Program

Niedziela
[29.10.2017]

Bilet na 29.10.2017 obejmuje koncert:
EX EYE
Na koncercie obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

60 zł
Kup bilet

EX EYE / EX EYE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 29.10.2017 | G. 20:00
  • Avant Days

  • Skład
     
    EX EYE / EX EYE 
    Colin Stetson – saxophones 
    Greg Fox – drums 
    Shahzad Ismaily – synths 
    Toby Summerfield - guitar

Jazz w metalowej wytwórni, dla której nagrywają między innymi pionierzy death metalu z Obituary albo jedna z najpopularniejszych współczesnych grup stoner metalowych – Red Fang? Niewielu odważyłoby się na taki ruch, ale Colin Stetson od początku kariery kroczył własną, nieoczywistą ścieżką, na której napotykał artystów z przeróżnych światów muzycznych, od Toma Waitsa przez The Chemical Brothers po Arcade Fire. Jego talentem oraz unikalną techniką zachwycali się fani muzyki alternatywnej podczas Off Festivalu w 2012 roku, ale także bywalcy festiwalu Jazz Jantar, którzy mogli zobaczyć jego solowy koncert dwa lata później.

Pomysł na EX EYE, najnowsze przedsięwzięcie saksofonisty, narodził się w 2016 roku, w trakcie sesji nagraniowych do innego wydawnictwa - Sorrow: A Reimagining Of Gorecki's 3rd Symphony, gdzie Stetson wziął na warsztat Symfonię Pieśni Żałosnych autorstwa Henryka Góreckiego i przemienił ją na typowy dla siebie, ponadgatunkowy sposób. Wtedy to zacieśnił więzy z Gregiem Foxem i Shahzadem Ismaily'em, z którymi postanowił kontynuować współpracę pod nową nazwą. Skład uzupełnił wieloletni przyjaciel muzyka – Toby Summerfield.

Greg Fox znany jest przede wszystkim z kontrowersyjnego Liturgy, które chociaż nie ma na koncie spektakularnych wyczynów koncertowych czy głośnego życia pozascenicznego na miarę hasła sex, drugs and rock'n'roll, to zdołało podzielić fanów metalu. Dla jednych są objawieniem, awangardowym black metalem poszerzającym granice gatunku, dla innych to pozerzy bezczeszczący dorobek skandynawskiej klasyki. Fox ma jednak znacznie szersze horyzonty, w 2011 roku tygodnik Village Voice wybrał go najlepszym nowojorskim perkusistą, a jeszcze w tym roku muzyk zamierza uwiarygodnić słuszność tego wyboru, publikując album The Gradual Progression, na którym będzie można usłyszeć tylko i wyłącznie perkusję. Dobrzy perkusiści nie są rzadkością, wielcy tak - tymi słowami Chris Richards z Washington Post zachwalał talenty Grega Foxa, porównując jego zdolność do jednoczesnego tworzenia zgrabnym melodii oraz improwizowania w zaskakujących kierunkach do Johna Bonhama z Led Zeppelin czy Keitha Moona z The Who.

Historia Shahzada Ismaily'a jest skrajnie odmienna – przyszedł na świat w rodzinie pakistańskich imigrantów i podobni jak wielu z nich początkowo skupił się na karierze naukowej. Ukończył studia na wydziale biochemicznym na Arizona State University, ale niedługo później pochłonęły go muzyczne podróże do Indii, Turcji, Meksyku, Japonii, Indonezji czy Islandii, które zaowocowały opanowaniem między innymi kontrabasu, gitary elektrycznej, banjo, akordeonu, fletu, perkusji czy elektronicznych instrumentów klawiszowych, a także współpracą z Marciem Ribotem, Secret Chiefs 3, Lou Reedem, Johnem Zornem oraz wieloma innymi. Ostatnim elementem Ex Eye jest Toby Summerfield, który przyznaje, że po raz pierwszy chwycił za gitarę elektryczną pod wpływem Marty'ego McFly'a, głównego bohatera Powrotu Do Przyszłości. Pasja do rocka szybko została jednak zastąpiona oddaniem dla wszelkich form improwizowanych realizowanych.

Mimo że muzyka na tym wydawnictwie zapiera dech w piersiach swoją intensywnością, pięknem i tajemniczością, jeszcze bardziej niepojęte jest to, że potrafią rzucić wyzwanie, zmodyfikować, a być może nawet zdefiniować na nowo cały post-metalowy krajobraz w zaledwie dwadzieścia osiem minut - przekonywał Thom Jurek z serwisu All Music. Podobnego zdania jest Langdon Hickman, autor współpracujący z internetowym zinem Treble. Jego zdaniem twórczość Ex Eye ma jednak znacznie szerszą grupę odbiorców: [...] To z całą pewnością metalowa kapela, a także zainspirowany metalem materiał, który spodoba się fanom gatunku. Jej zasięg jest jednak szerszy, obejmuje muzykę orkiestralną, drone, ścieżki dźwiękowe, ambient, jazz (zwłaszcza fusion), rock progresywny. Z tekstów tych wyraźnie wyłania się wizja zespołu trudnego do zdefiniowania, nieobliczalnego, przełamującego bariery gatunkowe. Zdolność tego albumu do igrania z waszymi umysłami i ciałami jest wyjątkowo hipnotyzująca - podsumował Nicholas Senior w recenzji dla New Noise Magazine.

Koncert EX EYE podczas festiwalu Jazz Jantar 2017 będzie pierwszą wizytą zespołu w Polsce.

Pierwszy raz w Polsce
Piątek
[3.11.2017]

JASKUŁKE SEXTET / KOMEDA RECOMPOSED


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 03.11.2017 | G. 20:00
  • Trójmiejska Scena Jazzowa

  • Skład
    JASKUŁKE SEXTET / KOMEDA RECOMPOSED

    Sławek Jaskułke – piano

    Piotr Chęcki – tenor sax

    Michał Ciesielski – sopran, alt sax

    Emil Miszk – trumpet

    Piotr Kułakowski – double bass

    Roman Ślefarski - drums


Projekt KOMEDA RECOMPOSED powstał w 2016 roku z inicjatywy festiwalu Letnia Akademia Jazzu w Łodzi. W 50-tą rocznicę wydania płyty Astigmatic Krzysztofa Komedy, Sławek Jaskułke został poproszony o skomponowanie muzyki, dla której punktem wyjścia była twórczość Komedy.

Sławek Jaskułke: Pod hasłem „Recomposed” chciałbym stworzyć cały cykl autorskich interpretacji twórczości innych artystów. Oczywiście mam tutaj na myśli polską szkołę jazzową okresu po 1956 roku. Celowo nie wymieniam nazwisk twórców, gdyż projekt jest
w początkowej fazie i należy poczekać na to, w którą stronę się rozwinie. Pierwszą jaskółką tego cyklu jest projekt Komeda Recomposed i muzyka napisana przeze mnie na sextet jazzowy, będąca interpretacją i odniesieniem do twórczości Krzysztofa Komedy. Zaglądanie wstecz w muzyce jest bardzo cenne, bo dzięki temu poznajemy język starych mistrzów. To niezwykle pomocne w kształtowaniu swojego stylu. Dlatego z wielką radością przyjąłem propozycję napisania interpretacji muzyki Komedy i muszę przyznać, że praca nad jego melodyką, formą, harmonią czy całościowym spojrzeniem była inspirująca. Wydaje mi się, że powstała ciekawa całość z muzyką i duchem Komedy w tle.

Krzysztof Komeda do nagrania tego, przełomowego dla polskiego jazzu, albumu zaprosił m.in. młodziutkich Zbyszka Namysłowskiego i Tomka Stańkę, którzy dziś obrośli własną legendą. Idąc tym tropem postawiłem na trójmiejską nową falę polskiego jazzu: Piotra Chęckiego i Michała Ciesielskiego na saksofonach, Emila Miszka na trąbce oraz Romana Ślefarskiego na bębnach i Piotra Kułakowskiego na kontrabasie.

 

AMIRTHA KIDAMBI ELDER ONES


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 03.11.2017 | G. 21:30
  • New America

  • Skład

    AMIRTHA KIDAMBI ELDER ONES

    Amirtha Kidambi - vocals, harmonium

    Matt Nelson - soprano sax

    Brandon Lopez - bass / Max Jaffe – drums


Amirtha Kidambi jest zainteresowana działalnością na pograniczu spektaklu, eksploracji muzyki kreatywnej, począwszy od hinduskiej wokalistyki karnatyckiej, wolnej improwizacji, eksperymentalnego art rocka i nowej muzyki. Jest liderem zespołu Elder Ones oraz solistką, współtwórczynią takich zespołów jak inspirowany wczesnym renesansem folkowy Seaven Teares, wizualno-perkusyjną grupę Ashcan Orchestra oraz kwartet wokalny Elizabeth-Caroline.

ELDER ONES jest zespołem wykonującym kompozycje Kidambi, osadzonym w muzycznych sferach i społecznościach Nowego Jorku. Instrumentaliści wybrani w tym projekcie czerpią z szerokiego wachlarza muzycznego od hip-hopu do wolnej improwizacji - każdy z nich buduje brzmienie grupy. Kwartet używa skomponowanych materiałów i luźnych struktur jako wzorca improwizacji. Oscylując między światem modalnego sufi i improwizacji, przechodzą do rygorystycznej precyzji i medytacyjnych dronów. Można podejrzewać, że Thyagaraja, Coltrane czy Stockhausen są nieślubnymi ojcami ich brzmienia.

Doświadczenie Kidambi w hinduskim śpiewie lub Bhajan doprowadziło ją do wykorzystania indyjskiego harmonium jako akompaniamentu i narzędzia kompozytorskiego. Amirtha śpiewa z tym instrumentem od najmłodszych lat, głęboko wiążąc się z jego barwą, intonacją i mistycznymi właściwościami. Zainspirowana pracą z Dariusem Jonesem i tradycją karnawału, używa abstrakcyjnych sylab, aby wyzwolić głos z konkretnych pomysłów literalnych, ułatwić improwizację i umożliwić słuchaczowi bardziej swobodną interpretację. Jej muzyka rozwijała się przez lata współpracy z zespołami, kompozytorami i innymi improwizatorami, co doprowadziło do jej indywidualnego brzmienia. Swoje dźwięki rozwija w różnych tradycjach kulturowych: R’n’B z lat 90, muzyki Johna i Alice Coltrane czy Edgarda Varèse.

Na “Holy Science” składają się cztery utwory, tak jakby skomponowane z improwizacji. Wokal ma duże znaczenie, w pewnych utworach można nawet wyróżnić quasi-refreny, ale to nie są jazzowe piosenki – śpiew funkcjonuje na podobnej zasadzie jak w Fire! lub u Matany Roberts. W historycznym kontekście Elder Ones wpisują się w tradycję uduchowionego jazzu Coltrane’ów albo Pharaoha Sandersa, wykorzystują fundamenty rag i muzyki karnatyckiej, ale to naprawdę otwarta i świeża muzyka. Harmonium i wokalizy sprawiają, że hinduski wymiar tej muzyki jest pierwszoplanowy. Płyta jest też dobrze skonstruowana, kolejne utwory układają się we wspólną narrację, w której jest miejsce zarówno na momenty liryczne, jak na krzyk, na trans oraz abstrakcję. W tym właśnie aspekcie Amirtha kojarzy mi się z Mataną Roberts. Miałem szczęście widzieć Elder Ones na żywo w Stanach i tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to jedna z najciekawszych nowych propozycji amerykańskiej sceny jazzowo-improwizującej.

Piotr Lewandowski / Popupmusic.pl

Agresywny i wzniosły pierwszy album "Holy Science" zespołu Elder Ones jest rodzajem sprawdzenia, jak silna i elastyczna jest scena młodych muzyków na improwizowanej i eksperymentalnej scenie Nowego Jorku. W centrum znajdują się drony i fonemy. Nagranie dotyczy wyłącznie czasu, w dłuższej perspektywie; Jest to apartament z czterema odcinkami wymienionymi po yugach, czyli eonsach kosmicznych, opisanych w mitologii hinduskiej. Kidambi śpiewa sylaby, które są drogami ekspresowymi do intensywności.

Ben Ratiliff / he New York Times

Pierwszy raz w Polsce
Sobota
[4.11.2017]

1-DNIOWE KARNETY na 4.11 obejmują koncert: DINOSAUR, HEREOS ARE GANG LEADERS
Na koncertach  obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

80 zł
Kup bilet

DINOSAUR / TOGETHER, AS ONE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 04.11.2017 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład

    DINOSAUR / TOGETHER, AS ONE

    Laura Jurd – trumpet, synth

    Elliot Galvin – keyboard, synth

    Conor Chaplin – electric bass 

    Corrie Dick - drums


Wyobraźcie sobie impresjonistyczną, elektro-jazzową zmianę nastrojów i błyszczące struktury klawiszowe z In A Silent Way Milesa Davisa bez trudu owinięte wokół melodii celtyckiego folku, wokół zmian idiomów w stylu Django Batesa i przeplatające się z amerykańskim, szkockim oraz północnoafrykańskim bębnieniem, a możecie poczuć ochotę na ten wspaniały zestaw od Laury Jurd, młodej trębaczki, która wywarła ogromny wpływ na brytyjski jazz w ciągu czterech ostatnich lat - tymi słowami rozpoczyna się recenzja debiutanckiego wydawnictwa Dinosaur autorstwa Johna Fordhama z The Guardian, który przyznał albumowi maksymalną ocenę.

Laura Jurd nie ma jeszcze trzydziestu lat, a już otrzymała imponującą liczbę wyróżnień. W wieku zaledwie dziewiętnastu lat zdobyła prestiżową nagrodę Dankworth za najlepszą kompozycję, a dwa lata później stała się pierwszą kobietą od niemalże dwóch dekad, którą uhonorowała Worshipful Company of Musicians – brytyjska gildia muzyków funkcjonująca od XIV wieku. Jej talenty zostały dostrzeżone nie tylko w środowisku muzycznym, ale także akademickim – została jedną z najmłodszych nauczycielek w historii londyńskiego konserwatorium Trinity Laban Conservatoire of Music and Dance, gdzie wcześniej pobierała nauki.

W niezwykły sposób rozumie kształt, formę oraz ekspresję, a do tego wchłania bardzo wiele i bardzo szybko. Naprawdę rozumie, czym jest muzyka klasyczna. Nie tylko oddaje jej szacunek, ale przede wszystkim ma świadomości jej mechanizmów – zachwalał swoją uczennicę Mark Lockheart, muzyk między innymi Polar Bear. Po tak wielu pochlebnych opiniach, a także znakomitych recenzjach wcześniejszego materiału wydanego pod własnym nazwiskiem, może wydawać się zaskakujące, że najnowszy album firmuje inna nazwa, choć stworzyli go dokładnie ci sami muzycy. Spośród wielu zespołów, które uwielbiam, żaden nie nazywa się jakoś-jakoś quartet. Z powodu kierunku, w jakim zmierzała nasza muzyka – a także dlatego, że czuję się członkinią zespołu, a nie ulotnego projektu – po prostu miałam wrażenie, że nie byłoby właściwym ruchem dalsze używanie nazwy Laura Jurd Quartet – tłumaczy trębaczka.

TOGETHER, AS ONE zostało zainspirowane przede wszystkim twórczością Milesa Davisa z lat 70., co zauważa Marcin Puławski z portalu Laboratorium Muzycznych Fuzji: Dinosaur "grzebie" w historii jazzu i czerpie z niej to, co najlepsze. Brzmieniowo płyta najbardziej zbliżona jest do elektrycznej ery Milesa Davisa i takich nagrań jak In A Silent Way oraz Bitches Brew. Elliot Galvin w niezwykle stylowy sposób używa organów Wurlitzera i Fender Rhodes, gra oszczędnie dając dużo przestrzeni improwizacjom Laury Jurd, ale kiedy trzeba gra również fascynujące partie solowe (Primordail). Syntetycznych dźwięków jest tu zresztą całe multum, ale mimo częstych wysokich rejestrów i wydawać by się mogło niemodnych już brzmień, wszystko zazębia się idealnie. Horyzonty muzyków brytyjskiego kwartetu są jednak znacznie szersze, wśród twórców, którzy mieli na nich wpływ wymieniają między innymi Steve'a Reicha – pioniera minimalizmu; rockowy zespół Deerhoof czy Perfect Houseplants, wcześniejszą grupę Marka Lockheart.

Płyta TOGETHER, AS ONE została nominowana do MERCURY PRIZE 2017 (na krótkiej liście także płyty Eda Sheerana czy The xx).

 

 

Pierwszy raz w Polsce

HEROES ARE GANG LEADERS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 04.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    HEROES ARE GANG LEADERS

    Thomas Sayers Ellis - spoken word

    Randall Horton - spoken word

    Crystal Good - spoken word

    Janice Lowe - vocals and keyboards

    Margaret Morris - vocalist

    Ryan Frazier – trumpet

    James Brandon Lewis - tenor sax

    Devin Brahja Waldman - alto sax & synthesizer

    Luke Stewart - electric bass

    Warren Trae Crudup III – drums


James Brandon Lewis to postać doskonale znana w nowojorskim światku kulturalnym. Jest współzałożycielem, a także liderem kolektywu Heroes Are Gang Leaders jednoczącego we wspólnej twórczości muzyków oraz poetów.

Członkowie grupy sami siebie określają jako współczesne połączenie słowa mówionego i free jazu doprawionego pulsującym, funkowym groovem, które hołduje oswobadzającej złożoności tekstu literackiego oraz literackiej tradycji. Biorąc pod uwagę ich pochodzenie, trudno się dziwić. W East Coast hip-hopie zrodzonym w Nowym Jorku zawsze kładziono duży nacisk na sprawność w pisaniu tekstów. Flukum, najnowszy album kolektywu, nie jest wyjątkiem, a w dodatku powstał podczas zaledwie trzech sześciogodzinnych sesji. Sami twórcy określają go jako połączenie Theloniousa Monka z A Tribe Called Quest.

Skład Heroes Are Gang Leaders nie jest stały, w jego szeregach okazjonalnie znajdowali się nawet Lydia Lunch czy Thurston Moore znany z Sonic Youth. Głównym kompozytorem, inicjatorem, a także twarzą grupy niezmiennie pozostaje jednak James Brandon Lewis. Brooklyński muzyk odnajduje inspirację zarówno w jazzie, jak i w hip-hopie z lat 90. Za pomocą saksofonu pragnie osiągnąć podobny efekt, jaki lata temu był cechą charakterystyczną KRS-One'a czy Digable Planets, chce rapować, używając instrumentu. Drugą postacią najczęściej wiązaną z projektem jest poeta Thomas Sayers Ellis, który poza działalnością artystyczną znany jest z poruszania tematów dotyczących praw człowieka. Obydwaj tworzą także inny muzyczno-liryczny kolektyw – mający blisko trzydzieści lat Dark Room.

Twórcy związani z Heroes Are Gang Leaders hołdują afroamerykańskiej poezji, eksperymentalnej improwizacji oraz ruchowi No Wave. Każdy z nich ma za sobą wiele doświadczeń i samodzielnych działań, niemniej zdołali zachować młodzieńczego ducha buntu, który przejawia się w każdej nucie i w każdym słowie. Główną przyczyną nawiązania współpracy tych dziesięciu indywidualistów była jednak śmierć Amiri'ego Baraki, kontrowersyjnego poety wiązanego zarówno z beat generation, jak i Czarnymi Panterami. Pustka powstała po jego śmierci była w odczuciu członków i członkiń Heroes Are Gang Leaders zbyt duża, w związku z czym postanowili podjąć próbę wypełnienia jej.

Przekraczają granice współczesnej muzyki, łącząc zarówno głosy nowoczesne, jak i starożytne – napisał John Morrison na łamach Jazz Right Now. Przy całym swoim niecodziennym, oryginalnym spojrzeniu na sztukę Heroes Are Gang Leaders potrafią zachować elementy melodyjności, co z jednej strony sprawia, że ich twórczość zadowoli zwolenników trudnej, wolnej od schematów muzyki, z drugiej nie będzie stanowić bariery dla tych, którzy najlepiej odnajdują się w prostszych formach jazzowych. Połączenie tak skrajnie odmiennych cech udaje się niezwykle rzadko i być może właśnie dlatego sukces Flukum w opinii wielu dziennikarzy zwiastuje przyszłość jazzu.

Występ podczas festiwalu Jazz Jantar będzie dla Heroes Are Gang Leaders pierwszą wizytą w Polsce.

Pierwszy raz w Polsce
Niedziela
[5.11.2017]

1-DNIOWE KARNETY na 5.11 obejmują koncert: BLACK BOMBAIM & PETER BRÖTZMANN I STEVE LEHMAN & SÉLÉBÉYONE 
Na koncertach  obowiązuje zakaz fotografowania i rejestrowania profesjonalnym sprzętem.

Informacja o karnetach

Bilety na koncerty

80 zł
Kup bilet

BLACK BOMBAIM & PETER BRÖTZMANN


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 05.11.2017 | G. 20:00
  • Portugal NOW

  • Skład

    BLACK BOMBAIM & PETER BRÖTZMANN 

    Tojo Rodrigues – bass

    Paulo Gonçalves – drums

    Ricardo Miranda – electric guitar

    Peter Brötzmann – saxophone


To spotkanie zapisane w psychodelicznym niebie. Wszystko wydawało się zmierzać do tego, aby stoner rockowy Black Bombaim połączył siły z jednym z najbardziej uznanych reprezentantów free-jazzu, Peterem Brötzmannem. Muzyka zespołu już nie raz splatała się z brzmieniem saksofonu, chociażby poprzez udział jednej z najważniejszych postaci na portugalskiej scenie, Rodrigo Amado. Z kolei Brotzmann wielokrotnie miał możliwość łączenia swojej twórczości z wpływami muzyki rockowej, grając z takimi artystami jak Last Exit, Sonny Sharrock, Bill Laswell i Ronald Shannon Jackson, Full Blast, Marino Pliakas i Michael Wertmüller, ale też ze swoim synem Casparem, Fushitsusha czy Keiji Haino. Ciekawostką w tej współpracy, jest to, że potężnie brzmiące trio nigdy nie schodzi ze swojej ścieżki, żeby spotkać Brötzmanna w pół drogi, nie ma tu miejsca na kompromisy. Ich wspólna gra nie jest próbą łączenia rocka i jazzu, ale to owoc współpracy, wspólna sesja i otwarte podejście do wolności twórczej.

Zawartość „Black Bombain & Peter Brötzmann” to instrumentalny concept-album rozpisany na pięć części, w których rock psychodeliczny idealnie miesza się z szalonym free jazzem. Co jednak najważniejsze – zarówno dla wielbicieli Portugalczyków, jak i Niemca – żaden z „podmiotów wykonawczych” nie był zmuszony iść na kompromis, by dostosować się do warunków stawianych przez kooperatora. Oznacza to tyle, że panowie z Black Bombain grają swoje i swoje gra także Brötzmann – i to się wcale ze sobą nie kłóci, a wręcz przeciwnie – idealnie uzupełnia. Z jednej strony to na pewno zasługa umiejętności i sprawności wszystkich instrumentalistów, z drugiej – otwartości ich umysłów i zamiłowania do poszukiwań. Podróż, w jaką zabiera nas portugalsko-niemiecki kwartet, nie należy ani do najłatwiejszych, ani najprzyjemniejszych, ale na pewno spełnia kryteria najbardziej ekscytującej.

Sebastian Chosiński / esensja.pl

 

 

STEVE LEHMAN & SÉLÉBÉYONE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 05.11.2017 | G. 21:30
  • Avant Days

  • Skład

    STEVE LEHMAN & SÉLÉBÉYONE 

    Steve Lehman – alto sax, electronics

    Hprizm – spoken work (english)

    Gastom Bandimic – spoken word (wolof)

    Maciek Lasserre – alto sax 

    Carlos Homs – keyboard

    Drew Gress – double bass

    Jacob Richards - drums


Łączenie gatunków nie może nikogo zaskakiwać w 2017 roku. Na warsztat brane były już niemal wszystkie konfiguracje i niemal każda doczekała się przynajmniej jednego wybitnego albumu. Informacja o tym, że Steve Lehman, nowojorski saksofonista o wyjątkowo imponujących umiejętnościach technicznych, postawił na romans z hip-hopem nie powinna więc nikogo dziwić. Niespodziewane jest natomiast to, co można usłyszeć na materiale zatytułowanym SÉLÉBÉYONE.

Jazz i hip-hop są blisko siebie od dekad, ale zazwyczaj połączenie ich oznaczało konieczność umniejszenia jednego ze składników. Nie w przypadku Sélébéyone – napisał Peter Margasak w recenzji dla serwisu Bandcamp i rzeczywiście niewiele albumów trafia w złoty środek z równą precyzją, przemawiając do słuchaczy obydwu gatunków.

Nazwisko Lehmana najczęściej pojawia się jako pierwsze w kontekście tego projektu, niemniej w jego składzie znajduje się aż siedem osób i niemal każda wywodzi się z innego środowiska, o czym świadczyć ma zresztą nazwa sélébéyone, która w używanym w Senegalu języku wolof oznacza skrzyżowanie. Dlaczego akurat ten język? To rodzima mowa Gastona Bandimica, jednego z dwóch raperów udzielających się w zespole. Drugim jest Hprizm (wcześniej podpisujący się jako High Priest) znany z Antipop Consortium, a także ze współpracy z innymi jazzmanami – Matthew Shippem i Williamem Parkerem, z którymi nagrał zachwalane przez krytyków Antipop Vs. Matthew Shipp.

Ten zespół składa się z dwóch MC pochodzących z innych kontynentów, a także z dwóch kompozytorów-saksofonistów i trzech innych  wartościowych muzyków o silnych rodowodach w jazzie. To, co razem wymyślają sprawia wrażenie jednocześnie nowego i zaskakująco przystępnego – zachwalał Seth Colter Walls w recenzji albumu dla serwisu Pitchfork, który specjalizuje się przede wszystkim w muzyce alternatywnej. Komplementów nie szczędzili także dziennikarze ściśle związani z jazzem, Karl Ackermann napisał na łamach All About Jazz: Jazzowi purytanie, a nawet niektórzy bardziej otwarci słuchacze, będą musieli otworzyć swoje uszy nieco szerzej, słuchając Sélébéyone, ale szybko okaże się, że wato było podjąć wysiłek. Wyróżnienia pojawiły się także w polskiej prasie, Łukasz Iwasiński z magazynu Jazz Forum przyznał albumowi maksymalną ocenę i zachęcał do jego odsłuchania słowami: Większość hiphopowo-jazzowych fuzji to straszna taniocha. Formuła ta, świeża w swych początkach ponad 25 lat temu, szybko się zbanalizowała i skomercjalizowała. Na jej obrzeżach pojawiały się jednak prawdziwe perły, Sélébéyone powinniśmy do nich zaliczyć.

Pierwszy raz w Polsce
Poniedziałek
[6.11.2017]

PIMPONO ENSEMBLE / HOPE LOVE PEACE FAITH


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 06.11.2017 | G. 20:00
  • Polska Scena Jazzowa

  • Skład

    PIMPONO ENSEMBLE / HOPE LOVE PEACE FAITH 

    Jonas Due Steffensen – trumpet

    Maciej Kądziela – saxophones

    Jędrzej Łagodziński – saxophones

    Rasmus Kjærgård Lund – tube

    Emil Palme – guitar

    Franciszek Pospieszalski – double bass

    Tomo Jacobson – double bass

    Szymon Pimpon Gąsiorek - drums

    Tobias Pfeil - saxophone


Obserwatorzy sceny jazzowej w Polsce już wiedzą, jak mocno i jak dobrze wpływa na nią szeroko pojęta scena skandynawska (a w szczególności duńska). Dobrym przykładem jest tutaj kolejny wykonawca, który pojawi się na #jazzjantar 6 listopada. Bartek Chaciński pisze o tych chłopakach tak:, których płytę podrzucił mi kolega z redakcji, to nonet z Kopenhagi, którego członkowie – PIMPONO ENSEMBLE mieszany skład duńsko-polsko-norweski – technikę i dojrzałość (już zdobyte) łączą ze świeżością (jeszcze zachowaną). A także otwartością i sporą dyscypliną grania. (…) Konwencja tej muzyki jest niecodzienna, bo punkowe erupcje mocno podbitego w dolnych rejestrach (trzy kontrabasy, tuba i jeszcze barytonowy saksofon) brzmienia tworzą potworną siłę, kontrolowaną jednak świetnie i przecinaną chóralnymi okrzykami. Skandowaniem krótkich tekstów. Do góry – w zakresie częstotliwości – podciągają to saksofony i trąbka, a także gitara elektryczna wyprowadzająca całość sfuzzowanymi akordami ostatecznie już z kolein jazzu. Zarazem wszyscy potrafią grać piano, powstrzymać w ryzach siłę uderzeniową, snują więc tę swoją młodzieńczą narrację bez pośpiechu i napięcie budują stopniowo, czasem zamrażając cały utwór w delikatnych poszukiwaniach odpowiedniej barwy.

 

Po nazwie nietrudno się domyślić, że w tym projekcie pierwsze skrzypce (choć na perkusji) gra Szymon Pimpon Gąsiorek. (…). Skład dopełnili tu równie utalentowani instrumentaliści z Polski, Danii i Norwegii. Zespół przesuwa granice improwizowanego jazzu jeszcze dalej niż TLABS, łącząc go z niejazzowymi elementami, jak typowo rockowy gitarowy wygrzew. Utwór „Don’t Grow Up” to pełen energii, choć bardzo niepozornie rozpoczynający się manifest młodości. Skandowane przez muzyków hasło „I will always be young!” w kontekście profesji, jaką się zajmują zyskuje dodatkowe znaczenie. Zawód muzyka wymaga młodości ducha i opóźnia naturalne procesy, praktycznie aż do zawieszenia instrumentu na kołku. Takich muzycznych manifestów jest w materiale więcej. Tytułowe „Hope Love Peace Faith” atakuje z siłą tsunami, a efekt ponownie wzmacniają wykrzykiwane hasła. Na drugim biegunie muzycznej palety emocji znajdziemy natomiast wyważone „No expectations”.

Od kiedy tylko pamiętam, rodzice zabierali mnie jako dziecko na festiwal jazzowy Złota Tarka. I właśnie takie dźwięki, jak otwierające utwór „Dziś upiję się wodą” (upalę powietrzem!) kojarzą mi się z tym okresem najbardziej – rzęsista perkusja i równie szybki kontrabas. Od razu przed oczami staje mi scena amfiteatru ustawiona nad brzegiem jeziora. Za takie retrospekcje, które pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach lubię muzykę najbardziej. Chwilę później atmosfera rozrzedza się, a narzucone na starcie tempo gdzieś rozpływa. Czy to wciąż ten sam utwór? Ano tak! Najkrótsza z całego materiału kompozycja „I love my mother” miesza chyba najbardziej. W długości tego utworu można upatrywać się metafory uczucia dziecka do matki – bezwarunkowego i najprostszego w swojej postaci. Tak jak nie trzeba wielu słów, by je wyrazić, tak samo zbędne są dźwięki w nadmiernej ilości. Tyle w sam raz wystarczy. Zwłaszcza że zaraz potem czeka nas prawdziwy maraton z prawie dziesięciominutowym „Free Birds On Post Rocks”. Punktem wyjścia jest tu miarowe bicie, do którego cyklicznie włączają się pozostałe instrumenty. Mniej więcej w połowie utwór przeobraża się w swego rodzaju jazzową wersję ambientu – ciarki na plecach!

W kończącym płytę „Flight of the Hornet” nietrudno doszukać się analogii do „Lotu Trzmiela” Nikolaja Rimsky Korsakova. Tu jednak charakterystyczne bzyczenie przybrało o wiele bardziej rozimprowizowaną formę. Tempo co chwila przyspiesza i zwalnia, emocje wzrastają i opadają, aż finalnie wszystkie pozostające na polu walki instrumenty spotykają się we wspólnym punkcie. A w głowie słuchacza pojawia się myśl: „czy to już?”. Niepewność trwa jednak przez pierwszych kilka sekund, po których większość zdecyduje się wcisnąć „repeat all”. Słuszny wybór!

Miłosz Karbowski / fyh.com.pl

THEO CROKER


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 06.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    THEO CROKET


Escape Velocity to niesamowity album pełen stabilności, siły i ambicji. Croker jest wyjątkowo utalentowanym artystą, którego będziemy słuchać jeszcze bardzo długo – zachwalał Frank Alkyer na łamach magazynu Downbeat, zaznaczając jednocześnie, że wyjątkowość pochodzącego z Florydy trębacza wynika z nietypowej drogi, jaką przebył.

Jego dziadkiem był Doc Cheatham – także trębacz, a w dodatku współpracownik takich legend, jak Benny Goodman czy Cab Calloway – który według krytyków w pełni ukazał swoje talenty dopiero w wieku siedemdziesięciu lat, a ostatni koncert zagrał na dwa dni przed śmiercią, jako dziewięćdziesięciojednolatek. Zapał oraz nieustająca potrzeba rozwoju wyraźnie odbiły piętno na młodym Crokerze. Z początku studiował w konserwatorium Oberlin College, by ostatecznie przenieść się na kilka lat do Szanghaju, gdzie z jednej strony współpracował z saksofonistą Alekiem Haavikiem, a z drugiej dorabiał w zespole grającym salsę. Muzycy w Chinach są wolni od stereotypów. Żeby żyć godnie, gra się wszystko – wspomina.

Również w Chinach Croker poznał słynną Dee Dee Bridgewater i – jak się później okazało – znajomość ta zmieniła jego życie. W październiku 2009 roku wystąpił w składzie jej big bandu podczas Shanghai Jazz Festival, a niedługo później stali się przyjaciółmi i to właśnie wokalistka z Memphis namówiła go do nagrania Afro Physicist, które wydała we własnej wytwórni. Wyraźna synergia oraz pełna uniesień kreatywność przepływająca pomiędzy Crokerem a Bridgewater są tym, co czyni ten album prawdziwie alchemicznym doznaniem – zachwycał się Matt Collar z serwisu AllMusic.com.

Największym sukcesem okazał się jednak album wydany dwa lata później – Escape Velocity. Collar tym razem zwracał uwagę na to, że Croker dowodzi głębokiego spojrzenia na życie, duchowość oraz na to, jak muzyka łączy nas wszystkich. Nie jest to pogląd wyolbrzymiony, sam trębacz przy okazji premiery wydawnictwa dzielił się wieloma przemyśleniami, twierdził, że ciemność jest postrzegana jako coś negatywnego, ale w odległych zakątkach kosmosu także jest ciemno. Tam, gdzie zaczyna się życie jest ciemno. Ciemność to ogrom możliwości, nieskończoność i zagadka. O to nam jako zespołowi chodzi.

Część dziennikarzy podkreśla jednak, że najciekawszym obliczem Theo Crokera jest to prezentowane na scenie. Rallph A. Miriello z portalu The Huffington Post przekonywał: Jego gra jest pomysłowa i wyrafinowana, a kosmiczne okulary i zwinięte w kłębek włosy dodatkowo podkreślały radosne oblicze. [...] Tłum był zachwycony; z kolei Rob Adams na łamach szkockiego The Herold napisał: To był doskonały przykład pobierania nauki z przeszłości i używania jej w nowych działaniach, całkowicie świeży i radosny występ muzyków, którzy oczarowywali zarówno w pojedynkę, jak i wspólnie.

 

W Polsce Theo Croker występował dotąd tylko jeden raz, podczas czterdziestej edycji krakowskiego festiwalu Jazz Juniors. W Trójmieście wystąpi po raz pierwszy.

Środa
[8.11.2017]

MAKAYA MCCRAVEN / IN THE MOMENT


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2017 | G. 20:00
  • New America

  • Skład

    MAKAYA MCCRAVEN / IN THE MOMENT

    Marquis Hill - trumpet

    Junius Paul - bass

    Makaya McCraven - drums

    Joel Ross – vibraphone

    Matt Gold - guitar


W erze gatunkowego naginania muzyki, Makaya McCraven przesuwa granice dźwięku i rytmu, aby stworzyć własne kategorie. McCraven jest bitowym naukowcem - niezależnie od tego czy siada za perkusją lub za samplerami, porusza się pomiędzy gatunkami z prędkością światła. Jego przełomowy album "In the Moment" zdobył międzynarodową uwagę, zyskując uznanie krytyków z The New York Times, The Los Angeles Times, BBC i NPR. Brytyjski magazyn The Wire napisał o nim "O ile współpraca Teo Macero z Milesem Davisem może wydawać się oczywistym punktem odniesienia do tej płyty, o tyle bliżej jej do nagrań Madlib i J Dilla”.

Makaya McCraven urodził się w Paryżu w 1983 roku i wychował w Pioneer Valley of Massachusetts w rodzinie perkusisty Stephena McCravena (Sam Rivers, Archie Shepp) i węgierskiej piosenkarki folk Agnes Zsigmondi, więc był pod wpływem szerokich wpływów muzyki od najmłodszych lat. Makaya formułuje swoją muzyczną tożsamość wywodząc się od legend jazzu takich jak Archie Shepp, Marion Brown i Yusef Lateef. W liceum stworzył hiphopowo-jazzowy skład Cold Duck Complex, którego twórczość kontunuował także podczas studiowania jazzu w UMASS Amherst. Grał przed Wu-Tang Clan, Rhazel, Digable Planet, Pharcyde, 50 Cent, Mixmaster Mike i The Wailers. W 2007 przeniósł się do Chicago i szybko zadomowił w bogatej miejskiej scenie muzycznej, grając z takimi personami jak Bobby Broom, Corey Wilkes, Willie Pickens, Occidental Brothers, Marquis Hill, Jeff Parker i inni. 2012 okazał się wydał swój debiutancki album i prowadził 13-osobowy zespół All-Star. Dzielił scenę z Charlesem Neville, Lionelem Louke, Soulive, Marcusem Stricklandem i Bernie Worrellem. W swojej twórczości łączy bogate doświadczenie z zespołów hip-hopowych, afrykańskich zespołów tanecznych, węgierskiej muzyki ludowej i indie rocka z jazzem, improwizacją, samplami, awangardą i elektroniką, tworząc unikalną formę ekspresji.

 

McCraven rozszerza swoją pozycję na polu tworzenia perkusyjnej rytmiki, będącej pod wpływem jazzu, aż prosząc się aby raperzy dodali coś od siebie na jego szczycie. Subtelne zarysowania i ambientowy hałas w połączeniu z nieprzewidywalnymi i sporadycznymi improwizacjami projektu sprawiły, że blisko mu jest do twórczości J Dilla. Muzyka na “In the Moment” została wybrana z 48 godzin nagrań na żywo, wykonanych podczas rezydencji w chicagowskim The Bedford - którą McCraven niedawno otworzył dla publiczności na nowojorskim Winter Jazz Fest w styczniu. W często przytłaczającym programie festiwalu, flow perkusisty i rozbudowane jammy zapewniają odpoczynek i wciągającą muzyczną opowieść.

Natalie Weiner / Billboard

McCraven, jeden z najbardziej wymagających perkusistów na scenie w Chicago, nagrał swoje koncerty wraz z rotacyjną grupą współpracowników w ciągu tygodnia improwizowanej rezydencji. Przechwytując dźwięki według hip-hopowej metodologii Teo Macero, zaowocowało na albumie McCravena, co zaowocowało poważną celebrację groove’u i procesu kreacji.

Chris Barton / Los Angeles Times

MEDESKI’S MAD SKILLET


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 08.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    MEDESKI’S MAD SKILLET

    John Medeski - piano, organ

    Will Bernard – guitar

    Kirk Joseph – sousaphone

    Terence Higgins – drums


John Medeski to jeden z najbardziej światłych i otwartych na wyzwania umysłów współczesnego jazzu, który kojarzony jest przede wszystkim z projektem Medeski Martin & Wood. Lista jego współpracowników jest znacznie dłuższa, z znajdują się na niej między innymi Iggy Pop, prog rockowy zespół Coheed and Cambria czy John Zorn. W ubiegłym roku pianista zaskoczył jednak nawet swoich najbardziej oddanych fanów, tworząc supergrupę wraz z Chino Moreno – wokalistą Deftones oraz Dr. Know (Bad Brains) i Mackiem Jaysonem (Cro-Mags). Zespół Saudade opublikował dotąd tylko jeden utwór, ale tyle wystarczyło, by zwrócić uwagę całego świata.

Innym stosunkowo młodym przedsięwzięciem jest Mad Skillet, które narodziło się w 2015 roku podczas JazzFest w Nowym Orleanie – mieście, gdzie według słów Medeskiego jazz został poczęty. John Madeski jest jednym z najbardziej uzdolnionych alchemików organów żyjących we współczesnych czasach. Bardzo funkowy muzyk posiadający zdolność do wyciągania zróżnicowanych i dobrze dobranych dźwięków ze swojego instrumentu niczym z kapelusza – tymi słowami Michael Gallant z DiscMakers.com skomentował jeden z koncertów Mad Skillet. Grupą zachwycają się nie tylko fani jazzu i dziennikarze, ale także inni muzycy. W grudniu 2016 roku na Twitterze Snarky Puppy pojawił się krótki wpis: John Medeski zawsze popycha muzykę naprzód, a niedługo później Mad Skillet znalazło się w programie pierwszej edycji festiwalu organizowanego przez grupę Michaela League'a – GroundUP Music Festival w Miami.

 

Mad Skillet nie jest jednak projektem wyłącznie jednego człowieka. Jednym ze współtwórców zespołu jest Kirk Joseph nazwany przez Kathleen Rippey z Blues Access pionierem współczesnego suzafonu. Jego historia to jedna z wielu klasycznych opowieści o wielopokoleniowych rodzinach muzyków pochodzących z Nowego Orleanu, niemniej innowacyjne podejście do gry na mało popularnym instrumencie sprawiło, że stał się przypadkowym rewolucjonistą, którego dzisiaj naśladuje wielu młodych muzyków. W oczywisty sposób jest gwiazdą, ponieważ bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś był tak biegły w grze na instrumencie, który z definicji nie pozwala na biegłość. Taki muzyk zdarza się raz na milion – to nie jest opinia dziennikarska, lecz pogląd Elvisa Costello wygłoszony w rozmowie z Tomem Waitsem na łamach Option Magazine z 1989 roku.

Kolejnym, równie utytułowanym członkiem Mad Skillet jest Will Bernard, o którym Dan Ouellette z tygodnika Billboard napisał: Jedna z najlepiej strzeżonych tajemnic jazzowej gitary na tej planecie, z kolei John Kelman z serwisu All About Jazz dodał: Muzyk, który ewidentnie zasługuje na szerszą publiczność ze względu na swoją wymyślną, przekraczającą bariery gatunkowe estetykę. Ostatnią postacią zasilającą kwartet jest kolejny Nowoorleańczyk pochodzący z rodziny z muzycznymi tradycjami. Terence Higgins (podobnie jak Kirk Joseph) przez wiele lat występował wraz z Dirty Dozen Brass Band, które okazało się być jego przepustką do nawiązania współpracy z muzykami z całych Stanów Zjednoczonych, w tym z między innymi Johnem Scofieldem. Podoba mi się to, gdzie umieszcza bity i jak bardzo umuzykalnionym jest perkusistą. Może zagrać wszystko, co chcę zrobić, więc jest idealny - zachwalał Higginsa wybitny gitarzysta.

Medeski's Mad Skillet wciąż nie ma na koncie wydawnictwa płytowego, ale zdążyło już ugruntować sobie pozycję rewelacyjnego zespołu koncertowego, o czym mogli się przekonać między innymi uczestnicy Warsaw Summer Jazz Days 2016. W Trójmieście grupa wystąpi po raz pierwszy.

 

Czwartek
[9.11.2017]

MIGUEL ZENÓN QUARTET / TIPICO


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 09.11.2017 | G. 20:00
  • All That Jazz

  • Skład

    MIGUEL ZENÓN QUARTET / TIPICO

    Miguel Zenón - alto sax

    Luis Perdomo – piano

    Hans Glawischnig – bass

    Henry Cole – drums


W świecie jazzu utrzymywanie stałego składu przez wiele lat jest rzadkością, co wynika głównie z potrzeby nieustannego rozwoju, konfrontowania własnych umiejętności z umiejętnościami innych muzyków, często pochodzących z bardzo odległych zakątków globu. Kwartet Miguela Zenóna jest jednak wyjątkiem od tej reguły, jego członkowie współpracują ze sobą już od ponad piętnastu lat, a Típico – ich najnowszy album – poświęcony jest właśnie tej wyjątkowej, muzycznej przyjaźni.

 

Muzyka na tym albumie została zainspirowana językiem, jaki stworzyliśmy w ciągu tych wszystkich lat. Napisałem muzykę, która według mnie reprezentuje nas jako zespół i pokazuje to, co robimy najlepiej. W dodatku część kawałków została zaczerpnięta wprost z pomysłów muzyków, z którymi gram; skopiowałem to, co uważałem za ich najbardziej charakterystyczne frazy, używając ich jako początków dla niektórych kompozycji – autor Típico opowiada o pracy nad materiałem. Zauważyli to także recenzenci, Felix Contreras z serwisu NPR napisał: Jest to portret zespołu zagubionego w myślach, na którego twarzach pojawia się uśmiech, gdy dosięgają nieuchwytnego momentu zespalającego wszystko w całość. Myślą i grają jako jedność.

 

Oczywiście niemające jeszcze roku wydawnictwo ma wiele innych walorów. Mark Corroto z All About Jazz zauważa, że jak wszyscy wielcy artyści, Zenón czerpie ze swojego dziedzictwa oraz doświadczenia dla uzyskania autentycznego brzmienia. Kontynuuje kształtowanie puertorykańskiego folku, a jako muzyk zajmujący się współczesnym jazzem bada struktury muzyczne. Z kolei Howard Reich, reporter Chicago Tribune, podkreśla walory koncertowe Típico: Grając cztery utwory z albumu bez przerwy, zespół Zenóna przywoływał tę muzykę jakby była ogromną suitą. Nieważne było nawet to, że kompozycje pojawiały się w innej kolejności niż na albumie.

 

Przywiązanie Zenóna do kolegów z zespołu nie może być traktowane jako zamknięcie na współpracę z innymi instrumentalistami. Saksofonista nagrywał oraz koncertował w składach z między innymi Charliem Hadenem, Bobbym Hutchersonem i Stevem Colemanem, a ponadto od samego początku tworzy wyjątkowy projekt związany z San Francisco Jazz Festival – SFJAZZ Collective. Grupa koncertuje raz w roku, biorąc na warsztat twórczość klasyków gatunku, a w jej szeregach znajdowało się wielu uczestników festiwalu Jazz Jantar – Joshua Redman, Mark Turner, Avishai Cohen czy Eric Harland. Przy wszystkich tych sukcesach saksofonista z Puerto Rico pozostaje jednak skromny, w wywiadzie dla magazynu Jazz Inside stwierdza: Jestem bardzo świadom tego, że choć rozpoznawalność może sprawić, że ja i moja muzyka będziemy bardziej zauważalni dla niektórych osób, nie czyni to ze mnie lepszego artysty.

Także pozostali muzycy związani z kwartetem Miguela Zenóna pozostają aktywni na wielu polach jazzowej działalności. Pianista Luis Perdomo od ponad dekady współpracuje z Ravim Coltrane'm; perkusista Henry Cole stoi na czele inspirowanego twórczością Feli Kuti The Afrobeat Collective; a Hans Glawischnig użyczył brzmienia swego basu na blisko sześćdziesięciu wydawnictwach.

Miguel Zenón Quartet odegrał materiał z albumu Típico na zakończenie lipcowego Warsaw Summer Jazz Days, dzieląc scenę z kwartetem Branforda Marsalisa. W Trójmieście utwory te będzie można usłyszeć po raz pierwszy podczas jesiennej odsłony Festiwalu Jazz Jantar 2017.

AMBROSE AKINMUSIRE QUARTET / A RIFT IN DECORUM


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 09.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    AMBROSE AKINMUSIRE QUARTET / A RIFT IN DECORUM

    Ambrose Akinmusire - trumpet

    Sam Harris - piano

    Harish Raghavan - bass

    Justin Brown - drums

     


Wychowanek Instytutu Jazzu imienia Theloniousa Monka, gdzie pobierał nauki u między innymi Herbiego Hancocka, Wayne'a Shortera i Terence'a Blancharda; współpracownik Joshuy Redmana, Vijaya Iyera czy Esperanzy Spalding; zdobywca niezliczonych nagród. Ambrose Akinmusire ma dopiero trzydzieści pięć lat, a już zdołał zmienić oblicze jazzu. Udowadnia, że jest jednym z najlepszych muzyków w swoim i w jakimkolwiek innym gatunku. Nie sposób ograniczyć jego emocji czy też emocji słuchaczy, kiedy zanurzamy się w tej śmiałej, satysfakcjonującej, doskonale wykonanej muzyce - zachwalał Will Layman z portalu Pop Matters.

 

Kalifornijski trębacz ma słabość do długich tytułów - jego ostatni album studyjny to The Imagined Savior Is Far Easier To Paint i, jak twierdzi, krócej nie można było uchwycić zawartego w tych blisko osiemdziesięciu minutach nastroju. Według Chrisa Bartona z Los Angeles Times materiał pięknie przenosi charakterystyczny sposób gry Akinmusire'a w nowe sfery; w tym w powolne, orkiestralne dźwięki i wymykające się konwencjom wokalne współprace, które podejmują się próby przetłumaczenia wizji na słowa. Nate Chinen z nowojorskiego Times podkreśla natomiast pozamuzyczne walory wydawnictwa: Ma aspiracje ukierunkowane na politycznie zaangażowany humanizm, czego przykładem jest między innymi utwór opowiadający historię kobiety odsiadującej karę dożywocia za popełnienia morderstwa w wieku nastoletnim, gdzie głosu użyczyła fenomenalna soulowa wokalistka Cold Specks.

 

Akinmusire aktywnie działa nie tylko jako lider i nie tylko w świecie jazzu. Po powrocie do Los Angeles nawiązał kontakt z dawnym znajomym – Terracem Martinem, który akurat pracował nad To Pimp A Butterfly Kendricka Lamara. Producent namawiał muzyka do wizyty w studiu i odegraniu kilku partii, ale Akinmusire początkowo odbierał zaproszenie jako czystą kurtuazję. Ostatecznie doszło do współpracy, a efektem jest utwór zamykający platynowy album rapera z Compton. Naprawdę nie sądzą, żeby jazz i hip-hop były do siebie podobne, po prostu są tym samym. Dla mnie brzmi to jak oksymoron, kiedy ktoś mówi o połączeniu hip-hopu i jazzu. Jeżeli spojrzy się na jazz w latach 70. z całą tą elektroniką i podobnymi rzeczami, można odnieść wrażenie, że hip-hop zaczął się w miejscu, gdzie tamten nurt się skończył. Myślę, że to naturalna kontynuacja, a ten album jest tego dowodem – opowiada Ambrose Akinmusire.

Zespoły, na czele których staje kalifornijski muzyk zazwyczaj poruszają się w jednej z dwóch stylistyk, co słusznie zauważa Jakub Sokołowski z portalu Jazz Soul: Jedno zawadiackie, zaczepne i z pazurem. Wtedy zespół jedzie po bandzie, demonstrując pełnię umiejętności technicznych, grając z intensywnością bardzo niekiedy złożone struktury. I drugie – bez miary liryczne. Z wrażliwością, skupieniem i ekspresją, która rozdmuchuje poza ustalone granice język jazzu i kreuje najbardziej niezwykłe z nastrojów. Na tegorocznym A Rift In Decorum: Live At The Village Vanguard słychać obydwa oblicza, co z jednej strony jest zasługą rezygnacji ze studia na rzecz rejestracji koncertu; z drugiej długości albumu, który trwa niemal dwie godziny i rozłożony został na dwie płyty. Matt Collar przyrównuje to wydawnictwo do innego zarejestrowanego w tym samym miejscu - Live at The Village Vanguard Johna Coltrane'a. Trębacz jest w podobnym, szukającym wyzwania nastroju, równoważy wysoce introspektywną i wymagającą intelektualnego wysiłku naturę swoich albumów studyjnych z nieobliczalną i często wybuchową naturą swoich koncertów.

W Polsce A Rift In Decorum będzie można po raz pierwszy usłyszeć na żywo właśnie podczas festiwalu Jazz Jantar 2017.

 

Polska premiera
piątek
[10.11.2017]

CHRYSTE PANIE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 10.11.2017 | G. 20:00
  • Młoda Scena Jazzowa

  • Skład

    CHRYSTE PANIE / CHRYSTE PANIE 

    Michał Małota - saxophone

    Aleksander Żurowski - synths

    Michał Stawarz - baraban

    Wojtek Kurek – drums


Debiutancki krążek zespołu CHRYSTE PANIE to jedna z najciekawszych tegorocznych płyt z pogranicza, jazzu, wolnej improwizacji i elektroniki. W czasach, kiedy muzyka improwizowana coraz częściej zdaje się popadać w rutynę, kwartet frapująco odświeża jej formułę. Czerpie ze zróżnicowanego instrumentarium, gra z werwą, a nad wszystkim powiewa szaleńczy duch zabawy i zawziętości. Ta płyta jest efektem spotkania młodych, ale doświadczonych muzyków, którzy od dłuższego czasu udzielają się w różnych składach nowej fali polskiej muzyki improwizowanej. Wojtek Kurek wielokrotnie uczestniczył w improwizowanych koncertach w warszawskich Chmurach oraz cyklu spotkań muzycznych Impro Miting w Eufemii. Jego spojrzenie na instrument pozwala odejść od pojmowania perkusji jedynie jako bazy rytmicznej na rzecz melodyki, płynności, wielowarstwowej dynamiki i nieokreślonego sonoryzmu. Współtworzył zespoły Bubble Pie, Mono Liza, Sadza, Prohibit oraz współpracował m.in. z Katarzyną Łopatą. Obecnie gra w Trio Maku i z Łukaszem Kacperczykiem w Paper Cuts.

Aleksander Żurowski pasjonuje się muzyką poważną wszystkich epok oraz improwizowaniem w gronie znajomych. Jest połową dwuosobowego zespołu Nietakt oraz jednym z członków Warszawskiej Orkiestry Improwizowanej. Michał Małota grę opiera na intuicji i improwizacji, inspirując się Tomaszem z Kempis i techno. Michał Stawarz gra muzykę z pogranicza folku z zespołami Ruta, Delira & Kompany czy Żywiołak.

 

Nazwa zespołu zawiera kompletną recenzję ich płyty, więc właściwie nic tu po mnie. Dodam tylko, że tak wspaniałe i dojrzałe debiuty zdarzają się rzadko, więc nie wolno tego przegapić. To pokraczny taniec na granicy jazzu z noisem, tej samej, której patroluje chociażby Mats Gustafsson czy dziewczyny z Selvhenter, ale polski kwartet robi to na własnych warunkach, z osobnym, oryginalnym brzmieniem. Zapisanym już w samym instrumentarium - dialog z saksofonem prowadzi tu syntezator, ściągając skojarzenia w kierunku najdzikszych eksperymentów krautrockowych, a plemienny puls nadaje nietypowa sekcja rytmiczna, złożona z perkusji i barabanu.

Jarek Szubrycht / Gazeta Magnetofonowa

CHRYSTE PANIE to kwartet, w którym chyba najbardziej rozpoznawaną postacią jest perkusista Wojtek Kurek, wspomagany tu przez grającego na barabanie Michała Stawarza, ale o brzmieniu w dużym stopniu decyduje też zmienność ról na pierwszym planie, gdzie słychać saksofonistę Michała Małotę (Warsaw Improvisers Orchestra) i grającego na syntezatorze Aleksandra Żurowskiego (występuje też w duecie Nietakt). Ta propozycja wydaje się nie nadawać do końca ani na rockowy, ani na jazzowy festiwal. I jeszcze może nie na przegląd muzyki elektronicznej, bo zarówno same partie syntezatora, jak i prosta rytmika – wytrącająca chwilami tempo w dłuższych utworach – mogłyby być atrakcyjne także dla publiczności nieprzepadającej za skomplikowanymi podziałami rytmicznymi sceny improwizowanej.

Bartek Chaciński / Polityka

GET THE BLESSING


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 10.11.2017 | G. 21:30
  • All That Jazz

  • Skład

    GET THE BLESSING / nowa płyta

    Jake McMurchie – saxophone

    Pete Judge – trumpet

    Jim Barr – bass

    Clive Deamer – drums



Kiedy GET THE BLESSING zdobyło BBC Jazz Award w 2008 roku za Najlepszy Album, basista Jim Barr nie krył zdziwienia. Stwierdził, że są kompletnymi autsajderami, a ich twórczość to niemal punk rock w świecie jazzu. Niemalże dekadę później, po wydaniu czterech kolejnych albumów, niewiele się zmieniło. Grupa z Bristolu wciąż potrafi odnaleźć doskonały kompromis pomiędzy historią a przyszłością gatunku. Kolejny krok naprzód, a zarazem godny dodatek do panteonu wydawnictw, które definiują jazz na nowo w XXI wieku zarówno dla muzyków, jak i dla słuchaczy – przekonywał Paul Margee w recenzji wydanego w 2015 roku Astronautilus na łamach portalu Louder Than War.

Najnowszy album Astronautilus jest kwintesencją artystycznego wigoru, niezwykłej poprawności stylistycznej i świeżego, nowoczesnego brzmienia. Kwartet GET THE BLESSING podporządkował się idei przemyślanej aranżacji z impulsywnym rytmem improwizacji sięgającej raz po jazzowe, raz po rockowe czy wręcz przebojowe skojarzenia. Połączenie trip-hopu,  elektroniki i jazzowej improwizacji, zaskakujących fraz i brzmień to oczywiste nawiązane do stylistyki Portishead , ale także zagłębienie się w sonorystyce ostatnich nagrań Milesa Davisa - tak natomiast Astronautilus usłyszał Dionizy Piątkowski, jeden z najbardziej zasłużonych popularyzatorów jazzu w Polsce.

Wielu nazywa muzykę wykonywaną przez GET THE BLESSING jazz rockiem i chociaż faktycznie elementy jednego i drugiego gatunku są w niej obecne, daleko im do Johna McLauglina czy Weather Report. W ich brzmieniu nie słychać fuzji, to połączenie przy zachowaniu dwóch tożsamości. Zresztą nie mogło być inaczej, skoro w składzie znajdują się muzycy związani z między innymi Portished, Peterem Gabrielem czy Siouxsie Sioux. Perkusista Clive Deamer miał nawet okazję niedawno odwiedzić Trójmiasto, gdy występował wraz z Radiohead podczas festiwalu Open'er.

Po raz pierwszy GET THE BLESSING wystąpiło na festiwalu Jazz Jantar w 2012 roku, promując album OC DC, którego nazwa pochodzi od inicjałów dwóch największy inspiracji kwartetu – Ornette'a Colemana oraz Dona Cherry'ego.

Aktualnie Brytyjczycy przebywają w studiu, gdzie w pocie czoła kończą prace nad kolejnym albumem. Premiera zaplanowana jest na jesień, a Festiwal Jazz Jantar będzie jednym z pierwszych miejsc, gdzie będzie można usłyszeć premierowe kompozycje.

Polska premiera

JOE LOVANO CLASSIC QUARTET


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 10.11.2017 | G. 22:45
  • All That Jazz

  • Skład

    JOE LOVANO CLASSIC QUARTET

    LJoe Lovano – saxophone

    Lawrence Fields – piano

    Peter Slavov – double bass

    Lamy Istrefi – drums

     


Laureat Grammy (2000), awangardowy saksofonista i kompozytor Joe Lovano, lider i członek wielu zespołów, w tym orkiestr. Pochodzący z Cleveland artysta bez lęku podejmuje wyzwania, realizując swoje konceptualne i tematyczne przedsięwzięcia w poszukiwaniu nowych form artystycznego wyrazu i sposobów na zdefiniowanie jazzowego idiomu.

W roku 2014 Lovano otrzymał nagrodę Jazz Journalists Associaction Multi-reeds Player i Tenor Saxophonist of the Year oraz tytuł Tenor Saxophonist of the Year wg Down Beat Magazine. Wydał 23 głośne albumy pod marką Blue Note, przy trzech ostatnich skupiając się na kwintecie Us Five.

Ze swoim Joe Lovano Classic Quartet saksofonista zgłębia bogatą historię jazzu mainstreamowego, poprzez swing i bebop, a nawet soulful. Jako aktywny zwolennik straight-ahead jazzu, współpracujący dziesięć lat temu z Hankiem Jonesem, Lovano w szalony sposób oddaje cześć strukturom muzycznym.

Bruce Lundvall napisał, że Lovano jest „gigantem gry na swoim instrumencie oraz pełnoprawnym gigantem jazzu”.

sobota
[11.11.2017]

IMMORTAL ONION / OCELOT TO SALVATION


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 11.11.2017 | G. 20:00
  • Młoda Scena Jazzowa

  • Skład

    IMMORTAL ONION / OCELOT TO SALVATION

    Ziemowit Klimek - double bass, electric bass

    Tomir Śpiołek – piano, electric piano

    Wojtek Warmijak – drums


IMMORTAL ONION powstało wiosną 2016 roku, a ich inspiracjami są artyści tacy jak: Esbjörn Svensson, Hiromi Uehara, czy Tigran Hamasyan. W ich utworach słychać wpływy jazzu, muzyki filmowej, minimalizmu, fusion, muzyki elektronicznej, a nawet progresywnego metalu. Mimo tak dużej rozbieżności stylistyk, w których się obracają, udało im się stworzyć własny rozpoznawalny język.

Swoje charakterystyczne brzmienie zawdzięczają umiejętnemu łączeniu energicznych i skomplikowanych rytmicznie fragmentów z minimalistycznymi, transowymi motywami i lirycznymi tematami. Mimo iż IMMORTAL ONION istnieje od niedawna, młode trio występowało na wielu festiwalach m.in. na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni, oraz z autorską ścieżką dźwiękową do dwóch filmów: na II Festiwalu Filmów Animowanych w Gdańsku i na 17. Festiwalu Kina Niemego w Kinie Pod Baranami w Krakowie. Jako laureaci VI edycji programu ,,Jazzowy debiut fonograficzny”, organizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca, wydali w tym roku swoją pierwszą płytę ,,Ocelot of Salvation”, której premiera miała miejsce na Festiwalu Warsaw Summer Jazz Days 2017

Premiera

RED TRIO & AXEL DÖRNER & MATTIAS STAHL


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 11.11.2017 | G. 21:15
  • Portugal.NOW

  • Skład

    RED TRIO & AXEL DÖRNER & MATTIAS STAHL 

    Hernani Faustino – bass

    Gabriel Ferrandini – drums

    Rodrigo Pinheiro – piano

    Axel Dörner – trumpet

    Mattias Stahl – vibraphone


RED TRIO to zespół trzech lizbońskich muzyków: Hernani Faustino, Rodrigo Pinherio i Gabriel Ferrandini. Ta trójka to reprezentacja czołówki niezwykle silnej portugalskiej sceny muzyki improwizowanej. Dźwięki tworzone przez Red Trio nazywane są free jazzem, jednak sami muzycy starają się uciekać od szufladkowych definicji własnej sztuki. Formacja eksploruje najbardziej płodne zestawienie jazzowego tria, czyli połączenie fortepianu, kontrabasu i perkusji. Jednak idea z reguły uprzywilejowanego fortepianu obsługiwanego przez sekcję, ustępuje tu miejsca trzem graczom będącym na równych pozycjach, którzy podejmują próbę symbiotycznej i interaktywnej improwizacji pomiędzy sobą, kreując przestrzeń, w której barwa i rytm spajają się w całość. Red Trio nagrywa dla renomowanych wytwórni płytowych, takich jak Clean Feed i No Business, koncertując na całym świecie, będąc gościem prestiżowych festiwali i sal koncertowych. Zespół ma na swoim koncie docenione przez krytyków z całego globu nagrania (m.in. z Natem Wooleyem i Johnem Butcherem). Album „Empire” nagrany z Johnem Butcherem otrzymał tytuł Płyty Roku (Album Of The Year) według najbardziej opiniotwórczego światowego portalu jazzowego (All About Jazz).

Podczas festiwalu Jazz Jantar będziemy z zespołem świętować ich piętnastolecie podczas specjalnego koncertu w którym do muzyków dołączy trębacz Axel Dörner i wibrafonista Mattias Stahl.

Axel Dörner to niemiecki trębacz i kompozytor, wirtuoz i innowator, znany ze swoich fenomenalnych występów na żywo. Jego szerokie spektrum działań muzycznych oscyluje zarówno wokół bebopu, free jazzu, free improv, jak i muzyki elektronicznej, przybierając nawet performance. W późnych latach 90-tych, podobnie jak Radu Malfatti, John Butcher oraz Franz Hautzinger, rozwinął odmienny “język” swojego instrumentu, skupiając się na brzmieniu własnego oddechu. Jest laureatem prestiżowej nagrody jazzowej SWR-Jazzpreis, inicjatorem i członkiem wielu znaczących międzynarodowych projektów muzycznych. Współpracuje z wieloma wybitnymi artystami, m.in. z Chicago (Ken Vandermark, Fred Lonberg-Holm, Michael Zerang), Tokio (Otomo Yoshihide, Sashiko M, Nakamura Toshimaru), Sidney (Jim Denley), Berlina (Sven-Ake Johansson, Alexander von Schlippenbach).

Mattias Stahl od 15 lat koncertuje na  scenach Szwecji i całego świata, koncentrując się na jazzie i muzyce improwizowanej. Wydał dwa albumy z nieistniejącym juz zespołem Ståhls blå, z czego druga otrzymała nagrodę Szwedzkiego Radia dla Nowej Twarzy za 2012 rok. Jako sideman współtworzył wiele zespołów - grał z Griegiem Riedlem, Lonely Dear czy grupą Angles Martina Küchena. Grał w zespole elektronicznym Koop a także w formacji Jet Set Sweden och Sven Berggrens Alea.

Polska premiera

ATOM STRING QUARTET / SEIFERT


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 11.11.2017 | G. 22:45
  • Polska Scena Jazzowa

  • Skład

    ATOM STRING QUARTET / SEIFERT

    Dawid Lubowicz – violin

    Mateusz Smoczyński – violin

    Michał Zaborski – viola 
    Krzysztof Lenczowski – cello

     


Zbigniew Seifert w powszechnej świadomości wielbicieli jazzu funkcjonuje głównie jako skrzypek–wirtuoz. Niewiele uwagi poświęca się jego kompozycjom, które w równym stopniu, co mistrzowska gra na instrumencie, stanowią o charakterystycznym „seifertowskim” stylu. Muzycy kwartetu postanowili przypomnieć utwory mistrza, które w pierwotnym założeniu miały być wykonywane przez jazzowe combo. Zostały one przefiltrowane przez język muzyczny jazzowego kwartetu smyczkowego, co wydaje się być bliskie wartościom wyznawanym przez kompozytora. Zarówno w sposobie gry Seiferta, jak i w kompozycjach widać, jak ważne było dla niego wprowadzanie elementów charakterystycznych dla muzyki jazzowej na grunt klasycznego aparatu wykonawczego.

Dla słuchacza zaznajomionego z oryginalnymi wersjami tych utworów nasze interpretacje mogą być zaskakujące – mówią muzycy ATOM STRING QUARTET – staraliśmy się podejść do tych kompozycji w kreatywny sposób: z jednej strony pojawiają się tu utwory, które niczym standardy jazzowe są jedynie pretekstem do improwizacji, z drugiej zaś — kompozycje rozbudowane, ze starannie zaplanowaną przez kompozytora narracją, która dzięki zmianie aparatu wykonawczego zyskuje zupełnie inny kontekst.

Jazzforum.com.pl

 

Działalność ATOM STRING QUARTET wyłamuje się wszelkim kategoriom i nie mieści w jakichkolwiek powszechnych definicjach muzycznych. Skład tworzony przez dwoje skrzypiec, altówkę i wiolonczelę jaki z powodzeniem występuje w filharmoniach (m.in. w Berlinie, Warszawie i Szczecinie), wykonuje muzykę w dużej mierze opartą na typowej jazzowej improwizacji, jednocześnie nie pozbawiając swych interpretacji klasycznego piętna, oraz nie stroniąc od interpretowania klasyków. Z czwórką młodych wirtuozów chętnie współpracują artyści tak wyjątkowi jak związani z muzyką jazzową: Bobby McFerrin, Wolfgang Haffner czy Adzik Sendecki, ale także: Jerzy Maksymiuk, Janusz Olejniczak i Orkiestra AUKSO, a więc muzycy stricte klasyczni.

Aktywność fonograficzna zdobywającego najróżniejsze nagrody na rozmaitych europejskich festiwalach kwartetu, kilkakrotnie wyróżnionego prestiżową Nagrodą Fryderyka, oraz każdego z muzyków zespołu indywidualne, przyprawia o zawrót głowy. Po genialnym albumie „Behind The Strings” nagranym wraz z Triem Tomasza Wendta, już w roku 2017 trafiła do nas świetna płyta: "Made In Poland" zrealizowana wraz z Orkiestrą Kameralną NFM Leopoldinum, oraz gorąco przyjęty album Kwintetu Mateusza Smoczyńskiego „Berek” (2017), Kolejną "atomową" płytą jest krążek poświęcony utworom Zbigniewa Seiferta, który już w momencie ukazania się, okrzyknięty został jedną z najważniejszych płyt roku.

(…)

Muzycy Atom String Quartet sięgając po repertuar Zbigniewa Seiferta, skoncentrowali się na utworach pochodzących z albumów "Seifert", "Man On The Light" i "Kilimanjaro".

Opracowania poszczególnych tematów zachwycają doskonałym wpasowaniem się w konwencję genialnego kwartetu. W każdym momencie słychać, że jest to dla Atom String Quartet repertuar wręcz idealny. (…)

Wplecione w program płyty nagrania,  zrealizowane przez skrzypce solo i duet altówki i wiolonczelą, w nieoceniony sposób uatrakcyjniają konstrukcję całego albumu.
Mimo że w ostatnich latach po twórczość Zbigniewa Seiferta sięgają rozmaici muzycy, wyjątkowa formuła jaką zaproponował Atom String Quartet nie ma sobie równych.

Robert Ratajczak / lognplayrecenzje.blox.pl

niedziela
[12.11.2017]

BATTLE TRANCE / BLADE OF LOVE


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / Grunwaldzka 195/197
  • 12.11.2017 | G. 20:00
  • New America

  • Skład

    BATTLE TRANCE / BLADE OF LOVE 

    Travis Laplante - tenor saxophone

    Patrick Breiner - tenor saxophone

    Matt Nelson - tenor saxophone

    Jeremy Viner - tenor saxophone


Członkowie BATTLE TRANCE grali w takich składach jak Tune-Yards, Little Women, Tim Berne, Gerald Cleaver, Michael Formanek, Trevor Dunn, Ingrid Laubrock, Rafiq Bhatia, Ches Smith, Steve Lehman, Weasel Walter, Mat Maneri, John Hollenbeck, Tyshawn Sorey, Peter Evans i wiele innych.

Jak więc połączyli swoje siły? Pewnego ranka Travis Laplante obudził się z krystalicznie czystą wizją, że potrzebuje utworzyć zespół z trzema osobami: Matthew Nelsonem, Jeremy’m Vinerem i Patrickiem Breinerem. Laplante znał ich twórczość tylko pobieżnie i nie miał z nimi zażyłych relacji. Był również świadomy, że zespół czterech saksofonów tenorowych może być najgorszym pomysłem. Ale skontaktował się z muzykami i wieczorem tego samego dnia spotkali się po raz pierwszy.

Efektem tej współpracy był album “Palace of Wind” oraz wydany przed rokiem “Blade of Love”. To kontynuacja ich szeroko uznanego debiutu, elementarnej kompozycji, która ma na celu spełnienie potencjału ekspansywnego saksofonu tenorowego jako instrumentu zespołowego. To praktyka w intymnej intersekcji ludzkiego ciała, oddechu i saksofonu. “Blade of Love” jest duchowym i enigmatycznym dziełem o głębokim emocjonalnym rezonansie.

Kolejny zestaw częstotliwości uderzeń i zapaśników z kwartetu saksofonów tenorowych Battle Trance w Brooklynie. Czterdziestominutowy dronowy utwór przekształca frazy i techniki współczesnego jazzu w ćwiczenia grupowe w dziwnym amerykańskim minimalizmie. Podczas gdy ich pierwszy album, “Palace of Wind” w 2014 roku, położył teksturalny plan, lider Travis LaPlante i jego mała armia są teraz bardziej melodyjnie pewni. Ich paleta dźwięków wydaje się otwarta i eksplorująca: ustniki brzęczą, przyspieszają tornado, ostre zsynchronizowanie, wyśpiewane gwizdki, wysokie dźwięki i kozły podobne do fal oceanicznych.

Christopher R. Weingarten / Rolling Stone

Pierwszy raz w Polsce

SUSANA SANTOS SILVA LIFE AND OTHER TRANSIENT STORMS


  • Sala Suwnicowa Klubu Żak / Gdańsk / ul. Grunwaldzka 195/197
  • 12.11.2017 | G. 21:30
  • Portugal.NOW

  • Skład

    SUSANA SANTOS SILVA LIFE AND OTHER TRANSIENT STORMS 

    Susana Santos Silva - trumpet, flugel

    Lotte Anker - tenor, sopran saxophone

    Sten Sandell - piano

    Torbjörn Zetterberg - double bass

    Jon Fält – drums


Susana Santos Silva jest trębaczką, improwizatorką i kompozytorką z Porto. W ostatnich latach została uznana przez międzynarodową prasę za jeden z najsilniejszych pojawiających się głosów we współczesnym jazzie i muzyce improwizowanej. Bazując na pojedynczym podejściu/głosie, który wychodzi z kompleksowego spektrum wpływów – od muzyki klasycznej i współczesnej muzyki jazzowej i tekstury sztuki dźwięku – jest zainteresowana rozciąganiem granic swojego instrumentu i odkrywania nowych sposobów wyrażania w muzyce. Prowadzi swoje projekty Impermanence, LIFE AND OTHER TRANSIENT STORMS oraz współpracuje w duetach z Torbjörn Zetterberg (także w trio z Hampus Lindwall), Kaja Draksler Jorge Queijo, Alexandra Nilsson i kwartet z Christine Wodrascka, Christiana Meaas Svendsen i Håkon Berre.

 

Trębaczka Susana Santos Silva stała się w ciągu kilku ostatnich lat jednym z najważniejszych ambasadorów portugalskiego jazzu i muzyki improwizowanej we współczesnym świecie. Koncertuje i nagrywa z Joe Morrisem, Matsem Gustafssonem, Fredem Frithem, Christine Wodrascką, Matem Manerim, Craigiem Tabornem, Thomasem Morganem i Tomem Chantem, by wymienić tylko kilka. Jednak ten kwintet to zupełnie niezwykłe połączenie doświadczenia i energii młodości, rutyny i ekscytacji, nostalgii i furii. Jak sama Silva mówi to "błogosławieństwo i uroda nietrwałości, w moim życiu, w świecie i we wszystkich rzeczach, które są". I kto wie, czy nie są to najlepsze słowa opisujące muzykę zespołu, będącą ciągłym, nieprzerwanym, zamkniętym jednak w dwóch stosunkowo długich improwizacjach aktem kreacji. Aktem jednorazowym, który swój rytm zyskuje dzięki kolejnym odsłuchaniom i powrotom do muzyki zaklętej na kompaktowym krążku.

Marek Zając / Multikulti Project Blog

Pomimo tego, że instrumentacja może sugerować konwencjonalny kwintet jazzowy, w LIFE AND OTHER TRANSIENT STORMS interakcja ma miejsce pomiędzy równymi sobie muzykami. Kompozycje poruszają się w przód i w tył granic pomiędzy free jazzem, wolną improwizacją, czego poświadczeniem jest bliskie słuchanie i nieustanna reakcja na dźwięki poszczególnych muzyków. Jak sugerują tytuły, ciągła zmiana przeważa nad jakością organiczną w stosunku do spadków i przepływów. Tworzy gęstą tkaninę, zwłaszcza w momencie wzrastania, które buduje trwałe crescendo. Każdy z muzyków jest nieustannie obecny - w grze zespołowej, ale też wtedy gdy rozwijające się wątki należy przeciąć, zaznaczając swoją obecność

John Sharpe / All About Jazz

Polska premiera