej. W długości tego utworu można upatrywać się metafory uczucia dziecka do matki – bezwarunkowego i najprostszego w swojej postaci. Tak jak nie trzeba wielu słów, by je wyrazić, tak samo zbędne są dźwięki w nadmiernej ilości. Tyle w sam raz wystarczy. Zwłaszcza że zaraz potem czeka nas prawdziwy maraton z prawie dziesięciominutowym „Free Birds On Post Rocks”. Punktem wyjścia jest tu miarowe bicie, do którego cyklicznie włączają się pozostałe instrumenty. Mniej więcej w połowie utwór przeobraża się w swego rodzaju jazzową wersję ambientu – ciarki na plecach!

W kończącym płytę „Flight of the Hornet” nietrudno doszukać się analogii do „Lotu Trzmiela” Nikolaja Rimsky Korsakova. Tu jednak charakterystyczne bzyczenie przybrało o wiele bardziej rozimprowizowaną formę. Tempo co chwila przyspiesza i zwalnia, emocje wzrastają i opadają, aż finalnie wszystkie pozostające na polu walki instrumenty spotykają się we wspólnym punkcie. A w głowie słuchacza pojawia się myśl: „czy to już?”. Niepewność trwa jednak przez pierwszych kilka sekund, po których większość zdecyduje się wcisnąć „repeat all”. Słuszny wybór!

Miłosz Karbowski / fyh.com.pl

THEO CROKER


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 06.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    THEO CROKET

    Theo Croker – trumpet / Irwin Hall - alto sax / Eric Wheeler – Bass / Dexter Hurcules -  drums / Liya Grigoryan - Piano 


Escape Velocity to niesamowity album pełen stabilności, siły i ambicji. Croker jest wyjątkowo utalentowanym artystą, którego będziemy słuchać jeszcze bardzo długo – zachwalał Frank Alkyer na łamach magazynu Downbeat, zaznaczając jednocześnie, że wyjątkowość pochodzącego z Florydy trębacza wynika z nietypowej drogi, jaką przebył.

Jego dziadkiem był Doc Cheatham – także trębacz, a w dodatku współpracownik takich legend, jak Benny Goodman czy Cab Calloway – który według krytyków w pełni ukazał swoje talenty dopiero w wieku siedemdziesięciu lat, a ostatni koncert zagrał na dwa dni przed śmiercią, jako dziewięćdziesięciojednolatek. Zapał oraz nieustająca potrzeba rozwoju wyraźnie odbiły piętno na młodym Crokerze. Z początku studiował w konserwatorium Oberlin College, by ostatecznie przenieść się na kilka lat do Szanghaju, gdzie z jednej strony współpracował z saksofonistą Alekiem Haavikiem, a z drugiej dorabiał w zespole grającym salsę. Muzycy w Chinach są wolni od stereotypów. Żeby żyć godnie, gra się wszystko – wspomina.

Również w Chinach Croker poznał słynną Dee Dee Bridgewater i – jak się później okazało – znajomość ta zmieniła jego życie. W październiku 2009 roku wystąpił w składzie jej big bandu podczas Shanghai Jazz Festival, a niedługo później stali się przyjaciółmi i to właśnie wokalistka z Memphis namówiła go do nagrania Afro Physicist, które wydała we własnej wytwórni. Wyraźna synergia oraz pełna uniesień kreatywność przepływająca pomiędzy Crokerem a Bridgewater są tym, co czyni ten album prawdziwie alchemicznym doznaniem – zachwycał się Matt Collar z serwisu AllMusic.com.

Największym sukcesem okazał się jednak album wydany dwa lata później – Escape Velocity. Collar tym razem zwracał uwagę na to, że Croker dowodzi głębokiego spojrzenia na życie, duchowość oraz na to, jak muzyka łączy nas wszystkich. Nie jest to pogląd wyolbrzymiony, sam trębacz przy okazji premiery wydawnictwa dzielił się wieloma przemyśleniami, twierdził, że ciemność jest postrzegana jako coś negatywnego, ale w odległych zakątkach kosmosu także jest ciemno. Tam, gdzie zaczyna się życie jest ciemno. Ciemność to ogrom możliwości, nieskończoność i zagadka. O to nam jako zespołowi chodzi.

Część dziennikarzy podkreśla jednak, że najciekawszym obliczem Theo Crokera jest to prezentowane na scenie. Rallph A. Miriello z portalu The Huffington Post przekonywał: Jego gra jest pomysłowa i wyrafinowana, a kosmiczne okulary i zwinięte w kłębek włosy dodatkowo podkreślały radosne oblicze. [...] Tłum był zachwycony; z kolei Rob Adams na łamach szkockiego The Herold napisał: To był doskonały przykład pobierania nauki z przeszłości i używania jej w nowych działaniach, całkowicie świeży i radosny występ muzyków, którzy oczarowywali zarówno w pojedynkę, jak i wspólnie.

W Polsce Theo Croker występował dotąd tylko jeden raz, podczas czterdziestej edycji krakowskiego festiwalu Jazz Juniors. W Trójmieście wystąpi po raz pierwszy.

Środa
[8.11.2017]

MAKAYA MCCRAVEN / IN THE MOMENT


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2017 | G. 20:00
  • New America

  • Skład

    MAKAYA MCCRAVEN / IN THE MOMENT

    Makaya McCraven - drums

    Greg Ward – sax 

    Junius Paul – bass 

    Ben Lamar Gay - electronics, synths cornet & some vocals


W erze gatunkowego naginania muzyki, Makaya McCraven przesuwa granice dźwięku i rytmu, aby stworzyć własne kategorie. McCraven jest bitowym naukowcem - niezależnie od tego czy siada za perkusją lub za samplerami, porusza się pomiędzy gatunkami z prędkością światła. Jego przełomowy album "In the Moment" zdobył międzynarodową uwagę, zyskując uznanie krytyków z The New York Times, The Los Angeles Times, BBC i NPR. Brytyjski magazyn The Wire napisał o nim "O ile współpraca Teo Macero z Milesem Davisem może wydawać się oczywistym punktem odniesienia do tej płyty, o tyle bliżej jej do nagrań Madlib i J Dilla”.

Makaya McCraven urodził się w Paryżu w 1983 roku i wychował w Pioneer Valley of Massachusetts w rodzinie perkusisty Stephena McCravena (Sam Rivers, Archie Shepp) i węgierskiej piosenkarki folk Agnes Zsigmondi, więc był pod wpływem szerokich wpływów muzyki od najmłodszych lat. Makaya formułuje swoją muzyczną tożsamość wywodząc się od legend jazzu takich jak Archie Shepp, Marion Brown i Yusef Lateef. W liceum stworzył hiphopowo-jazzowy skład Cold Duck Complex, którego twórczość kontunuował także podczas studiowania jazzu w UMASS Amherst. Grał przed Wu-Tang Clan, Rhazel, Digable Planet, Pharcyde, 50 Cent, Mixmaster Mike i The Wailers. W 2007 przeniósł się do Chicago i szybko zadomowił w bogatej miejskiej scenie muzycznej, grając z takimi personami jak Bobby Broom, Corey Wilkes, Willie Pickens, Occidental Brothers, Marquis Hill, Jeff Parker i inni. 2012 okazał się wydał swój debiutancki album i prowadził 13-osobowy zespół All-Star. Dzielił scenę z Charlesem Neville, Lionelem Louke, Soulive, Marcusem Stricklandem i Bernie Worrellem. W swojej twórczości łączy bogate doświadczenie z zespołów hip-hopowych, afrykańskich zespołów tanecznych, węgierskiej muzyki ludowej i indie rocka z jazzem, improwizacją, samplami, awangardą i elektroniką, tworząc unikalną formę ekspresji.

 

McCraven rozszerza swoją pozycję na polu tworzenia perkusyjnej rytmiki, będącej pod wpływem jazzu, aż prosząc się aby raperzy dodali coś od siebie na jego szczycie. Subtelne zarysowania i ambientowy hałas w połączeniu z nieprzewidywalnymi i sporadycznymi improwizacjami projektu sprawiły, że blisko mu jest do twórczości J Dilla. Muzyka na “In the Moment” została wybrana z 48 godzin nagrań na żywo, wykonanych podczas rezydencji w chicagowskim The Bedford - którą McCraven niedawno otworzył dla publiczności na nowojorskim Winter Jazz Fest w styczniu. W często przytłaczającym programie festiwalu, flow perkusisty i rozbudowane jammy zapewniają odpoczynek i wciągającą muzyczną opowieść.

Natalie Weiner / Billboard

McCraven, jeden z najbardziej wymagających perkusistów na scenie w Chicago, nagrał swoje koncerty wraz z rotacyjną grupą współpracowników w ciągu tygodnia improwizowanej rezydencji. Przechwytując dźwięki według hip-hopowej metodologii Teo Macero, zaowocowało na albumie McCravena, co zaowocowało poważną celebrację groove’u i procesu kreacji.

Chris Barton / Los Angeles Times

MEDESKI’S MAD SKILLET


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    MEDESKI’S MAD SKILLET

    John Medeski - piano, organ

    Will Bernard – guitar

    Kirk Joseph – sousaphone

    Terence Higgins – drums


John Medeski to jeden z najbardziej światłych i otwartych na wyzwania umysłów współczesnego jazzu, który kojarzony jest przede wszystkim z projektem Medeski Martin & Wood. Lista jego współpracowników jest znacznie dłuższa, z znajdują się na niej między innymi Iggy Pop, prog rockowy zespół Coheed and Cambria czy John Zorn. W ubiegłym roku pianista zaskoczył jednak nawet swoich najbardziej oddanych fanów, tworząc supergrupę wraz z Chino Moreno – wokalistą Deftones oraz Dr. Know (Bad Brains) i Mackiem Jaysonem (Cro-Mags). Zespół Saudade opublikował dotąd tylko jeden utwór, ale tyle wystarczyło, by zwrócić uwagę całego świata.

Innym stosunkowo młodym przedsięwzięciem jest Mad Skillet, które narodziło się w 2015 roku podczas JazzFest w Nowym Orleanie – mieście, gdzie według słów Medeskiego jazz został poczęty. John Madeski jest jednym z najbardziej uzdolnionych alchemików organów żyjących we współczesnych czasach. Bardzo funkowy muzyk posiadający zdolność do wyciągania zróżnicowanych i dobrze dobranych dźwięków ze swojego instrumentu niczym z kapelusza – tymi słowami Michael Gallant z DiscMakers.com skomentował jeden z koncertów Mad Skillet. Grupą zachwycają się nie tylko fani jazzu i dziennikarze, ale także inni muzycy. W grudniu 2016 roku na Twitterze Snarky Puppy pojawił się krótki wpis: John Medeski zawsze popycha muzykę naprzód, a niedługo później Mad Skillet znalazło się w programie pierwszej edycji festiwalu organizowanego przez grupę Michaela League'a – GroundUP Music Festival w Miami.

 

Mad Skillet nie jest jednak projektem wyłącznie jednego człowieka. Jednym ze współtwórców zespołu jest Kirk Joseph nazwany przez Kathleen Rippey z Blues Access pionierem współczesnego suzafonu. Jego historia to jedna z wielu klasycznych opowieści o wielopokoleniowych rodzinach muzyków pochodzących z Nowego Orleanu, niemniej innowacyjne podejście do gry na mało popularnym instrumencie sprawiło, że stał się przypadkowym rewolucjonistą, którego dzisiaj naśladuje wielu młodych muzyków. W oczywisty sposób jest gwiazdą, ponieważ bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś był tak biegły w grze na instrumencie, który z definicji nie pozwala na biegłość. Taki muzyk zdarza się raz na milion – to nie jest opinia dziennikarska, lecz pogląd Elvisa Costello wygłoszony w rozmowie z Tomem Waitsem na łamach Option Magazine z 1989 roku.

Kolejnym, równie utytułowanym członkiem Mad Skillet jest Will Bernard, o którym Dan Ouellette z tygodnika Billboard napisał: Jedna z najlepiej strzeżonych tajemnic jazzowej gitary na tej planecie, z kolei John Kelman z serwisu All About Jazz dodał: Muzyk, który ewidentnie zasługuje na szerszą publiczność ze względu na swoją wymyślną, przekraczającą bariery gatunkowe estetykę. Ostatnią postacią zasilającą kwartet jest kolejny Nowoorleańczyk pochodzący z rodziny z muzycznymi tradycjami. Terence Higgins (podobnie jak Kirk Joseph) przez wiele lat występował wraz z Dirty Dozen Brass Band, które okazało się być jego przepustką do nawiązania współpracy z muzykami z całych Stanów Zjednoczonych, w tym z między innymi Johnem Scofieldem. Podoba mi się to, gdzie umieszcza bity i jak bardzo umuzykalnionym jest perkusistą. Może zagrać wszystko, co chcę zrobić, więc jest idealny - zachwalał Higginsa wybitny gitarzysta.

Medeski's Mad Skillet wciąż nie ma na koncie wydawnictwa płytowego, ale zdążyło już ugruntować sobie pozycję rewelacyjnego zespołu koncertowego, o czym mogli się przekonać między innymi uczestnicy Warsaw Summer Jazz Days 2016. W Trójmieście grupa wystąpi po raz pierwszy.