Program

Piątek
[28.10.2016]

FEDERICO ALBANESE (IT) • THE BLUE HOUR


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 28.10.2016 | G. 20:00
  • All This Jazz

  • Skład
    Federico Albanese - piano

Muzyczna wszechstronność to cecha szczególna urodzonego w Mediolanie pianisty. Inspiruje go twórczość klasyczna, pop, psychodeliczne brzmienia przeróżnych gatunków. Na ich bazie tworzy eteryczne dźwięki przypominające ścieżki dźwiękowe do filmów, które nigdy nie powstały. Dotarcie do tego punktu wymagało jednak przejścia długiej drogi, od nauki gry na fortepianie i klarnecie w dzieciństwie po pierwsze rockowe zespoły. Dodatkowo Albanese jest szczególnie uwrażliwiony na wizualne ekspresje dźwięków, czego nauczył się podczas pięciu lat pracy przy filmowych rekwizytach.

Chociaż inspiracje mogą zdawać się efemeryczne, zapadające w pamięć piękno, krucha melancholia i bogata instrumentacja sprawiają, że album sięga znacznie dalej niż swoje czterdzieści pięć minut. Jedno z najbardziej zniewalająco pięknych wydawnictw, jakie kiedykolwiek usłyszycie - zapewniał Dave Beech z portalu „Drowned in Sound”. Równie entuzjastyczną opinię wyraził Gareth James piszący dla Clash Music: Albanese dołączył do wąskiego grona artystów zajmujących się nową muzyką, którzy potrafią zaoferować bardzo wiele bez konieczności użycia słów.

Natchnieniem dla The Blue Hour był krótki stan przejściowy pomiędzy dniem a nocą. Muzyk chciał uchwycić ten moment, pisząc pod jego wpływem zbiór miniatur utrzymanych w duchu muzyki kameralnej. Najważniejsze w tych trzynastu kompozycjach są emocje, a dla ich pełnego wydobycia Albanese użył fortepianu, syntezatora, wiolonczeli, a także efektów cyfrowych, mimo że całość zarejestrowano od początku do końca w sposób analogowy.

Chciałem mieć mocny koncept, który połączyłby wszystkie utwory - opowiada muzyk. - Można o tym myśleć, jak o serii obrazów - za wszystkimi stoi ten sam pomysł, ale każdy opowiada o nim w inny sposób. […] Sztuka figuratywna jest dla mnie jednym z głównych źródeł inspiracji. Głębia, jaka czasem wychodzi z obrazu może naprawdę pobudzić wizję stworzenia melodii. Kiedy pisałem nowy album, zobaczyłem „Imperium Świateł” Magritte'a, gdzie zaciemnienie pomiędzy dniem a nocą jest mocno wyraźne […]. „The Blue Hour” to rama i tak, jak malarz dobiera kolory w swoich pracach, tak ja dobieram dźwięki.

Wizja muzyka została w pełni zrealizowana, co podkreślane jest w dokładnie każdej recenzji The Blue Hour. Jego zdolność do wykorzystywania fortepianu jako platformy dla emocjonalnej nawigacji może wywoływać skojarzenia z Nilsem Frahmem, lecz muzyka Albanese zdaje się być bardziej zwarta i zapatrzona w samą siebie. […] „The Blue Hour” ma finezję, wrażliwość oraz lekkość - wszystkie cechy wielkiego albumu utrzymanego w duchu nowej muzyki. Federico Albanese to nowe nazwisko, na które trzeba zwracać szczególną uwagę.

KRYSTYNA STAŃKO • NOVOS ANOS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 28.10.2016 | G. 21:30
  • Polska Scena Jazzowa

  • Skład
    Krystyna Stańko - vocal
    Zé Louis Nascimento - drums
    Dominik Bukowski - vibraphone
    Piotr Lemańczyk - bass
    Marcin Wądołowski - guitar

Na program nowej płyty Krystyny Stańko złożą się przepiękne bossa novy Antonio Carlosa Jobima, a także wybrane standardy jazzowe w autorskich opracowaniach. Wokalistce towarzyszyć będzie jej stały zespół z Dominikiem Bukowskim na wibrafonie i Piotrem Lemańczykiem na kontrabasie, a także zaproszeni przez wokalistkę gitarzysta Marcin Wądołowski i znakomity brazylijski mistrz rytmu Ze Louis Nascimento, który współpracował z takimi gwiazdami jak Cesaria Evora, Hindi Zahra, Al di Meola czy Jean Luc Ponty. Jego muzyczny temperament z pewnością nada albumowi dodatkowych walorów ekspresji i brzmień. Krystyna Stańko ma w swoim repertuarze standardy jazzowe, nad którymi także intensywnie pracuje ze swoimi studentami w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Docenia ich wielką wartość i właśnie teraz nadszedł czas, w którym pragnie podzielić się autorskimi interpretacjami tych ponadczasowych utworów. Na nowej płycie nie zabraknie zaskakujących aranżacji, ciekawych produkcyjnych pomysłów, ale nad wszystkim królować będzie ciepłe, subtelne brzmienie wibrafonu, gitary i ciemnego, welwetowego kontraltu Krystyny Stańko. Premiera płyty 28 października, pierwsze dnia jesiennej odsłony Festiwalu Jazz Jantar.

Krystyna Stańko, wokalistka, prowadzi intensywną działalność artystyczną, ma na swoim koncie 8 albumów, otrzymała najważniejszą w regionie Pomorską Nagrodę Artystyczną za album Kropla Słowa w 2012 roku, a także Album Roku według czytelników Jazz Forum. W 2014 roku 2014 przyznano jej najwyższe odznaczenie państwowe Medal Ministra Kultury Gloria Aris za wybitne osiągnięcia artystyczne i pedagogiczne. W roku 2014 nagrała płytę Snik promującą region Kaszub, w nagraniu której wzięli udział fantastyczni, wybitni muzycy i artyści ludowi. Krystyna Stańko współpracuje z czołówką polskich jazzmanów, dba o najwyższą jakość nagrań, wydawnictw, do utworów powstają teledyski, które można zobaczyć w telewizji i w internecie.

Wybrałam między innymi utwory Chicka Corei, których słuchałam jako bardzo młoda osoba, miałam chyba 9 albo 10 lat. Ta muzyka wywarła na mnie wielkie wrażenie. Piękne brzmienie zespołu połączone z głosem Flory Purim, tego nie było w żadnym radiu, tej muzyki nie słuchali też moi rówieśnicy. Była dla mnie jak magiczny ogród, który rozpościerał drogę do muzyki, do improwizacji, do jazzu. Kilka standardów , w tym jeden z moich ulubionych, „Good Morning Heartache” , uwielbiam, mogę słuchać w różnych interpretacjach i nigdy mi się nie znudzi. Billie Holiday - moja idolka na studiach, bohaterka mojej pracy magisterskiej na Wydziale Jazzu w Katowicach - śpiewała go cudownie, Zapragnęłam zaśpiewać tę balladę na swój sposób, czuję w niej tajemnicę.

PREMIERA
Piątek
[4.11.2016]

MARY HALVORSON SOLO (US)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 04.11.2016 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład
    Mary Halvorson - guitar

To śmiały album zarówno pod kątem doboru utworów, jak i objaśniającego wykonania. W swojej zręczności, Halvorson staje się pomostem pomiędzy jazzem przeszłości oraz jazzem przyszłości - tymi słowami rozpoczyna się recenzja albumu Meltframe opublikowana na portalu Pitchfork, który kojarzony jest przede wszystkim z wyznaczaniem trendów w muzyce alternatywnej.

Obecność akurat w tym medium nie jest jednak przypadkowa. Mary Halvorson publiczności festiwalu Jazz Jantar znana jest z ubiegłorocznej edycji, podczas której wystąpiła wraz z Marc Ribot & The Young Philadelphians, a na ostatnią solową trasę koncertową wyruszyła u boku King Buzzo, czyli solowego projektu Buzza Osborne'a, lider Melvins. Po połączeniu wszystkich tych elementów, zarysowuje się obraz artystki ponadgatunkowej, która może zainteresować słuchaczy jazzu, rocka i wszystkiego, co znajduje się pomiędzy nimi.

Halvorson jest aktywną artystką od blisko piętnastu lat, co dla muzyka jazzowego nie jest bardzo długim stażem, niemniej dziennikarze zdążyli przypisać jej wiele znaczących wyróżnień. Najmniej przewidywalna improwizatorka - przekonywał Howard Mandel z magazynu City Arts; Steve Dollar z „Wall Strett Journal” uważa natomiast, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej ekscytujących i oryginalnych gitarzystek w jazzie, a Shaun Brady - redaktor „Philadelphia City Paper” - poszedł o krok dalej, stwierdzając, że Halvorson w ostatnich latach stale przekształca brzmienie jazzowej gitary za sprawą swojego elastycznego, czasem płynnego, czasem postrzępionego i całkowicie wyjątkowego stylu.

Najpełniej charakter twórczości amerykańskiej instrumentalistki oddał jednak Marvin Lin współpracujący z Walker Art Center w Minneapolis: Piękno odnajdywane w muzyce Halvorson niekoniecznie wiąże się z jej poszukiwaniami własnego głosu, lecz z samym wydawaniem owego głosu. Nigdzie nie było to dla mnie tak jasne, jak na wydanym w 2015 roku „Meltframe” […]. Na tym albumie Halvorson jest zarówno wyobcowana, jak i pomiędzy przyjaciółmi, przemykając przez szorstkie, zawiłe chwile samotności, jednocześnie z szacunkiem zapożyczając się u swoich ulubieńców (Ornette'a Colemana, Duke'a Ellingtona, Carla Bleya).

Rodzime media również doceniły niecodzienne umiejętności gitarzystki. Mateusz Krawczyk z portalu „Screenagers” napisał: w bardzo wyraźnym i gwarantującym bliskość dźwięku miksie na pierwszy plan wysuwa się gra Halvorson na nastrojonej bluesowo gitarze. Amerykanka stara się na nowo odkrywać możliwości instrumentu wygrywając krótkie, czasem ckliwe frazy i rozstrajając je przy pomocy efektów, co daje wrażenie nerwowego szarpania strun lub niedbale wykonywanych ćwiczeń. Niekiedy sięga również po cięższe brzmienia i zaprzęgając do pracy przester wygrywa melodyjne riffy lub tworzy brudne tło dla pozostałych instrumentów, z kolei według Krzysztofa Wójcika piszącego dla „Pop Up Music” Mary Halvorson obok Matany Roberts jest dziś prawdopodobnie najbardziej docenianą liderką reprezentującą młodą, niezależną, amerykańską scenę jazzową.

Sygnowane:
MŁODA AMERYKA

JACK DEJOHNETTE | RAVI COLTRANE | MATTHEW GARRISON • IN THE MOVEMENT


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 04.11.2016 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład
    Jack DeJohnette - drums, piano
    Ravi Coltrane - saxophones
    Matthew Garrison - electric bass, electronic

Za powstaniem nowego tercetu Jacka DeJohnette stoi długa historia. Pięćdziesiąt lat temu słynny perkusista miał okazję występować wraz z Johnem Coltranem oraz Jimmym Garrisonem, ojcami Raviego i Matthew, którzy współtworzyli album In Movement. Lider nie ukrywa zresztą, że w przypadku tego zespołu ważne jest coś więcej, niż tylko wspólne granie jazzu: jesteśmy połączeni na niezwykle wysokim i osobistym poziomie, który - jak sądzę - przekłada się także na muzykę.

Zestaw wybranych na album kompozycji również jest mocno osadzony w historii i to nie tylko jazzu, bo obok utworów Coltrane'a seniora czy Milesa Davis, pojawiło się także Serpentine Fire z repertuaru Earth, Wind & Fire. Zdecydowaną większość stanowią jednak kompozycje autorskie, które nawiązują do przeszłości brzmieniowo, a także sentymentalnie - hołdy zostają złożone między innymi Rashiedowi Aliemu i Jimiemu Hendrixowi. Młodsze pokolenie muzyków zadbało jednak o to, aby w odniesieniach tych wybrzmiewał także duch współczesnego grania, co nadało materiałowi wyjątkowego charakteru.

„In Movement” to przekonujące pierwsze słowo zespołu, który - pomimo pokoleniowych różnic - połączony jest głęboką inteligencją harmoniczną oraz zdolnością słuchania. Przed tą grupą aż roi się od przyszłych możliwości - przekonywał Thom Jurek z portalu „All Music”. Podobnych słów użył Karl Ackermann, autor współpracujący z „All About Jazz”: DeJohnette odnalazł idealnych muzyków do zespołu - zawsze pełnego erudycji i wyzywającej gry Raviego Coltrane'a oraz muzycznie wyrafinowanego Garrisona. „In Movement” błaga o kontynuację.

Wydawnictwem zainteresował się również portal „Pitchfork”, zazwyczaj recenzujący albumy rockowe czy jeszcze szerzej - alternatywne. Seth Colter Walls w podsumowaniu tekstu napisał: pomimo ogromnych cieni rzucanych przez swoich przodków, „In Movment” pokazuje, że Ravi i Matthew stali się wyrazistymi instrumentalistami na współczesnej scenie jazzowej. W dodatku mają umiejętności, które dorównują umiejętnością samego DeJohnette. Nikt w tej grupie nie musi uciekać od przeszłości czy też nadmiernie ją podkreślać, aby brzmieć jak indywidualista - wspólne siły sprawiają, że „In Movement” to urzekające doświadczenie.

Wykonanie In Movement podczas Jazz Jantar 2016 będzie w Polsce koncertem premierowym.

PREMIERA
Sobota
[5.11.2016]

RENEGADE BRASS BAND (UK)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 05.11.2016 | G. 20:00
  • All This Jazz

  • Skład
    DJ-Zxodiac - dj
    Rory Hillman - drums
    Dan Bradley - percussion
    Matt Cotterhill - sousaphone
    Jamie Rutherford - tenor trombone
    Christina McKechnie - trombone
    Nick Hart - trombone
    Tom I'Anson - trombone
    Andrew Nesbitt - trumpet
    James Atashroo - trumpet
    James Dunn - trumpet
    V3xation - vocals

Osiem instrumentów dętych, dwie perkusje, DJ oraz raper - Renegade Brass Band opracowali połączenie jazzu, funku oraz hip-hopu, którego nie można przyrównać do niczego, co dotąd powstało.

Połowa utworów jest całkowicie instrumentalna, połowę ozdabiają ciasne rymy V3xationa, zespołowego MC - opisuje wrażenia po przesłuchaniu debiutanckiego albumu Sam J. Valdés López z portalu „Sloucher.org” - tematyka tekstów? Życie poszło w złym kierunku, polityczne oświadczenia, a nawet sytuacja w służbie zdrowia […]. Zakończenie tego, co mogłoby się wydawać imprezowym albumem jest mroczne, niemal okrutne, ale właśnie dzięki temu udaje się dostarczyć wiadomość. Czasami po prostu trzeba osłodzić pigułkę, którą musimy przełknąć. Pomyślcie o RBB: Rhymes, Beats & Brass jak o politycznych aktywistach potrafiących znaleźć bardzo dobry sposób, aby ich przekaz był smaczny i przyciągający.

Renegade Brass Band znani są jednak przede wszystkim z występów na żywo, zwłaszcza podczas wydarzeń związanych z hip-hopem. Otwierali koncerty dla między innymi Public Enemy, De La Soul czy Grandmaster Flash, a na koncie maja również spotkanie z publicznością festiwalu w Glastonbury. Renegade zabiorą wasze uszy na wymyślny, gatunkowy rollercoaster! Od samego początku trzymali tłum w bańce potężnych instrumentów dętych oraz swawolnego hip-hopu - opisywała swoje koncertowe wrażenia Elena Platt z magazynu Lippy.

Prawdopodobnie najlepszy dęty zespół funkcjonujący poza Wielką Brytanią - zachwalał Craig Charles z BBC 6 Music. Polscy słuchacze będą mogli zweryfikować tę opinie po raz pierwszy podczas Jazz Jantar 2016.

PIERWSZY RAZ
W POLSCE
Sygnowane:
Britain.NOW

SLOWLY ROLLING CAMERA (UK) • ALL THINGS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 05.11.2016 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład
    Dionne Bennett - vocals
    Dave Stapleton - keyboards
    Deri Roberts - electronics
    Elliot Bennett - drums

Slowly Rolling Camera powstało zaledwie trzy lata temu, ale już zdołało przykuć uwagę krytyków. Kiedy przenikają umysł swoimi cudownymi kompozycjami, staje się jasne, że ten album zwiastuje nadejście nowego, wyjątkowego zespołu - przekonywał Bruce Lindsay na łamach „All About Jazz”. Na angielskiej scenie muzycznej są aktualnie jedną z najbardziej rozchwytywanych młodych kapel, lecz nie tylko wśród organizatorów wydarzeń jazzowych. Ich twórczość często opisywana jest jako nu-soul, electro groove czy trip-hop, a przyrównywani są do między innymi The Cinematic Orchestra, Bonobo i Portished.

Twórcą Slowly Rolling Camera jest Dave Stapleton - lider występującego pod jego nazwiskiem kwintetu, założyciel Edition Records (gdzie albumy wydawali Girls in Airports, Marius Neset, Kenny Wheeler i wielu innych) oraz jeden z najaktywniejszych twórców młodego pokolenia brytyjskich muzyków. Dave Stapleton jest genialnym pianistą i kompozytorem, a jego nadludzkie wysiłki w uczynieniu Edition Records brytyjskim ECM - prawdziwą siłą na europejskiej scenie - stanowią znaczące osiągnięcie. W jego muzyce wiele jest neoklasycznych fuzji, a prowadzona przez niego wytwórnia odzwierciedla tę filozofię - zachwalał muzyka Brian Blain, dziennikarz „London Jazz News”.

Tym, co najwyraźniej odróżnia Slowly Rolling Camera od innych, podobnych przedsięwzięć muzycznych jest głos Dionne Bennett, śpiewającej również w indie rockowym The Earth, którego debiut portal „New Sound Wales” podsumował słowami: jeżeli obecnie działa w Walii lepsza wokalistka, dajcie nam znać. Szczerze polecamy album jednej z najjaśniejszych nadziei walijskiej muzyki. Z kolei John Fordham, piszący dla „The Guardian”, po przesłuchaniu debiutanckiego albumu Slowly Rolling Camera napisał o Bennett: pełna uczucia, potężna nowicjuszka z mianem Wschodząca Gwiazda wypisanym na niej całej.

W 2014 roku grupa wydała krótkie wydawnictwo Into The Shadow, które nie przeszło jednak bez echa. W dzienniku „The Australian” napisano o nim: cztery autorskie utwory będące elektronicznymi, impresjonistycznymi pejzażami wykorzystującymi orkiestralne wpływy oraz dodatkowe instrumenty, na których zagrało dwunastu muzyków. Gęste aranżacje zwieńczone natchnionym soulem głosem Bennett - chwilami przypominającym Tinę Tuner - nawiązują do The Cinematic Orchestra, które ma podobne popkulturowe pochodzenie.

Aktualnie zespół pracuje nad drugim długogrającym albumem, a polska publiczność będzie mogła wysłuchać go po raz pierwszy na żywo podczas Jazz Jantar 2016.

Premiera
Sygnowane:
Britain.NOW
Niedziela
[6.11.2016]

OLGIERD DOKALSKI • MIRZA TARAK


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 06.11.2016 | G. 20:00
  • Avant Days

  • Skład
    Olgierd Dokalski - trumpet, voice, elecronics
    Michał Kołowacik - elecronics, dub
    Maciej Rodakowski - tenor saxophone
    Gamid Ibadullayev - drums, percussion, balaban 

W kwietniu 2016 roku nakładem Fundacji Kaisera Söze ukazała się płyta Olgierda Dokalskiego Mirza Tarak, na którym to artysta w formule koncept albumu daje upust swoim kulturoznawczo-genealogicznym zainteresowaniom.

Muzyk tak pisze o płycie: impulsem do nagrania „Mirza Tarak” była natrafienie na historię Jakuba z Murzów Buczackiego herbu Tarak, który powodowany wydarzeniami Konfederacji targowickiej odbył pod koniec XVIII wieku swój Hadżdż. Buczacki był jednym z nielicznych polskich Tatarów (pierwszym z Płudniowego Podlasia), którzy zdecydowali się wówczas na pielgrzymkę do Mekki. Co mnie w tej historii zainteresowało i dlaczego zdecydowałem się przełożyć ją na język muzyki - tych i innych pytań dotykam na płycie.

Płyta Dokalskiego, nagrana z towarzyszeniem kwartetu kolejnych muzyków, koncentruje się na sferze mistycznej, duchowej. Ale zarazem, dzięki swej różnorodności, kreśli obraz tygla tradycji, którym była Rzeczpospolita przełomu XVIII i XIX wieku, ale i cała ta część Europy. Owszem, mamy motywy ze Wschodu, tureckie (Adana powstała na bazie ludowej pieśni z Kaukazu i Anatolii), ale najbardziej urokliwy fragment albumu, Mizogin, z tematem granym przez całą sekcję dętą nawiązuje raczej do muzyki Bałkanów. (...)Lubię muzycznych samouków, których mamy w Polsce niemało - należą do nich przecież i Trzaska, i Szamburski, i jeszcze wielu innych muzyków o niespokojnym życiorysie artystycznym i otwartych na ciągłe zderzenia z nowym. Dokalskiego z przyjemnością zapisuję do tej grupy. [Bartek Chaciński | „Polityka]

Olgierd Dokalski to muzyk, kompozytor, improwizator. Trębacz samouk. Z wykształcenia cybernetyk, niedoszły antropolog kultury. Urodzony w Warszawie, rocznik'83. Założyciel i lider czerpiącego z estetyk postrocka, folku i jazzowej awangardy kwintetu Daktari. W 2012 roku powołał do życia polsko-izraelsko-belgijski kwartet nor cold, z którym interpretował sefardyjskie pieśni z Bałkanów z początku XX wieku. Związany także z zespołami kIRk, Msza święta w Altonie, Warsaw Improvisers Orchestra i bootleg-labelem Circon Int. Z powyższymi projektami wydał osiem płyt, między innymi w Multikulti Project, Asfalt Records oraz Requiem Records. 

KARKHANA (LEB | EGY | TUR | USA)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 06.11.2016 | G. 21:30
  • Middle-East.NOW

  • Skład
    Mazen Kerbaj - trumpet, mezmar
    Umut Çağlar - reeds, flutes
    Sam Shalabi - oud, electric guitar
    Sharif Sehnaoui - electric guitar
    Maurice Louca - synthesizer, electronics
    Tony Elieh - electric bass
    Michael Zerang - drums, percussion

Karkhana to wynikowa sił trzech miast - Beirutu, Stambułu i Kairu. To połączenie muzyków poruszających się we współczesnej improwizacji, związanej z tradycją bliskowschodnią - Karkhana wykorzystuje język muzyki improwizowanej do transmisji muzycznego dorobku tego regionu.

Ich album Live at Metro Al-Madina jest owocem spotkania artystów na scenie i kolektywnej improwizacji, która z jednej strony czerpie z muzyki free, z drugiej z jazzowego idiomu, a z trzeciej wykorzystując tradycyjne regionalne instrumenty. Żeby lepiej zrozumieć podejście muzyków Karkhana, warto porównać ich do takich zespołów nowej fali muzyki żydowskiej w Polsce jak Shofar, Cukunft czy Ircha Clarinet Quartet.

Ensemble czerpie z podobnych środków, chociaż nie odwołuje się do archiwalnych kompozycji. Słychać, że na Live at Metro Al-Madina zespół jest w nieustannym rozwoju, swój język dopiero wypracowuje (w aktualnej wersji składu gra z nimi Michael Zerang), ale jest w tej muzyce coś pociągającego. Mówi językiem sceny free-improv, a jednocześnie swoim własnym, zakorzenionym w tradycji i charakterystycznym dla Bliskiego Wschodu brzmieniu.

Niekoniecznie trzeba to rozpatrywać przez aspekt egzotyki, a bardziej powiewu świeżości i odrestaurowywania przyzwyczajeń czy klisz jakie towarzyszą nam przy myśleniu o tradycyjnym folklorze, nie tylko Bliskiego Wschodu. 

Pierwszy raz
w Polsce
Poniedziałek
[7.11.2016]

HORSE LORDS • INTERVENTIONS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 07.11.2016 | G. 20:00
  • Avant Days

  • Skład
    Sam Haberman - drums
    Max Eilbacher - bass, electronics
    Owen Gardner - guitar
    Andrew Bernstein - saxophone, percussion

Rytmy Afryki Zachodniej zderzają się intonacją gitar, ostro brzmiącym saksofonem i minimalistycznymi repetycjami. Muzycy Horse Lords poszukują nowych możliwości brzmieniowych, tworząc rozbudowane i złożone kompozycje, balansujące gdzieś na pograniczu tego, co tworzą Faust i This Heat. Niestandardowe gitary elektryczne, polirytmia, nietypowe harmonie i brzmienia inspirowane La Monte Young - to kierunek, który zespół obrał na początku swojej twórczości.

Ich muzykę charakteryzują mikrotonalne brzmienia, bezpardonowa zmiana motywów i przeskakiwanie między różnymi strukturami. Na swoim najnowszym albumie Interventions łączą rytmikę z Afryki z math-rockowymi zagraniami na gitarach oraz obłędnym brzmieniem saksofonu.

Potrafią przeskoczyć z rozszalałych repetycji do jazgotliwych muzycznych eksperymentów, czerpiąc z dorobku sceny niezależnej i muzyki konkretnej. Ich dźwiękowe interwencje balansują pomiędzy rytmem, a eksperymentami, są jednocześnie awangardowi, ale też potrafią w swój własny sposób filtrować dorobek sceny indie, mocno zakorzenionej w Nowym Jorku.

Młoda Ameryka

CHRISTIAN SCOTT • STRETCH MUSIC


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 07.11.2016 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład
    Christian Scott aTunde Adjuah - trumpet, reverse flugel, sirenette
    Lawrence Fields - piano, keys
    Luques Curtis - bass
    Corey Fonville - Drums
    Logan Richardson - saxophnone
    Elena Pinderhughes - flute

Na tym albumie usłyszysz 808 [automat perkusyjny], usłyszysz bas, usłyszysz rozedrgane gitary i usłyszysz przesterowane dźwięki na innych instrumentach niż gitara. Zapytasz, czy „Stretch Music” to jazz? Odpowiem, że tak, ale to także indie rock, także hip-hop - przekonywał w wywiadzie dla portalu „Noisey” Christian Scott.

Niecodzienne podejście do jazzu w wykonaniu Scotta zostało docenione przez krytyków już przed dziesięcioma lat, gdy album Rewind That otrzymał nominację do nagrody Grammy. Magazyn Billboard nazwał go wówczas prawdopodobnie najbardziej niezwykłym albumem, jaki ukazał się w ostatniej dekadzie, a „Jazz Times” nadał jego autorowi tytuł boga młodego stylu jazzowego. Kolejne wyróżnienia były tylko kwestią czasu, wśród najważniejszych znalazła się nagroda Edisona, którą Scott otrzymał dwukrotnie - w 2010 i 2012 roku.

Na najnowszym albumie trębacz postanowił rzucić jeszcze odważniejsze wyzwanie swojej publice, splatając mainstreamowy jazz i hard bop z elektroniką oraz rockowymi gitarami. Zyskał dzięki temu wielu nowych słuchaczy oraz zainteresowanie mediów zazwyczaj kojarzonych z innymi gatunkami muzycznymi. Brad Nelson z portalu „Pitchfork” napisał o Stretch Music: Scott gra cierpliwie i szorstko, przypomina to wytwór rozumowania przestrzennego, bardziej skupionego na obszarach wokół nut niż na ich faktycznym występowaniu. Z kolei Geraldine Wyckoff z serwisu „Off Best” uważa, że praca zespołowa i aranżacje stanowią istotną cechę „Stretch Music”, choć esencja jazzu - jego źródła w improwizacji - pozostaje silna.

Dla samego Scotta ważne jest nie tylko odmienianie oblicza ukochanej muzyki, ale także przemyślana misja, jaką zwerbalizował w swoistym manifeście nazwanym List Do Przyszłego Artysty. W ostatnim akapicie można przeczytać: to właśnie usłyszycie na naszym albumach - rozciąganie Jazzu, a nie jego zamiennik. I mam nadzieję, że właśnie to z naszej muzyki wyciągną młodzi ludzie - przekonanie, że innowacja nigdy nie powinna być traktowana jak problem w artystycznej praktyce, że twórca zawsze powinien być świadom tego, co było przed nim i wreszcie, że krytyka nie powinna wywoływać paraliżu, powinna inspirować do działania.

Dla osiągnięcia celu Christian Scott nieustannie zmienia skład zespołu wykonującego Stretch Music na żywo. Do Gdańska przyjedzie ze znakomitym saksofonistą, Loganem Richardsonem, którego publiczność Jazz Jantaru miała okazję wysłuchać w lutym, podczas koncertu Helen Sung. Na albumie „Shift” Richardson przewodzi zespołowi wirtuozów grającemu jak prawdziwy kolektyw […]. To rzadkie połączenie free jazzu, ostrości współczesnego grania i melodyjnych wartości starego, które z pewnością sprawiają, że Richardson awansował z poczekalni wschodzących gwiazd - przekonywał John Fordham z „The Guardian”.

Stretch Music to wyjątkowe przedsięwzięcie, które próbuje jednocześnie opowiedzieć historię jazzu i zabrać go w przyszłość, a przy tym pozostaje doskonale wyważone oraz spójne. Christian Scott dowiódł tym samym, że obecnie jest jednym z najbardziej oryginalnych muzyków młodego pokolenia.

Premiera
Sygnowane:
Młoda Ameryka
Wtorek
[8.11.2016]

GRZEGORZ TARWID SOLO


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2016 | G. 20:00
  • Młoda Scena Jazzowa

  • Skład
    Grzegorz Tarwid - piano

Grzegorz Tarwid, kreujący obok Sebastiana Zawadzkiego czy Kuby Sokołowskiego nowy rozdział polskiej pianistyki, nie jest przesadnie sentymentalny i cukierkowy. On wie, że należy cenić Nahornego, Makowicza czy Jagodzińskiego, ale kontekst jego gry, w połączeniu z inspiracjami Szostakowiczem czy impresjonistami, podpowiada bardziej kierunek zdefiniowany przez Paula Bleya, Andrew Hilla czy Matthew Shippa. [Tomasz Łuczak | polish-jazz.blogspot.com]

Sam o swoich inspiracjach mówi: w poszukiwaniu inspiracji zawsze wracam do muzyki klasycznej, zwłaszcza XX wieku. Z drugiej strony, odkąd studiuję w Kopenhadze, często inspiruję się tamtejszą sceną improwizowaną. A poza muzycznie to to, co mnie otacza w jakimś mniejszym lub większym stopniu jest zawsze inspiracją.

PREMIERA

FRANCISZEK RACZKOWSKI TRIO


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2016 | G. 21:00
  • Młoda Scena Jazzowa

  • Skład
    Franciszek Raczkowski - piano
    Mateusz Szewczyk - bass
    Piotr Budniak - drums

Muzyka zespołu koncentruje się na akustycznym, kameralnym jazzie, utrzymanym pomiędzy nowoczesnymi formami a tradycją głównego nurtu. Trzonem materiału są kompozycje lidera. Muzycy są finalistami i laureatami krajowych i zagranicznych konkursów, a do najważniejszych dokonań zespołu można zaliczyć wygranie IV edycji Jazzowego Debiutu Fonograficznego i wydanie płyty Apprentice (ForTune, 2015). Na koncercie w Żaku zaprezentują kompozycje premierowe oraz materiał z tej płyty.

Pamiętam pierwsze słuchanie tej płyty, z pojawiająca się natychmiast refleksją: oby jak najwięcej takich debiutów! I myśl, docierającą do mnie niemal w tym samym momencie , że przecież coraz więcej młodych, naprawdę zdolnych i pełnych wyobraźni muzyków spotykam na swojej drodze. Będzie o kim - o czym - pisać. Ale na razie o Franciszku Raczkowskim, który wydaje płytę „Apprentice”.

Pamiętam, jak przedpremierowo słuchałem tego materiału, próbując złożyć w jedną całość choćby kilka obiecanych słów na temat Franciszka Raczkowskego. Tak samo doskonale pamiętam, jak wystarczyła zaledwie jedna chwila, przynosząca niespotykaną dotąd emocję, aby stwierdzić, że coś, na co miałem okazję zwrócić uwagę już wielokrotnie podczas słuchania nowości płytowych, nie stanowi wyłącznie mojego subiektywnego odczucia. [Piotr Bielawski | natemat.pl]

Franciszek Raczkowski - inspiruje mnie psychika ludzi którzy mnie otaczają, a także moja własna. To, jakich wyborów dokonujemy, jakie bariery przełamujemy, w czym odnajdujemy ukojenie. Muzyka jest w stanie bardzo plastycznie oddawać takie rzeczy. 

Kolejną naturalną inspiracją są dla mnie sztuki wizualne - to konsekwencja wychowania w rodzinie plastyków. Nie potrafię skojarzyć dźwięku z danym kolorem, za to zwracam dużą uwagę na linearny aspekt utworu muzycznego lub plastycznego. Lubię też, gdy czyste barwy załamują się, jak u Beethovena czy Brada Mehldau. Czasem taki głos wątpliwości dodaje wypowiadanym prawdom autentyczności.

PREMIERA

KLARA CLOUD & THE VULTURES


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2016 | G. 22:00
  • Młoda Scena Jazzowa

  • Skład
    Sylwia Klara Zasempa - vocal
    Bartosz Dworak - violin
    Mateusz Gawęda - piano
    Adam Tadel - bass
    Piotr Budniak - drums

Klara Cloud & The Vultures to zespół zawierający własne kompozycje jazzowe inspirowane rodzimym folklorem, znane polskie melodie okraszone współczesnymi aranżacjami oraz zdekonstruowane standardy jazzowe z polskimi folklorystycznymi tekstami. Podczas koncertu zostaną wykonane utwory autorskie zespołu. Większość utworów to kompozycje wokalistki Sylwii Klary Zasempy oraz perkusisty zespołu Piotra Budniaka, a także standardy jazzowe wzbogacone o teksty inspirowane rodzimym folklorem. Inicjatywa założenia zespołu wyszła od wokalistki, która na co dzień (oprócz śpiewania i komponowania) interesuje się kulturą ludową oraz prowadzi badania na temat folkloru w Polsce.

O tym, co ja inspiruje Klara Sylwia Zasempa opowiada: inspiracje czerpię z życia. Żeby grać czy też śpiewać trzeba mieć o czym opowiadać. Klara Cloud & The Vultures to skład o którym marzyłam odkąd sięgam pamięcią. Wychowałam się w małej wiosce na Lubelszczyźnie, od zawsze byłam blisko z przyrodą. Jakoś dziwnie pociągający był dla mnie folklor. Rożnego rodzaju przyśpiewki, tradycyjna muzyka Polska czy kołysanki - czyli proste melodie, wpadające w ucho. Na studiach jazzowych wpadłam na pomysł, ze można to wszystko połączyć. Jednak brakowało mi bodźca, który mi w tym pomoże i sprawi, że nie będę się wstydziła wykonywać czegoś innego niż wszyscy. Dzięki Piotrowi Budniakowi powstał projekt,  gdzie mogę realizować moje pomysły związane z muzyką folklorystyczną. 

PREMIERA
Środa
[9.11.2016]

JULIAN LAGE TRIO • ARCLIGHT | (US)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 09.11.2016 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład
    Julian Lage - guitar
    Jorge Roeder - bass
    Eric Doob - drums 

Według brytyjskiego „Observera” płyta Arclight gitarzysty Juliana Lage to The Best Jazz Albums of 2016! Gitarzysta Julian Lage jest cudownym dzieckiem - gra na instrumencie i występuje od piątego roku życia. Wkrótce później zaczął grać z takimi znanymi artystami jak Carlos Santana (gdy miał zaledwie osiem lat!), Pat Metheny, Kenny Werner, Toots Thielemans, Martin Taylor i David Grisman, przez co jego kariera stała się tematem filmu dokumentalnego Jules at Eight, nominowanego do Oscara w 1997 roku. Grał z wieloma muzykami, wydając albumy z zespołami oraz płyty solowe.

Na Arclight gra na gitarze elektrycznej w towarzystwie kontrabasisty Scotta Colley i perkusisty Kenny’ego Wollesen. Jak wskazuje tytuł płyty, Lage jest wykonawcą, który płynie jasno przed siebie: tempo jest energiczne, nastrój optymistyczny, a granie bystre i bezceremonialnie olśniewające. Lage na długo przed wejściem do studia analizował i rozmyślał jaki kształt ma przyjąć ta płyta, aby pokazać pełne spektrum swoich inspiracji muzyką. Był zachęcany podczas pracy nad płytą przez producenta i długoletniego przyjaciela Jesse Harris, który pomógł utrzymać atmosferę spontaniczności i odkrycia całej trzydniowej sesji trio w Brooklyn Recording.

Muzycy towarzyszący (na płycie) młodemu gitarzyście to prawdziwa elita światowych sekcji rytmicznych; basistę Scotta Colleya znamy poza siedmioma autorskimi płytami i albumami Kwartetu Burtona, także z płyt między innymi: Jima Halla, Johna Scofielda, Billa Frisela, Pata Martino, Carmen McRae, Joachima Kuhna czy Taj Mahala, a perkusista Kenny Wollesen (od kilkunastu lat związany z grupą Johna Zorna) to muzyk, o współpracę z którym zabiegają najwięksi jak choćby ci, na których płytach usłyszeć możemy jego grę: John Scofield, Bill Frisell, ale też muzycy spoza środowiska jazzowego jak David Byrne, Tom Waits czy Julian Lennon.

Siedem własnych kompozycji Juliana Lage'a jakie znajdziemy na „Arclight” to doskonale sprawdzające się w tym składzie instrumentalnym utwory. (...)Połączenie ogromnego doświadczenia i wybitnego warsztatu "starych wyjadaczy" z geniuszem młodego jazzowego gitarzysty uważanego za największe odkrycie od czasów Pata Metheny, po prostu skazane było na wyjątkowy efekt jakim niewatpliwie jest „Arclight”. 

PREMIERA
Sygnowane:
Młoda Ameryka

BUGGE’S NEW CONCEPTION OF JAZZ 2016 | (NOR)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 09.11.2016 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład
    Bugge Wesseltoft - keyboards, sounds, visuals
    Marthe Lea - saxophone, electronics, voice
    Oddrun Lilja Jonsdottir - guitar
    Sanskriti Shrestha - tablas
    Sivøyunn Kjenstad - drum, vocals

Mimo że norweska scena jazzowa podąża własnym kursem od dekad, okres pomiędzy 1996 a 1997 rokiem stanowi znaczący przełom, kamień milowy, podczas którego powstał zupełnie nowy rodzaj muzyki, nawiązującej do jazzu, ale zarazem wyraźnie oddalonej od jej korzeni w amerykańskiej tradycji. Trzy nowatorskie i przełomowe albumy zostały nagrane na przestrzeni roku: Khmer Nils Petter Molværa; 1-3 grupy Supersilent oraz trafnie zatytułowane New Conception of Jazz pianisty Bugge Wesseltofta - przypominał John Kelman z portalu „All About Jazz”.

Po dziesięciu latach przerwy i blisko dwudziestu od wydania New Conception of Jazz, Wesseltoft postanowił ożywić projekt, za sprawą którego usłyszał o nim świat. W pierwotnej wersji niespotykaną wcześniej mieszankę klubowej elektroniki z żywiołowym jazzem współtworzyli między innymi Eivind Aarset oraz Nils Petter Molvær, ale żaden z nich nie powrócił do składu. Norweskiemu muzykowi zależało na przypomnieniu ducha świeżości albumu, a nie odgrywaniu dawnej twórczości.

Członkiniami są jedne z najbardziej obiecujących norweskich artystek i wszyscy nie możemy się doczekać występowania razem, jako grupa - zapewnia Wesseltoft. W repertuarze znajdą się nowe kompozycje, ale także utwory, dzięki którym świat zachwycił się New Conception of Jazz - You Might Say (gdzie w oryginale zaśpiewała znana publiczności Klubu Żak Sidsel Endresen), Existence czy Change. Sprawność składu doskonale opisuje Phil Johnson z portalu „London Jazz News”, który z jednej strony darzy projekt sentymentem, z drugiej docenia jego rozwój: Postanowiłem nie ruszać się z miejsca i wysłuchać każdej nuty sobotniego koncertu „New Conception of Jazz”. To była dobra decyzja, ponieważ jest to wyśmienity zespół, który jakimś sposobem dopasował poważne solówki w wykonaniu bardzo młodego, żeńskiego kwartetu z nieustającymi partiami Wesseltofta używającego keyboardu oraz przeróżnych urządzeń przetwarzających.

Bugge Wesseltoft jest pomysłodawcą i jedynym stałym członkiem projektu New Conception of Jazz, ale charakter jego twórczości nigdy nie miał w sobie pierwiastka dominującego. To artysta, który potrafi wyczuć mocne strony współpracujących z nim muzyków i umiejętnie je uwydatnić. Czy w 2016 roku jego idea wciąż będzie świeża i fascynująca? Polska publiczność będzie mogła się o tym przekonać po raz pierwszy podczas Jazz Jantar 2016.

PREMIERA
Czwartek
[10.11.2016]

JASON MORAN SOLO | (US)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 10.11.2016 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład
    Jason Moran - piano

Jason Moran jest jednym z najwybitniejszych pianistów swojego pokolenia. Wyjątkowe umiejętności ukazywał jako artystyczny dyrektor do spraw jazzu w waszyngtońskim Kennedy Center, komponując muzykę do jazdy na deskorolce, a także występując w przeróżnych składach oraz solo. Tak szerokie horyzonty nie powinny jednak dziwić, ponieważ Moran to wychowanego równie wszechstronnego Jaki’ego Byarda.

Niedawno Moran zdecydował się zmierzyć z nowym wyzwaniem - prowadzeniem własnej wytwórni, Yes Records. Krok niezwykle odważny, zważywszy na to, że przez osiemnaście lat nagrywał dla jednego z największych jazzowych wydawnictw - Blue Note Records. Numerem jeden w katalogu został album The Armory Concert, czyli pierwszy solowy materiał od czasu wydanego w 2002 Modernistic. Przed czternastoma laty na warsztat wzięte zostały utwory utalentowanego przedstawiciela stylu stride piano - Jamesa P. Johnsona, dziewiętnastowiecznego kompozytora - Roberta Schumanna czy pioniera hip-hopu - Afrika Bambaataa. Tym razem teksański muzyk sięgnął wyłącznie po autorskie pomysły.

Pan Moran zdawał się być podekscytowany aż do skraju wytrzymałości nerwów. Wziął to na poważnie i podał kontekst: opisał ryzyko i niepokój samotnego występowania na scenie […]. Wydychał powietrze głośno po niemal każdym kawałku, aby uspokoić siebie i na nowo znaleźć skupienie - tymi słowami Ben Ratliff z „The New York Times” opisywał przejęcie pianisty podczas rejestrowanego na potrzeby albumu koncertu. Dalej można przeczytać: Moran ma swój unikalny zmysł dotyku, rytmu oraz harmonii; są bardziej okrągłe i łagodne niż precyzyjne, wprowadzają was do środka. Było to bardzo ważne wewnątrz tej doniosłej i ekskluzywnej sali, niemal zbyt bogatej dla tego świata.

Jason Moran zdobył wiele wyróżnień. Związek Jazzowych Dziennikarzy przyznał mu nagrodę Up-n-Coming Jazz Musician w roku 2003, magazyn „Down Beat” odznaczał go trzykrotnie, a w 2007 roku „Playboy” uznał pianistę za Jazzowego Artystę Roku. Ponadto Moran był beneficjentem programu MacArthur Fellowship zwanego grantem dla geniuszy. Nagrywał z Ralphem Alessim, Stevem Colemanem, Charlesem Lloydem, Cassandrą Wilson i wieloma innymi. Wszystkie te sukcesy nie uśpiły jednak pasji do muzyki, a 2016 rok okazał się nowym, ważnym rozdziałem w biografii Morana.

Był człowiekiem, który pomógł mi wyważyć wiele drzwi, człowiekiem kompletnie obeznanym z tradycją i jednocześnie bez wysiłku zmiatającym ją pod dywan. Prawdziwym sprawdzianem dla pianisty jest to, jak funkcjonuje, gdy zostaje sam - tymi słowami Moran wspominał swojego mentora. Podobny sprawdzian muzyk przejdzie podczas festiwalu Jazz Jantar 2016, występując przed publicznością wyłącznie w towarzystwie fortepianu. Będzie to jednocześnie jego pierwszy koncert tego rodzaju w Polsce.

AVISHAI COHEN QUARTET • INTO THE SILENCE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 10.11.2016 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład
    Avishai Cohen - trumpet 
    Yonathan Avishai - piano
    Yoni Zelnik - bass
    Johnathan Blake - drum

Uroczy, brodaty Avishai Cohen wygrywał na trąbce przepiękne, ciepłe frazy, wkładając w nie tyleż duszy, co luzu - można przeczytać w naszej relacji, autorstwa Czesława Romanowskiego, z Jazz Jantar 2015. Cohen zaprezentował się wówczas jako muzyk zespołu Marka Turnera, a tym razem powróci w roli lidera promującego najnowsze, solowe wydawnictwo.

„Into The Silence” to zbiór refleksji na temat śmierci ojca Cohena - często uroczysty, ale nigdy lamentacyjny, a w dodatku pięknie nagrany. Kawałki łączą klasycznie czyste monologi na trąbce, ziarniste wymiany trąbka-saksofon przypominające dialogi Milesa Davisa i Wayne’a Shortera z lat 60., bystrą sekcję rytmiczną oraz minimalistycznie ukształtowaną grę na fortepianie - opisywał John Fordham z „The Guardian”, wystawiają jednocześnie maksymalną notę albumowi. Solowy debiut w barwach wytwórni ECM wychwalali niemal wszyscy recenzenci, którzy po niego sięgnęli. Karl Ackermann z „All About Jazz” twierdzi, że poza byciem od strony kompozycji oraz gry najlepszym jak dotąd albumem Cohena, „Into The Silence” to niezwykły projekt na każdym poziomie. Można odnaleźć w tej muzyce transcendencję, która jednocześnie podbudowuje oraz sprawia ból. Zespół gra jako jedność, realnie odczuwają uznanie dla ludzkości oraz odmieniające życie rozgałęzienie wynikające z odczuwanej straty. Wykonanie tych kompozycji nigdy nie jest przesadnie sentymentalne, ale także nigdy mniej niż autentyczne. Prawdziwe arcydzieło.

Nate Chinen z „The New York Times” w brzmieniu Cohena doszukiwał się fascynacji solowymi utworami Rachmaninowa, nastrojową ścieżką dźwiękową do filmu Windą Na Szafot skomponowaną przez Milesa Davisa, wyciszającym albumem Crescent Johna Coltrane’a, a nawet ostatnimi nagraniami Tomasza Stańki. Rafał Garszczyński z „Jazz Press” odnalazł natomiast innego bohatera na Into The Silence: dla mnie pozytywną niespodzianką jest wkład, jaki w powstanie tej płyty włożył pianista Yonathan Avishai, który grywał wcześniej z liderem w zespole występującym jako Third World Love. Jego solo w „Dream Like A Child” jest jednym z najmocniejszych punktów całego albumu, podobnie jak zagrana solo przez pianistę kompozycja zamykająca album wersja „Life And Death”. To jedno z tych dzieł fortepianowych, gdzie każda nuta jest na swoim miejscu i jest ich dokładnie tyle, ile trzeba.

Nie łatwo rozpoczynać karierę z imieniem i nazwiskiem, które należą także do innego słynnego jazzmana, lecz Avishai Cohen udowadnia, że przy odpowiednio wysokim stopniu determinacji, nawet to nie może stanowić przeszkody na drodze do muzycznego sukcesu. O tym, jak rzeczywiście brzmi solowa twórczość izraelskiego trębacza polska publiczność będzie mogła przekonać się po raz pierwszy podczas Jazz Jantar 2016.

Sygnowane:
Młoda Ameryka
Piątek
[11.11.2016]

PIOTR ORZECHOWSKI | 24 PRELUDES & IMPROVISATIONS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 11.11.2016 | G. 20:00
  • Polska Scena Jazzowa

  • Skład
    Piotr Orzechowski - piano

Preludes & Improvisations to trzeci projekt solowy pianisty i kompozytora Piotra Orzechowskiego, który po krążku Experiment: Penderecki (2012), będącym próbą znalezienia rdzenia stylu tego wybitnego polskiego kompozytora, po eksplorującym muzykę ludową albumie 15 Studies For The Oberek (2014), powraca z nową propozycją, nawiązującą do 24 Preludiów i Fug Jana Sebastiana Bacha.

Poprzez 48 utworów Orzechowski zagłębia się w najważniejsze dla muzyki pojęcia jak konstrukcja, reguła, kreacja, improwizacja poprzez kontrastowe zestawienie dźwiękowych brył I wolnych improwizacji - utworów skomponowanych i stworzonych spontanicznie. 24 Preludia to muzyczne miniatury, z którymi zestawione będą 24 Improwizacje ułożone chromatycznie w 12 tonacjach koła kwintowego w trybach dur i moll, składając się na dwupłytowe wydawnictwo. Nawiązanie do dzieła Bacha jest tu niczym innym jak ukłonem Piotra Orzechowskiego w stronę tradycji i muzycznych zasad, z których, zdaniem artysty, nie powinniśmy rezygnować, a wykorzystywać w konwencji nowopowstałych gatunków jako jedno z narzędzi.

Piotr Orzechowski - pianista i kompozytor, absolwent Berklee College of Music, jeden z najbardziej utytułowanych muzyków jazzowych młodego pokolenia. Laureat wielu nagród, w tym najważniejszej - I. Nagrody na Montreux Jazz Solo Piano Competition (2011), którą zdobył jako pierwszy Polak w historii tego legendarnego szwajcarskiego festiwalu. Lider kwartetu jazzowego High Definition, z którym wygrał kilka międzynarodowych konkursów - między innymi: Jazz Hoeilaart w Belgii (2011), a także zaprosił do współpracy giganta trąbki jazzowej Randy’ego Breckera, której owocem były dwie trasy koncertowe - po Polsce (2012) i krajach Zatoki Perskiej (2013). Występował w składach wybitnych postaci światowego jazzu, takich jak Victor Mendoza (trasa po Tajwanie, 2014), czy Perico Sambeat (trasa po Ekwadorze, 2015). Współpracował z tak wybitnymi osobowościami świata muzyki jak, między innymi: Philip Glass, Steve Reich, Krzysztof Penderecki, Adrian Utley z Portishead, Avishai Cohen, Randy Brecker, Victor Mendoza, Carlos Zíngaro, Skalpel, Adam Bałdych.

PREMIERA

THE DWARFS OF EAST AGUOZA • BES | (EGY)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 11.11.2016 | G. 21:30
  • Middle-East.NOW

  • Skład
    Maurice Louca - organ, synthesizer, beats
    Sam Shalabi - electric guitar
    Alan Bishop - acoustic bass, alto saxophone, vocals 

The Dwarfs of East Agouza to improwizująca grupa powstała w Kairze, która w kolorowym i pełnym życia psychodelicznym tyglu łączy repetycję północnoafrykańskich rytmów, brzmienie gitary inspirowane free jazzem i tradycjami Zachodniej Afryki oraz motoryczny, akustyczny bas w stylu krautrocka. To nowy projekt Alana Bishopa (Sun City Girls, Alvarius B.), Maurice'a Louki (Salute the Parrot) i Sama Shalabiego (Land of Kush, Shalabi Effect), którzy w 2012 zaczęli wspólnie zgłębiać hipnotyczne lokalne brzmienie, co wspaniale słychać na ich znakomitym debiutanckim albumie Bes.

Alan Bishop - lider amerykańskiej grupy Sun City Girls i szef labelu Sublime Frequencies, któremu zachodni świat zawdzięcza poznawanie m.in. takich postaci jak Omar Souleyman czy Bombino gra w zespole The Dwarfs of East Agouza transowe basowe ostinata na podobieństwo tych krautrockowych z Niemiec lat 70. I to one decydują o charakterze nagrań grupy, w połączeniu z afrykańską w brzmieniu perkusją i swobodnymi, urokliwymi, choć nieco siermiężnymi wędrówkami po gryfie gitarowym ocierającymi się o amatorskie zabawy z instrumentem. Te dwa ostatnie składniki to już efekt pracy Sama Shalabiego (gitara) i Maurice’a Louki (organy, syntezatory, perkusja). (...) Na początku album wydał mi się egzotyczną fanaberią. Rozdygotaną, hipnotyczną muzyką, jakiej pewnie pełno w Egipcie. Tymczasem naprawdę nieźle zderza swobodę, improwizację z zapamiętaniem sekcji rytmicznej, znajdując wspólną przestrzeń dla dwóch przybyszów i jednego autochtona, i to terytorium bardzo dalekie od łatwego folklorystycznego podejścia. Louca wprowadza też bardzo subtelnie elektronikę: Nakłada ją niczym jakieś oszczędne sample z Kraftwerku na żywe granie jamujących instrumentalistów („Where’s Turbo?”). Co zresztą dalej daje wrażenie, jak gdyby Egipcjanin, Amerykanin i Kanadyjczyk spotkali się w Niemczech. Dziwi mnie tylko brzmienie gitary Sama Shalabiego, przypominające momentami lutnię oud, na której muzyk też przecież grywa, ale która nie jest wyszczególniona w opisie płyty. Jeśli to wynika z samych technik, godne to jest prawie takiego uznania, na jakie zasłużył ostatnio Raphael Rogiński. Także Bishop, grając na saksofonie w drugiej części płyty, przejmuje techniki obecne w tym obszarze geograficznym. Efekt jest za każdym razem godny uwagi i w pewien sposób analogiczny do tego, co na bazie brzmień z Afryki Zachodniej robi Joshua Abrams. [Bartek Chaciński | „polifonia.blog.polityka.pl”]

Maurice Louca - egipski muzyk i kompozytor, urodzonym w Kairze, gdzie mieszka i pracuje. Jest  współzałożycielem zespołów Bikya, Alif, a poza tym współtwórcą licznych projektów oraz kompozytorem muzyki do teatru, filmu i sztuk wizualnych. Jego druga płyta Benhayyi Al-Baghbaghan (Salute Parrot), wydana przez Nawa Recordings w listopadzie 2014 roku, rozbija granice muzyczne i kulturalne, a przez wielu została uznana jako ważny punkt na lokalnej scenie niezależnej.

Sam Shalabi - jest egipsko-kanadyjskim kompozytorem i improwizatorem, żyjącym między Montrealem, Quebec i Kairem. Począwszy od punk rocka w latach 70., jego praca przekształciła się w fuzję eksperymentalnej, nowoczesnej muzyki arabskiej, która zawiera tradycyjny arabic, shaabi, noise, klasyczny, free improv i jazz. Wydał pięć albumów solowych, pięć płyt z Shalabi Effect oraz trzy albumy z Land of Kush (eksperymentalna, trzydziestoosobowa orkiestra, dla której komponuje). Uczestniczył w nagrywaniu ponad 60 płyt i koncertował w Europie, Ameryce Północnej i Afryce Północnej. Ostatnio pracuje nad szóstą płytą Shalabi Effect, albumu ze Stefanem Christoff, zespołami Karkhana, Omarkestra i solową grę na instrumencie Oud; pracuje także nad swoim solowym albumem.

Alan Bishop (AKA Alvarius B.) - jest członkiem-założycielem awangardowego Sun City Girls z Seattle, którego kariera trwała 27 lat i została udokumentowana ponad pięćdziesięcioma albumami. Razem z Richardem Bishopem i Charlesem Gocherem, a także sam eksplorował rubieże improwizacji i kompozycji. Od swoich free jazzowych i postrockowych psychodelicznych korzeni, do elementów łączących noise, italo pop, dźwiękowe kolaże, aż po arabską i azjatycką muzykę folkową, grupa trzymała się swojej bezkompromisowej ścieżki. Jako założyciel Sublime Frequencies Bishop wydał ponad 100 albumów, wprowadzając wcześniej ignorowane gatunki muzyczne z Azji, Bliskiego Wschodu, i Afryki. Jako Alvarius B. napisał setki oryginalnych pieśni ludowych w prymitywnym stylu „out”. Mieszka w Kairze.

Sobota
[12.11.2016]

WORMHOLES ELECTRIC | (LEB)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 12.11.2016 | G. 20:00
  • Middle-East.NOW

  • Skład
    Mazen Kerbaj - drawing 
    Sharif Sehnaoui - electric guitar
    Tony Elieh - electric bass

Wormholes Electric to audiowizualny projekt autorstwa Mazena Kerbaj (atramenty i rozpuszczalniki) i Sharif Sehnaoui oraz Tony’ego Elieh. Jest ona wykonywana na żywo i w trybie całkowitej improwizacji.

W 2008 Kerbaj wymyślił system rysowania - składa się on z rysunku na szklanym stole, do którego wykorzystuje atrament, wodę, rozpuszczalniki, szczotki i różne niezidentyfikowane przedmioty. Przy takim ustawieniu, zarówno dźwięk jak i elementy wizualne podlegają nieustannej improwizacji, a istnieją tylko podczas trwania spektaklu. Nic nie jest stałe, wszystko jest one ciągle modyfikowane. Sehnaoui i Eliej mogą zatrzymać dźwięk gitar poprzez wyciszanie strun ręką, Kerbaj może usunąć cały rysunek jednym ruchem. Muzyka i obraz oddziałują na siebie wzajemnie

Wormholes Electric jest próbą zmiany określonego fragmentu czasu i przestrzeni, którego celem jest stworzenie połączenia pomiędzy dwoma dyscyplinami artystycznymi, pozwalając im dać sobie znaczenie. To także efekt współpracy muzyków, którzy znają się i tworzą wspólnie od kilkunastu lat.

Sharif Sehnaoui - gitarzysta, poruszający się w obszarze muzyki improwizowanej, stosuje rozszerzone techniki preparowania instrumentu, koncentrując się na rozbudowie jego możliwości bez użycia efektów lub elektroniki. Obecnie mieszka w Bejrucie, swoim rodzinnym mieście, po ponad dziesięciu latach mieszkania w Paryżu, gdzie rozpoczął karierę jako improwizator w 1998 roku, grając w Instants Chavirés jako członek kilku orkiestr. W Libanie przyczynił się do powstania eksperymentalnej sceny muzycznej współtworząc między innymi festiwal Irtijal. Prowadzi także dwie wytwórnie: Al Maslakh i Annihaya. Współtworzy A Trio, Wormholes Electric, Karkhana. Przez lata współpracował z takimi muzykami jak Michael Zerang, Paed Conca, Thierry Madiot, Fabrizio Spera, Franz Hautzinger, Xavier Charles, Tarek Atoui, Tony Buck, Maurice Louca, Susie Ibarra, Eddie Prevost, Jean-François Pauvros, Alan Bishop, Umut Caglar Michael Vorfeld i Saadet Turkoz.

Mazen Kerbaj - trębacz, malarz i rysownik. Opublikował wiele komiksów oraz współtworzy scenę muzyczną w Bejrucie, organizując tam od 2000 roku festiwal Irtijal. Współtworzy lub współtworzył takie zespoły jak A Trio, Karkhana, Johnny Kafta Anti-Vegetarian Orchestra, a także grał z różnymi muzykami w wielu miejscach w Libanie, Syrii, Francji, Austrii, Niemiec, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Portugalii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i USA.

Tony Elieh - fotograf i basista. Jest jednym z założycieli legendarnej post-punkowej grupy Scrumbled Eggs z Bejrutu. Większość jego fotografii to krajobrazy i widoki miast, w którym stara się połączyć rzeczywistość z fikcją. Tony osiąga różnorodność w jego obrazach bo jest pod wpływem zmieniających nastrój Bejrutu i wielu twarzach ludzi.

PIERWSZY
RAZ W POLSCE

FREE NELSON MANDOOMJAZZ • THE ORGAN GRINDER | (UK)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 12.11.2016 | G. 21:30
  • Avant Days

  • Skład
    Paul Archibald - drums
    Colin Stewart - bass
    Rebecca Sneddon - alto saxophone

Pierwszy raz w Polsce

Black Sabbath, Wayne Shorter, Electric Wizard, Sun Ra - te nazwy i nazwiska rzadko wymieniane są jednym tchem, ale dla szkockiego Free Nelson Mandoomjazz stoją za nimi równie duże źródła inspiracji. Dla niewtajemniczonych, te dwa gatunki [jazz i metal] mogą sprawiać wrażenie trudnych do połączenia w spójnym brzmieniu, ale ten zespół, dzięki znakomitemu ugruntowaniu w obydwu stylistykach, sprawia, że stają się bardzo komplementarne - przekonywał Thom Jurek z portalu „AllMusic”.

W kolejnych wersach jego recenzji można przeczytać: „Awakening Of A Capital” może nie być dla każdego - szczególnie dla bardziej statecznych fanów jazzu - ale trafia w czuły punkt tych, którzy cenią pomysłową, wyrazistą muzykę. Początki grupy nie były jednak tak bardzo oryginalne. Perkusista Paul Archibald oraz basista Colin Stewart grali w bluesowej kapeli, która okazała się być zbyt zamknięta na ich coraz to dziwniejsze pomysły. Ostatecznie do zmiany i założenia nowego projektu zmobilizowała ich Rebecca Sneddon, której saksofon altowy dopełnił nowego, doom jazzowego brzmienia.

Jeżeli lubicie kiedy mieszanie gatunków jest ciężkie i przejmująco smutne, wówczas luzackie zgrzytanie Sheddon, powolne uderzenie Archibalda i przesterowane buczenie Stewarta będą czymś, czego nie powinniście przegapić - zapewniał Dave Foxall z portalu „Jazz Journal”, wystawiając albumowi Awakening Of A Capital maksymalną notę. Z kolei Tom Greenland na łamach „The New York City Jazz Record” przekonuje, że słuchacze mają do czynienia z niesamowitą mieszanką doom metalu oraz free jazzu. […] Nie jest to coś, z czego zazwyczaj jazz jest stworzony, ale Sheddon, która często występuje w pelerynie z kapturem w stylu Ponurego Żniwiarza, dostarcza jazzowych elementów poprzez swoje wieloaspektowe improwizacje […].

Sceniczne wcielenie Free Nelson Mandoomjazz jest nietypowym połączeniem wcześniej zapisanych kompozycji oraz improwizacji. Całość realizowana jest na bazie uprzednio stworzonych struktur, w których podstawę stanowi brzmienie gitary basowej, lecz partie saksofonowe różnią się zarówno do tych, które zarejestrowano na albumach, jak i pomiędzy poszczególnymi koncertami. Ciągłe odświeżanie własnych utworów znane jest nie tylko w muzyce jazzowej, lecz również wśród niektórych grupa stoner rockowych, a dzięki sumie tych wpływów, szkocki tercet tworzy w sposób, który nawet na doomjazzowej scenie jest niespotykany.

Jazz jest czasem krytykowany przez fanów innych gatunków za bycie przeintelektualizowanym i nie tak bardzo instynktownym, jak mogą być blues czy rock. Free Nelson Mandoomjazz niszczy tę krytykę na kawałki za sprawą rytmów, które wyrywają się z głębokich i potężnych miejsc, aby wylądować w waszych uszach z taką siłą, że poczujecie ich uderzenie w trzewiach - zachwycał się Chris M. Slawecki z portalu „All About Jazz”.

Koncert w ramach Jazz Jantar 2016 będzie pierwszą wizytą  Free Nelson Mandoomjazz w Polsce.

PREMIERA
Sygnowane:
BRITAIN.NOW
Niedziela
[13.11.2016]

POPPY ACKROYD | (UK)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 13.11.2016 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład
    Poppy Ackroyd - piano

Atmosfera, jaką Ackroyd jest w stanie zbudować na „Feathers” oraz emocje, które album przekazuje nie mogą być zignorowane. Wizja Ackroyd rozwinęła się jeszcze dalej wraz z jej drugim wydawnictwem. Naprawdę nie można się pomylić, sięgając po „Feathers” - zachwalał Spyros Stasis z portalu „Scene Point Blank”.

Londyńska kompozytorka odebrała klasyczne wykształcenie na dwóch instrumentach - fortepianie oraz skrzypcach, które do dziś pozostają głównymi narzędziami w jej twórczości. Dla ich pełniejszego wykorzystania, Ackroyd korzysta także z tworzonych podczas koncertów loopów, syntetycznych efektów i sampli, a całość inspirowana jest jednocześnie jazzem, nową muzyką oraz współczesną elektroniką. Nie pozwólcie, żeby łatka muzyki klasycznej zniechęciła was, ten album jest zaskakująco przystępny. Z pewnością jest intelektualny, ale tylko w swoim pomyśle, muzyka sama w sobie jest euforyczna i tak wciągająca, jak tylko mogłaby być. Pozwólcie, aby delikatność „Escapement” była wstępem do spokoju. Podejdźcie do niego z otwartymi umysłami i po prostu na chwile oderwijcie się od świata - tymi słowami styl Ackroyd próbował uchwycić Hernan M. Campbell z portalu „Sputnik Music”, recenzując jej debiutanckie wydawnictwo.

Na drugim albumie (Feathers) podstawą ponownie został ukochany fortepian Blüthner, na którym Poppy tworzy od lat. Pojawiły się jednak także inne akustyczne, klawiszowe instrumenty, a wśród nich między innymi fisharmonia, klawikord, klawesyn oraz szpinet. Całość pochodzi z The Russell and Mirrey Collections of Early Keyboard Instruments, gdzie dostępny jest zbiór ponad pięćdziesięciu instrumentów powstałych między XVI a XIX wiekiem. Obcowanie z historią zrobiło tak duże wrażenie na artystce, że do palety dźwięków na Feathers postanowiła włączyć także wszelkie skrzypienia, trzaski i inne zazwyczaj niepożądane hałasy, jakie generują wiekowe instrumenty. Ani bogate brzmienie, ani technika nie były jednak aż tak ważne dla pianistki, jak ładunek emocjonalny.

Po raz pierwszy poczułam się bardzo świadoma kruchości życia oraz potrzeby posiadania nadziei - Ackroyd opowiada o powstaniu utworu tytułowego. - Ten utwór jest o świadomości tracenia kogoś, kogo bardzo głęboko się kocha. Kiedy tworzyłam aranżacje dla albumu, chciałam, żeby były proste. „Feathers” napisałam jako solo na fortepian i nagrałam przy jednym podejściu. […] To jedna z tych kompozycji, które są mi tak bliskie, że nie mogłabym ich nigdy skończyć, gdybym próbowała robić z nimi coś więcej. Myślę, że przez to też nieco odstaje od reszty albumu, ale takie było zamierzenie. Intencje te podzielają niemal wszyscy krytycy, a w zwieńczeniu recenzji albumu na portalu MetalRage, który na co dzień zajmuje się ciężką, gitarową muzyką, można przeczytać: Miejmy nadzieję, że za sprawą „Feathers” Poppy przestanie być nieznaną artystką, ponieważ ten album musi być usłyszany przez jak największą liczbę odbiorców neoklasycznej muzyki.

Poppy Ackroyd w Polsce występowała dotąd wyłącznie wraz ze swoim zespołem - Hidden Orchestra. Koncert podczas Jazz Jantar 2016 będzie jej pierwszym solowym spotkaniem z polską publiką.

PIERWSZY
RAZ W POLSCE
Sygnowane:
BRITAIN.NOW

TERENCE BLANCHARD E-COLLECTIVE • BRAETHLESS | (US)


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 13.11.2016 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład
    Terence Blanchard - trumpet, synth
    Oscar Seaton - drums
    Charles Altura - guitar
    Fabian Almazan - keys
    David Ginyard Jr. - bass 

Trzynaście nominacji do Nagrody Grammy i pięć zwycięstw, Nagroda Emmy, Złoty Glob - nad kominkiem Terence’a Blancharda nie ma miejsca nawet na pamiątkowe fotografie, całą przestrzeń zajmują niezliczone odznaczenia i wyróżnienia.

Muzyk o tak imponującym dorobku, międzynarodowej sławie zarówno w branży muzycznej, jak i filmowej (wielokrotnie współpracował ze Spikiem Lee) mógłby do końca kariery bazować na przeszłych osiągnięciach, ale Blanchard nie tylko wciąż doskonali swoją technikę, pozostaje także zaangażowany w sprawy społeczne. Breathless, tytuł jego najnowszego albumu, nawiązuje do śmierci Erica Garnera, który w 2014 roku został obezwładniony przez nowojorską policję i pomimo wielokrotnego powtarzania słów I can't breathe [z angielskiego: nie mogę oddychać], nie udzielono mu pomocy. Zdarzenie stało się symbolem rasowych nierówności oraz brutalności służb, o którym zrobiło się głośno w całych Stanach Zjednoczonych.

Im intensywniej zaczynaliśmy pracować nad muzyką jako zespół, tym bardziej oczywiste stawało się to, że będzie ona naszym oświadczeniem, którym mamy nadzieję zmienić niektóre umysły i niektóre serca. I pozwól, że powiem to jasno - dla mnie nie jest to kwestia dyskusji czy otwierania dialogu. Mam już tego dosyć. Prowadzimy dialogi od zbyt dawna, nie idą za tym żadne działania, żadne zmiany - Blanchard opowiada o idei stojącej za Breathless.

Przy tak wyrazistym koncepcie i tak dużym stopniu niezadowolenia z otaczającej rzeczywistości, można by się spodziewać melancholijnego, wyciszonego albumu, lecz pochodzący z Nowego Orleanu trębacz oraz jego nowy zespół (The E-Collective) przystępują do walki z podniesionymi głowami, prezentując nietypowe połączenie jazzu, funku oraz bluesa. Jako emocjonalny komunikat było to wspaniałe i pojawiło się kilka świetnych momentów jak na przykład utwór tytułowy z glasperowskim wyczuciem R&B - wspomina jeden z koncertów Thomas Rees, dziennikarz magazynu Jazz Wise.

Sam album zachwalał między innymi Bill Beuttler piszący dla „Jazz Times”: Trąbka Blancharda zapewnia palącą siłę ognia górującą nad zestawem zaraźliwych rytmów jego zespołu. Być może nie jest to jazz, do jakiego przywykliśmy, niemniej jest uduchowiony, wyrafinowany i wart poznania na jego własnych zasadach. Breathless spotkało się z pozytywnym odbiorem także wśród polskich mediów. Każdy kolejny utwór z falującą dramaturgią dostarcza silnych emocji. Zespół nawiązuje do różnych form klasyki jazz-rocka i hip-hopu, uprawianych kiedyś, a Blanchard potrafi nadać im wysmakowany sznyt współczesności - twierdzi Cezary Gumiński z serwisu „Audio.com.pl”.

Nowy etap działalności Terence’a Blancharda to doskonałe wyważenie treści oraz formy. Wiem, że jestem idealistą. Patrzę na siebie z boku i widzę, ze wchodzę w tryb prawienia kazań […], ale tu chodzi o prawa człowieka - twierdzi muzyk. Co jednak najważniejsze, jego kazania niezmiennie opatrzone są wybitnymi kompozycjami.

Sobota
[7.01.2016]

VIJAY IYER & WADADA LEO SMITH • A COSMIC RHYTHM WITH EACH STROKE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak | Gdańsk | Grunwaldzka 195/197
  • 07.01.2017 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład
    Vijay Iyer - piano
    Wadada Leo Smith - trumpet

W jednym z podsumowań Festiwalu Jazz Jantar 2016 Piotr Rudnicki w portalu jazzarium.pl pisał: nieukrywaną ambicją Festiwalu Jazz Jantar od lat jest odkrywanie nowych zjawisk na muzycznej scenie. Dzięki podobnej postawie w Gdańsku można było usłyszeć wielu artystów, którzy później wspinali się na firmament. Koronnym przykładem jest Vijay Iyer, gwiazda w światowej w tej chwili skali, który do Żaka powraca regularnie (a którego będzie można zobaczyć już w styczniu na koncercie z Wadada Leo Smithem). Owo podejście procentuje właściwie podczas każdej edycji Festiwalu, którą opuszcza się bogatszym o nowe inspiracje, wrażenia czy wiedzę. I chyba głównie wiedzę o nowych muzycznych formułach wynieśliśmy z sobotnich występów w Żaku.

Iyer i Smith mogą reprezentować dwa całkowicie odmienne pokolenia artystów, niemniej obydwaj są u szczytu swoich twórczych możliwości. Dla fanów każdego z nich „A Cosmic Rhythm With Each Stroke” będzie albumem obowiązkowym - uznał Karl Ackermann, dziennikarz portalu „All About Jazz”.

Wadada Leo Smith to weteran jazzowej improwizacji, który kilka lat temu zachwycił świat wyjątkowym, czteropłytowym wydawnictwem Ten Freedom Summers. Materiał powstawał przez ponad trzy dekady, a sam muzyk uważa go za życiowe osiągnięcie. Wadada jest skarbem narodowym - przekonywał John Zorn po przesłuchaniu albumu. Zachwyceni byli także dziennikarze, portal „Metacritic” - który zajmuje się wyciąganiem średniej oceny ze wszystkich opublikowanych recenzji - przyznał Ten Freedom Summers rzadką ocenę 99 na 100 punktów. Ponadto Smith otrzymał także nominację do prestiżowej nagrody Pulitzera. Czym mógłby zająć się siedemdziesięcioletni trębacz po osiągnięciu tak olbrzymiego sukcesu? Wydawać by się mogło, że kolejne nagrania z miejsca są skazane na porażkę w porównaniu z dziełem tak wybitnym, ale wówczas muzyk z Mississippi przypomniał sobie o swoim błyskotliwym uczniu...

Vijay Iyer jest doskonale znany stałym bywalcom Klubu Żak. Śmiało można uznać, że on sam także stał się jednym z nich. Łącznie zagrał tutaj aż cztery koncerty, a ostatni - promujący album Break Stuff - udowodnił, że we współczesnym jazzie niewielu jest równie utalentowanych, otwartych na świeże pomysły instrumentalistów (najlepszy przykład to utwór Hood, który jest zainspirowany twórczością pioniera techno, Roberta Hooda). Współpraca ze Smithem to kolejne zaskoczenie. Iyer pokazał wielką klasę i zamiast popisu technicznych umiejętności, przedstawił twórczość subtelną, minimalistyczną, lecz niezmiennie przepełnioną intensywnymi emocjami.

Muzycy od czasu do czasu popychają siebie nawzajem w mniej znane rewiry. Pierwsze trzy minuty „A Cold Fire” ukazują Iyera grającego bardziej „na zewnątrz” niż na poprzednich albumach wydanych dla ECM, z kolei na „Labyrinths” jego jednoczesne zainteresowanie klasycznymi indyjskimi kompozycjami oraz amerykańskim minimalizmem wprowadzają Smitha w trans odgrywania partii w stałym tempie, co jest raczej niespotykane w jego katalogu. Kiedy natomiast Iyer przesiada się do Fendera Rhodesa przy „Notes On Water”, muzycy przywołują nastrój podobny do tego, co nagrywał Miles Davis w okresie „Bitches Brew”, a zarazem wciąż brzmią jak oni sami - zachwycał się Seth Colter Walls piszący dla serwisu „Pitchfork”, który nie jest typowo jazzowym medium. W centrum jego zainteresowań znajduje się przede wszystkim gitarowa i elektroniczna alternatywa.

Recenzja w niejazzowych mediach nie jest przypadkiem odosobnionym. Smith i Iyer zarejestrowali dźwięki, które fascynują słuchaczy otwartych na nietypowe rozwiązania muzyczne, niezależnie od preferowanego na co dzień gatunku. Kolejnym tego przykładem jest tekst Josepha Burnetta z portalu „The Quietus”: „A Cosmic Rhythm With Each Stroke” być może faktycznie zostało wymyślone jako podsumowanie odczuć obydwu muzyków w stosunku do twórczości Nasreen Mohamedi, ale jej działalność może być także manifestacją tego, co słyszymy na albumie. Zarówno Iyer, jak i Smith od pierwszej do ostatniej minuty grają znakomicie, a czysta produkcja Manfreda Eichera doskonale to uchwyciła […]. To muzyka płynąca z serca, lecz wykonywana przez mózg, co jest prawdopodobnie najlepszym sposobem na określenie estetyki wytwórni ECM. Niewielu artystów podsumowało nieskazitelne bogactwo możliwości tkwiących w jazzie lepiej niż Wadada Leo Smith. W ECM odnalazł głęboko sympatyzującą wytwórnię, w Vijayu Iyerze ma cudownie sympatyzującego autora tła, a w sztuce Nasreen Mohamedi natknął się na odpowiedni zakres inspiracji.

Wykonanie A Cosmic Rhythm With Each Stroke będzie pierwszym jazzowym koncertem, jaki trójmiejska publiczność będzie mogła usłyszeć w Klubie Żak w 2017 roku.